Riwiera Gaza
Riwiera Gaza. Trump odświeża swój (pato)deweloperski pomysł. Ale dziś życie tu jest piekłem
Kiedy Donald Trump zapowiadał w Davos, że Strefa Gazy będzie „pięknie odbudowana”, a Jared Kushner prezentował kolorowe slajdy, jak ta futurystyczna Nowa Gaza ma wyglądać – z nowymi miastami, portem, lotniskiem, kompleksami technologicznymi, zielonymi parkami, polami uprawnymi i 180 drapaczami chmur, Amjad Shawa, dyrektor palestyńskiej sieci organizacji pozarządowych, wyglądał przez okno swojego częściowo zniszczonego domu w mieście Gaza: – Widzę głównie ruiny i tysiące namiotów, ok. 90 proc. zabudowy miasta jest zniszczone.
To wprost przekłada się na ogromny kryzys mieszkaniowy – aż 1,5 mln z ponad 2 mln mieszkańców Gazy w czasie wojny całkowicie straciło swoje domy, aż 900 tys. z nich mieszka obecnie w namiotach lub konstrukcjach namiotopodobnych, co przy niskich zimowych temperaturach, przeraźliwie zimnym wietrze i obfitych deszczach oznacza dodatkowe dramaty. Z powodu zimna miało umrzeć już dziewięć osób, w tym pięcioro dzieci, dodatkowo kilkadziesiąt pod gruzami zawalonych budynków, podmywanych wodą i smaganych silnym wiatrem.
Mimo trwającej od ponad stu dni pierwszej fazy zawieszenia broni zginęło co najmniej 477 osób, ponad tysiąc zostało rannych, a tylko w zeszłym tygodniu jednego dnia z rąk izraelskich żołnierzy zginęło 11 osób, w tym dwoje dzieci. Sporo, jak na względny spokój.
Ale perspektywa izraelska jest inna, choć odnosi się dokładnie do tego samego tygodnia: – Były próby odpalenia rakiet w naszym kierunku, a jednego dnia z tunelu w okolicy Rafah po naszej stronie Żółtej Linii wyszło sześciu terrorystów, którzy zaatakowali naszych żołnierzy i zostali wyeliminowani – wyjaśnia jedna z rzeczniczek Izraelskich Sił Obronnych (IDF). Od wejścia w życie zawieszenia broni w Gazie zginęło trzech izraelskich żołnierzy, a w ciągu całej wojny 900 (przy ponad 71 tys.