Wszystkie deadline’y Trumpa. Zawsze daje światu „dwa tygodnie”. Może po prostu nie wie, co robi
Za kilka godzin, prawdopodobnie 22 kwietnia w środę (ale niekoniecznie, o tym zaraz), mija kolejny deadline (ang. termin ostateczny) wyznaczony przez prezydenta USA. Tym razem chodzi o czas, jaki Donald Trump wyznaczył zaatakowanym przez siebie Irańczykom na podpisanie czegoś w rodzaju porozumienia pokojowego kończącego konflikt – oczywiście na amerykańskich warunkach. Ów deadline został wyznaczony 7 kwietnia – od tego momentu liczy się ulubione przez Trumpa „dwa tygodnie” zawieszenia broni. Jeśli po tym czasie nie będzie porozumienia, to już wiadomo, co prezydent USA zrobi z irańską cywilizacją.
Tyle że dwa tygodnie, 14 dni, licząc od 7 kwietnia, to 21 kwietnia, czyli dziś. I taką datę podawała przez ostatnie dni rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Ale Trump we wczorajszym wywiadzie telewizyjnym ewidentnie mówił o 22 kwietnia. Dla irańskiej cywilizacji to oczywiście lepiej, a Trump liczy, że Irańczycy jednak pojawią się na rozmowach w Pakistanie, na które – według niego – raz miał jechać, raz miał nie jechać wiceprezydent J.D. Vance.
Czytaj też: Czy Trump jest szalony? Szokuje i żenuje coraz bardziej. Czas uruchomić 25. poprawkę?
Polityka deadline’u
Donald „Dwa Tygodnie” Trump uczynił z deadline’u swoje podstawowe narzędzie w polityce zagranicznej. Nie wchodzi w negocjacje z drugą stroną, nie wysyła na rozmowy doświadczonych ekspertów i dyplomatów, którzy mogliby merytorycznie i psychologicznie doprowadzić do korzystnego dla USA rozwiązania, tylko Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera.