Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1468. dzień wojny. Śmierć dyktatora to za mało. Dlaczego same uderzenia z powietrza nie kończą wojen?

Operacje lotnicze NATO z USS Gerald Ford Operacje lotnicze NATO z USS Gerald Ford NATO North Atlantic Treaty Organization / Flickr CC by SA
Wokół skuteczności lotnictwa i innych środków napadu powietrznego narosło wiele mitów. Czy naprawdę są w stanie sparaliżować państwo, niszcząc cele strategiczne? Odpowiedzi dostarczają doświadczenia Ukrainy.

Rosja wobec działań w Iranie jest bezsilna, nie udzieliła mu żadnej pomocy. Władimir Putin zdobył się jedynie na puste gesty, przy okazji sam się ośmieszając. Prezydentowi Iranu Masudzie Pezeszkianowi złożył kondolencje po śmierci Chameneiego, członków jego rodziny, a także kilku urzędników. Nazwał te zgony „zabójstwami” dokonanymi z „cynicznym naruszeniem” „ludzkiej moralności i prawa międzynarodowego”, nie wspominając wprost o Stanach Zjednoczonych ani Izraelu. Coraz wyraźniej widać, że sojusz z Rosją jest niewiele wart – przekonały się o tym Armenia i Wenezuela, a teraz także Iran.

To kolejny cios w wizerunek Moskwy, który z pewnością nie ujdzie uwadze frakcji siłowików. Można mieć nadzieję, że ich złość na Putina narasta. Nie byłoby nam na rękę, gdyby to oni obalili prezydenta – mogłoby to oznaczać atak na kraje NATO. Nadziei upatrujemy w tym, że sam Putin dostrzeże, jak bardzo mu zagrażają, i dla uspokojenia sytuacji wewnętrznej szybko zawrze choćby „zgniłe” zawieszenie broni z Ukrainą. Wtedy konflikt przerodziłby się w nową zimną wojnę z Zachodem, która de facto już trwa. A zimna wojna zawsze jest lepsza niż realna.

Belgijski minister obrony Theo Francken ujawnił 1 marca, że podczas operacji „Blue Intruder” siły belgijskie, przy wsparciu wojsk francuskich, z powodzeniem dokonały abordażu tankowca należącego do rosyjskiej „floty cieni”.

Reklama