Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Dwa ciosy w reżim. Irańczycy nie powinni być zdziwieni, jeśli atak Ameryki nastąpi jutro

Ćwiczenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Cieśnina Ormuz, luty 2026 r. Ćwiczenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Cieśnina Ormuz, luty 2026 r. AFP / East News
Donald Trump „daje Iranowi dziesięć dni, a potem mogą się dziać złe rzeczy”. Do tych słów nie warto się jednak przywiązywać. Irańczycy chyba wciąż nie wiedzą, o co mu chodzi.

Ataki mają być dwa. Pierwszy, „ostrzegawczy”, wymierzony w kluczowe instalacje obrony oraz w siedziby Strażników Rewolucji, paramilitarnej organizacji bliskiej reżimowi, o ogromnych wpływach w Iranie. Celem tego pierwszego uderzenia, które może nastąpić nawet w najbliższych dniach (godzinach?), ma być skłonienie Teheranu do zawarcia umowy, jakiej dziś żąda od Irańczyków prezydent Donald Trump (o jej szczegółach zaraz). Gdyby to nie zadziałało, Amerykanie szykują nieograniczone uderzenie na szereg instytucji państwowych, którego celem może być obalenie reżimu. Tyle najnowszych informacji.

„Mogą się dziać złe rzeczy”

Amerykanie zgromadzili w okolicach Iranu największe siły od inwazji na Irak w 2003 r. Na miejscu jest już jedna grupa lotniskowcowa (USS „Lincoln”), a do rejonu działań zbliża się druga (USS „Ford” – ten sam, który operował niedawno u wybrzeży Wenezueli).

Dodatkowo ok. 120 samolotów, w tym tankowce, co zdaniem ekspertów wskazuje na planowanie wielodniowych działań. W piątek rano Trump zapowiedział, że „daje Iranowi dziesięć dni, a potem mogą się dziać złe rzeczy”. Do tych słów nie warto się jednak przywiązywać, bo dwa dni przed czerwcowym atakiem prezydent USA też dawał Irańczykom dziesięć dni.

Wszystko to rozgrywa się jednocześnie z rozmowami, które obie strony – przez pośredników – prowadzą w Genewie.

Reklama