1670. dzień wojny. Rosja zaostrza wojnę hybrydową, w Polsce wyją syreny. Gdzie kończy się pokój?
Moskiewska Rafineria Naftowa w dzielnicy Kapotnia ponownie zapłonęła po zmasowanym ataku ukraińskich dronów, które przedarły się przez wielowarstwową obronę przeciwlotniczą. Słup czarnego dymu był widoczny z wielu kilometrów – efekt propagandowy został więc osiągnięty.
Według komunikatów Sztabu Generalnego Ukrainy uszkodzeniu uległy najważniejsze elementy infrastruktury produkcyjnej, w tym główna instalacja destylacji atmosferyczno-próżniowej AVT-6, kompleks przerobu ropy i układ izomeryzacji. Mer Moskwy Siergiej Sobianin przyznał, że był to najpotężniejszy dotąd nalot bezzałogowców na miasto. Oczywiście nie obyło się bez wpadek, bo jedna z ukraińskich maszyn, trafiona rakietą przeciwlotniczą, spadła na wieżowiec mieszkalny. Termin uderzenia nie był przypadkowy – niedziela to ostatni dzień wyborów do Dumy.
Poza samą rafinerią ukraińskie drony dalekiego zasięgu uderzyły w magazyny i inne elementy infrastruktury logistycznej w obwodzie moskiewskim, m.in. w rejonie miejscowości Ramienskoje i Kotielniki. Atakowały również cele w obwodach biełgorodzkim i kurskim. W obu regionach miejscowa administracja informowała o uszkodzeniach infrastruktury cywilnej i rannych mieszkańcach.
Rosyjskie władze zaprzeczają, jakoby poniosły jakiekolwiek straty materialne czy terytorialne w ukraińskiej operacji „Vivaldi” na północ od Łymania. Brzmi to o tyle zabawnie, że o sukcesie Ukrainy, przez pewien czas utrzymywanym przez Kijów w tajemnicy, pierwsi poinformowali rosyjscy korespondenci i tzw. blogerzy wojenni. A przecież trudno zakładać, że wszyscy to zmyślili.