1490. dzień wojny. Mit T-90M Proryw. Putin wciąż wierzy, że to najlepszy czołg na świecie
Ukraińskie ministerstwo obrony ogłosiło, że kończy szkolenia swoich żołnierzy za granicą. Jako oficjalną przyczynę podano ich kompletną nieprzydatność w warunkach wojny w Ukrainie. To ważny sygnał – nasza doktryna prowadzenia działań wojennych jest zupełnie nieadekwatna do tego, co obserwujemy za wschodnią granicą.
W silnym ukraińskim uderzeniu dronowym minionej doby dokonano poważnych zniszczeń w porcie w Primorsku (obwód leningradzki), drugim co do wielkości rosyjskim porcie naftowym nad Bałtykiem i największym terminalu przeładunkowym ropy w tym regionie. Głównym celem była infrastruktura portowa oraz statki transportujące ropę naftową, należące do tzw. floty cieni, ale nie wiadomo, czy one faktycznie ucierpiały. Z pewnością zapalono zbiorniki z paliwem.
Mamy nieco więcej informacji o rosyjskim natarciu pod Łymaniem. Jak się okazuje, główne uderzenie wyprowadzono z przyczółka na niezbyt dużej rzece Nitrius, ze wsi Szandryhołowe w kierunku zachodnim, na Izium. Tutaj doszło do najsilniejszego ataku w sile wzmocnionej kompanii, a na rzeczce zbudowano nawet most pontonowy, by na zachodni brzeg mogły wjechać cięższe pojazdy. Nieco dalej na północ wyprowadzono pomocniczy atak w kierunku wsi Korowyj Jar, ale oba te najsilniejsze szturmy zatrzymano w miejscu, a Rosjanie musieli wrócić na pozycje wyjściowe.
Ukraińcy przewidzieli atak, najwyraźniej mieli dane z własnego rozpoznania, bo zaminowali drogę biegnącą przez Szandryhołowe na Korowyj Jar, a na niej na minach wyleciały cztery bojowe wozy piechoty i pięć quadów.