Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1492. dzień wojny. Szykuje się decydująca bitwa o Donbas. Najlepiej byłoby „pojechać Żukowem”, ale...

Prorosyjscy donieccy separatyści na froncie w Ukrainie, luty 2026 r. Prorosyjscy donieccy separatyści na froncie w Ukrainie, luty 2026 r. Dmitry Yagodkin / Zuma Press / Forum
Obu stronom kończy się czas. Rosjanie narzucili Ukrainie wojnę na wyniszczenie, żeby złamać ukraiński naród, lecz żadnych oznak tego załamania na razie nie widać. Pojawił się jednak nowy pomysł.

Według danych opublikowanych przez Prokuraturę Generalną Ukrainy liczba samowolnych oddaleń i dezercji w wojskach ukraińskich gwałtownie wzrosła w 2025 r. To plus uporczywe unikanie mobilizacji pogłębia problemy ze stanami osobowymi i wymusza konieczność trzymania żołnierzy na froncie przez dłuższy czas, co z kolei jeszcze bardziej zniechęca ich do znoszenia ciężkich warunków i skłania do dezercji lub unikania poboru. I tak koło się zamyka.

Słynny rosyjski korespondent wojenny Jurij Kotienok znowu sobie pozwolił na ostrą krytykę tzw. specjalnej operacji wojskowej. To nie byle kto, bo absolwent Uniwersytetu Wojskowego im. księcia Aleksandra Newskiego, uczelni kształcącej zarówno kadrę oficerską wyższych szczebli dowodzenia, jak i cywilnych pracowników wojska. Kotienok skończył kierunek „dziennikarstwo wojskowe” i od tamtej pory jest pracownikiem różnych redakcji wojskowych. Pisze o tym, że rosyjskie wojska znalazły się w impasie, a na dziesięciu żołnierzy, którzy ponoszą obecnie śmierć na froncie, ośmiu–dziewięciu ginie w czasie przemieszczania się w strefie przyfrontowej, nie widząc nawet wroga, w nieustannych atakach dronów lub od ognia artylerii kierowanego z dronów. Tylko pozostali (jeden, dwóch) giną w realnej walce w czasie wymiany ognia z ukraińskimi żołnierzami. Z tego powodu nie da się skoncentrować większych sił w jednym miejscu, bo są one natychmiast atakowane przez roje dronów, a bez takiej koncentracji nie ma mowy o przełamaniu obrony przeciwnika. Kotienok napisał, że dowództwo nie ma najmniejszego pomysłu, jak wyjść z tego impasu, i że jeśli nic się na polu walki nie zmieni, to wojna może sobie trwać nawet sto lat, wojska w natarciu będą pełzać po kilka kilometrów miesięcznie.

Reklama