Putin nas testuje, ale jego upadek jest kwestią czasu. Tak twierdzi były autor jego przemówień
AGNIESZKA ZAGNER: Chyba bezpieczniej dla pana byłoby nie wspominać, gdzie dokładnie się spotykamy.
ABBAS GALLYAMOV: Przyjmijmy, że „gdzieś w Izraelu”.
Długie ramiona Władimira Putina mogą sięgnąć nawet tu?
Mam nadzieję, że nie jestem aż tak grubą rybą, żeby mnie śledzili, ale nie mogę tego wykluczyć i muszę być ostrożny. Zostałem przecież oficjalnie uznany przez rosyjskie władze za tzw. agenta zagranicznego i byłem sądzony za rzekome zniesławienie armii.
Nie mogę wrócić
Czym się pan tak naraził?
Zaczęło się w kwietniu 2022 r. Zastosowali wobec mnie ten sam artykuł kodeksu karnego, którego używają wobec przeciwników politycznych. Z kilku wywiadów dla ukraińskich mediów wywnioskowali, że Bucza w mojej ocenie była możliwa. Faktycznie, nie zaprzeczałem. Było dość oczywiste, że to się wydarzyło. Na tej podstawie wszczęto sprawę karną, trwała ponad rok. Pod koniec czerwca 2024 r. odbyła się rozprawa i skazano mnie na osiem lat więzienia zaocznie.
Co to oznacza w praktyce?
Nie mogę wrócić do Rosji. Do Izraela z rodziną przeniosłem się w 2018 r. i do czasu pandemii jeszcze latałem do Rosji, do klientów. Pracowałem jako niezależny konsultant polityczny – kampanie wyborcze, medialne itd. Kiedy zniesiono ograniczenia związane z wirusem, byłem już pewien, że władze uważają mnie za wroga. Niby nie było oficjalnego śledztwa, ale miałem silne poczucie, że jeśli wrócę, to długo nie posiedzę spokojnie w domu. Ta nasza „ekspercka społeczność” jest bardzo mała i ściśle kontrolowana.