Węgierska zmiana. Orbán przegrał z kretesem, idzie TISZA. Zaczyna się nowa era w Europie?
Péter Magyar zostanie premierem, a jego TISZA najpewniej zdobędzie 138, czyli ponad ponad dwie trzecie mandatów w nowym, trójpartyjnym parlamencie (w sumie jest w nim 199 miejsc). Węgierska demokracja nie zostanie uzdrowiona z dnia na dzień, ale opozycja ma już narzędzia, żeby to zrobić.
Choć zabrzmi to nieco paradoksalnie, wieczór wyborczy w Budapeszcie przebiegł zupełnie inaczej, niż spodziewała się tego większość głosujących, komentatorów i dziennikarzy. Przez cały dzień mnożyły się obawy o fałszerstwa wyborcze, a miasto huczało od plotek. W czasie wiecu sympatyków partii TISZA, którzy zebrali się na nabrzeżu Dunaju, gruchnęła wiadomość, że podobno rządowe samoloty czekają w gotowości na budapesztańskim lotnisku. Miało to sugerować ewentualną paniczną ewakuację czołowych przedstawicieli reżimu.
Organizacja Unhack Democracy, zajmująca się monitorowaniem integralności procesu wyborczego, co kilka godzin rozsyłała biuletyny z opisami nieprawidłowości w komisjach w małych miastach i na prowincji. Choć opisywane przypadki były szokujące, czasem absurdalne – jak wręczanie koszulek z logo Fideszu czy drobnych upominków materialnych za głosowanie na partię rządzącą – to takie incydenty można było policzyć na palcach jednej ręki. Wybory miały być pełne turbulencji, a przebiegły zaskakująco spokojnie.
Czytaj też: Orbán ukręcił na siebie bicz.