Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Słoń w składzie z bezpieczeństwem. Coś pękło. Czy w Monachium Europa znów zderzy się czołowo z USA?

Ciasny hotel Bayerischer Hof staje się na kilkadziesiąt godzin centrum debaty europejsko-amerykańskiej i najgorętszych sporów: o Ukrainę, Rosję, Chiny, wydatki obronne, rolę magnatów internetu, globalne Południe i globalne ocieplenie. 12 lutego 2026 r. Ciasny hotel Bayerischer Hof staje się na kilkadziesiąt godzin centrum debaty europejsko-amerykańskiej i najgorętszych sporów: o Ukrainę, Rosję, Chiny, wydatki obronne, rolę magnatów internetu, globalne Południe i globalne ocieplenie. 12 lutego 2026 r. Thilo Schmuelgen / Forum
Donald Trump został określony mianem największego szkodnika dla europejskiego ładu bezpieczeństwa, zanim jego ludzie tu dotarli. Czy to przyniesie kolejną transatlantycką burzę z piorunami, która jeszcze mocniej skłóci sojuszników i osłabi NATO?

„W rozbiórce” – tak hasłowo opisuje światowy porządek raport opublikowany przed najważniejszymi nieformalnymi obradami społeczności transatlantyckiej, czyli konferencją bezpieczeństwa w Monachium.

Tradycyjnie weekend w połowie lutego ściąga do bawarskiej stolicy decydentów, dowódców, myślicieli i liderów opinii na „szczerą i otwartą” rozmowę o stanie obecnym i przyszłości NATO, relacji USA z Europą i geopolitycznej kondycji Zachodu. Ciasny hotel Bayerischer Hof staje się na kilkadziesiąt godzin centrum debaty europejsko-amerykańskiej i najgorętszych sporów: o Ukrainę, Rosję, Chiny, wydatki obronne, rolę magnatów internetu, globalne Południe i globalne ocieplenie.

Szarża Trumpa

Od roku najważniejszym tematem dyskusji są pytania o stan i przyszłość Sojuszu, którego najważniejszy członek pod rządami Donalda Trumpa wyraźnie się odsuwa – w hałasie fałszywych oskarżeń i haniebnych obelg wobec niegdysiejszych „najlepszych przyjaciół”. Pierwsze tygodnie tego roku tylko te obawy podsyciły, gdy prezydent USA nie zawahał się zażądać dla siebie części terytorium sojusznika, kłamał w żywe oczy na temat wsparcia zbrojnego i zaangażowania krajów NATO na rzecz Ameryki i zapisał w dokumentach strategicznych, że celem USA jest obniżanie zaangażowania wojskowego w Europie.

W reakcji na szarżę Trumpa Europa zmieniła podejście i zamiast zeszłorocznych ustępstw wybrała wyznaczenie czerwonych linii: na celny szantaż wobec sprzymierzeńców Danii zagroziła odwetem handlowym, na groźby militarne – symbolicznym gestem wsparcia wojskowego, ale jednocześnie wyciągnęła rękę na zgodę pod wciąż uznawanym za bezpieczny parasolem NATO. Kryzys został uśmierzony, ale czy minął, tego nikt nie wie, bo ulubionego przez Trumpa „dealu” wciąż brak.

Reklama