W Niemczech w miejscowości Turnow-Preilack, niedaleko granicy z Polską, doszło do aktu sabotażu przy stacji transformatorowej obsługującej elektrownię węglową Jänschwalde. Pracownicy wykryli uszkodzenia linii napowietrznych, a na miejscu znaleziono domowej konstrukcji urządzenie wybuchowo-podpalające. Według „Märkische Allgemeine Zeitung” stacja była kilkukrotnie atakowana improwizowanymi ładunkami. Niemieckie służby wszczęły śledztwo, a wicepremier Radosław Sikorski skomentował sprawę: „Rosja się uparła, żeby przekonać wszystkich, że jest na wojnie z nami – Zachodem. Dokonuje aktów sabotażu, podpaleń, zabójstw politycznych, terroru państwowego”.
Pokazano też nagranie, na którym operator ukraińskiego drona z 21. Brygady Zmechanizowanej przechwytuje rosyjski mały dron za pomocą własnego aparatu wyposażonego w coś w rodzaju wędki z pętlą. To raczej ciekawostka bez większej przyszłości, bo pogoń za pojedynczym celem zajmuje dużo czasu. Mimo to każdy tak przechwycony dron może uratować czyjeś życie.
Rosja rozbudowała produkcję dronów i pocisków manewrujących do poziomu pozwalającego wywierać stałą presję na ukraińskie miasta i infrastrukturę. Europejskie stolice dyskutują o obronie powietrznej, ale nie istnieje system zdolny całkowicie ochronić państwo przed masowymi atakami na taką skalę. Zagrożona jest więc nie tylko Ukraina.
W Mykołajiwce, niedaleko Słowiańska, wykryto dwie rosyjskie grupy infiltracyjne, które próbowały się połączyć, by walczyć z ukraińskimi żołnierzami za główną linią obrony.