Czwartkowy szczyt UE zapowiadał się – jak się okazało niesłusznie – na ciężką bitwę między zwolennikami ambitnej polityki klimatycznej a krytykami Brukseli, która mocno egzekwuje redukcję CO2, co jest kosztowne dla przemysłu i odbiorców prądu. Na kilka dni przed szczytem osiem krajów UE, w tym Hiszpania i Holandia, ostrzegało przed zmianami w systemie ETS (unijnym rynku zezwoleń na emisję CO2), a łącznie około 15 państw akceptuje obecne rozwiązania. Z kolei grupa 10 krajów UE, w tym Polska i Włochy, zaapelowała o złagodzenie wymogów, by ulżyć przemysłowi i obniżyć ceny energii.
Włoski rząd Giorgii Meloni nawet straszył hasłem „zawieszenia ETS”, ale w Brukseli tłumaczył, że to tylko slogan negocjacyjny. Kanclerz Friedrich Merz musi siedzieć okrakiem: jego chadecja opowiada się za łagodzeniem ETS, ale współrządzący socjaldemokraci są przeciw.
Czytaj także: Nawrocki uderza w rząd polityką klimatyczną, chce wyjścia z ETS. Już Morawiecki na tym poległ
Tusk pod rękę z Meloni
„Gdy trwa wojna na Bliskim Wschodzie, ceny energii są pod ciągłą presją. Dlatego zaproponowałam plan, jak przynieść natychmiastową ulgę tam, gdzie to możliwe. I plan zmian strukturalnych w ETS tam, gdzie są potrzebne – powiedziała po szczycie Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej.
Korzystając z jej pomysłów, liderzy zgodnie ze swą standardową – stosowaną w razie głębokich sporów - praktyką powstrzymali się wczoraj od szczegółowych rozstrzygnięć, a w zamian zainicjowali proces zmian, dając Komisji Europejskiej polityczne wskazówki co do kierunków reform ETS.
Korzystając z jej propozycji, liderzy – zgodnie ze swoją standardową praktyką stosowaną w razie głębokich sporów – powstrzymali się od szczegółowych rozstrzygnięć. Zamiast tego zainicjowali proces zmian, dając Komisji polityczne wskazówki co do kierunków reform ETS.
Zapowiedziane zmiany, z których Komisja ma zdać raport na czerwcowym szczycie UE, obejmują zwiększenie tzw. mocy rezerwy stabilności rynkowej, co ma obniżyć ceny emisji i ograniczyć ich zmienność. Drugim elementem jest stworzenie nowego mechanizmu pomocowego, również opartego na rezerwowych pulach certyfikatów ETS pozostających w dyspozycji Brukseli. Ma on być skierowany do biedniejszych państw, w tym Polski. Von der Leyen powiedziała że rozwiązanie to powinno przełożyć się na inwestycje w dekarbonizację o wartości 30 mld euro w skali całej Unii.
Ponadto liderzy zobowiązali Komisję do wypracowania z poszczególnymi krajami – tymczasowych i dopasowanych do ich potrzeb – rozwiązań obniżających koszty produkcji energii elektrycznej. Polska i włoska dyplomacja uznają to za „otwarcie drzwi” do nowych rozwiązań dla krajów, w których ETS szczególnie podnosi ceny prądu. „Bliskie współdziałanie Donalda Tuska i Giorgii Meloni było tu kluczowe. To pozwoliło Polsce uwolnić się od postrzegania jej postulatów jako regionalnych. Te same żądania co Polska wysuwały bowiem Włochy, trzecia co do wielkości gospodarka UE” – tłumaczy unijny dyplomata.
Rząd Donalda Tuska jest bardzo zadowolony z ustaleń w sprawie ETS. Uważa je za dowód zmiany paradygmatu w polityce klimatycznej UE, która w przyszłości może pozwolić na łagodzenie wymogów redukcyjnych także w dłuższej perspektywie. Na wczorajszym szczycie nie próbował jednak uzyskać – nieosiągalnej na tym etapie – zgody na takie zmiany ani na wydłużenie okresu wycofywania darmowych zezwoleń ETS. Polski premier jako jedyny podniósł temat odwleczenia startu systemu ETS2 (dla ogrzewnictwa i transportu drogowego) poza 2028 r. Ten temat zapewne wróci w najbliższych miesiącach.
Czytaj też: Czy Zielony Ład naprawdę jest martwy? Co z polskim węglem i kiedy prąd będzie tani
Orbán blokuje pomoc dla Ukrainy
Pomimo nacisków wielu liderów premier Węgier Viktor Orbán nie odblokował wczoraj pomocy UE dla Kijowa. Unijni przywódcy już w grudniu wynegocjowali 90 mld euro dla Ukrainy na lata 2026–2027, ale później Orbán uzależnił formalne potwierdzenie zgody od wznowienia tranzytu rosyjskiej ropy przez Ukrainę na Węgry i Słowację rurociągiem „Przyjaźń”. Został on uszkodzony w ataku dronowym Rosji.
To pierwszy przypadek w UE, gdy jednomyślna decyzja przywódców 27 państw (ze szczytu w grudniu 2025 r.) nie jest respektowana przez któregoś z liderów. Orbán podczas szczytowego łączenia z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim wstał od wspólnego stołu obrad.
Spory między Orbánem a Zełenskim trwają od 2022 r., kiedy węgierski premier zaczął zarzucać Brukseli, że daje się wciągać Ukrainie w wojnę. Teraz ostrzeżenia, że Węgry zostaną wciągnięte w konflikt w razie zwycięstwa opozycyjnej Tiszy w wyborach parlamentarnych 12 kwietnia, są jednym z głównych wątków kampanii partii premiera Węgier.
Orban przedstawia się jako zwolennik szybkiego pokoju, opierający się potężnej presji coraz bardziej militarystycznej Brukseli, która – według jego słów – sercem jest z Kijowem, choć powinna służyć Węgrom i Słowacji jako państwom członkowskim Unii. Przekonuje, że za wysadzenie gazociągu Nord Stream i przerwanie dostaw ropociągiem „Przyjaźń” odpowiadają ci sami ludzie. Twierdzi też, że opóźnianie wznowienia tranzytu ma na celu zaprowadzenie na Węgrzech chaosu, a w dalszej perspektywie – wyłonienie rządu proukraińskiego.