Trump drażni i obraża
Zimna wojna. Trump drażni nas i obraża, Europa pierwszy raz się stawia. Polska jeszcze żyje w iluzji
Rzecznikiem antytrumpowskiej rewolty stał się nieoczekiwanie premier Kanady Mark Carney. Jego znakomite przemówienie w Davos w dużej części składało się z paradoksów. Myślą przewodnią było wytyczenie nowego, bardziej pragmatycznego kursu – może nawet doktryny – dla tzw. średnich potęg, „realizmu opartego na zasadach”. Mówił to szef rządu 10. największej gospodarki świata, kraju członkowskiego G7, o jednym z najwyższych wskaźników innowacyjności, rozwoju przemysłowego i naukowego czy poziomu życia.
Jeszcze niedawno takiego przemówienia spodziewać się można było po politykach w stylu prezydenta Brazylii Luli da Silvy czy prezydenta RPA Cyrila Ramaphosy – przywódców państw na dorobku, dopiero wybijających się na niezależność, szukających własnej drogi pomiędzy zachodnim liberalizmem a najpierw sowiecką, a potem chińską wizją scentralizowanej władzy.
Czytaj też: Sojusz skrzywdzonych przez Trumpa
Siła bezsilnych
Tymczasem słowa o potrzebie stworzenia alternatywy dla tego, co przez lata promował Zachód, popłynęły z samego środka Zachodu. Do tego stopnia, że jeden z brytyjskich dyplomatów w reakcji na wystąpienie Carneya określił go mianem „najlepszego lidera w historii globalnego Południa”. Nazwanie w ten sposób premiera Kanady to najlepsza ilustracja tego, w jakim momencie znalazł się świat.
Po wtóre, to właśnie Carney, były pracownik banku inwestycyjnego Goldman Sachs, a potem szef Banku Anglii, człowiek całą swoją biografią ucieleśniający sukcesy i przywileje płynące z uczestnictwa w globalizacji ostatnich 30 lat, okazał się tejże globalizacji najsurowszym recenzentem, a może nawet grabarzem.