Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Opowieść wołyńska

„Gdzie walczyło UPA, był jakiś porządek”. O tym muzeum wie cała Ukraina. Rzezi Polaków tu nie ma

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
W muzeum w Kortelisach znikają pamiątki po Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Potrzebne jest miejsce dla nowych bohaterów. W muzeum w Kortelisach znikają pamiątki po Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Potrzebne jest miejsce dla nowych bohaterów. Paweł Reszka / Polityka
Odciętą głowę strzelca Gazina przywieźli do muzeum, ale dyrektor odmówił jej przyjęcia. Najpierw walała się po ogrodzie. Potem, skazana na zapomnienie, trafiła do szkolnej komórki.

Północny Wołyń, droga do wsi prowadzi przez las. To trasa z Łucka do Brześcia i skrót do Kobrynia. Kiedyś z Ukrainy na Białoruś jechała tędy ciężarówka za ciężarówką. Teraz przejścia graniczne zamknięte na głucho. W poprzek betonowe bloki, zapory przeciwczołgowe, miny. Po lasach wojsko. Pod bronią czeka, kiedy Aleksandr Łukaszenka przyłączy się do Władimira Putina. Międzynarodowa droga zmieniła się w ślepą uliczkę. Żywego ducha. Tylko co jakiś czas wiozą trumnę z wojskowym. – Chłopcy wracają do domu – mówi Lena, która na ochotnika pomaga przy pogrzebach.

Patriotyczne uczucia

We wsi Kortelisy jest muzeum, o którym wie cały kraj. Mały parterowy budynek, kilka sal. Otacza go potężny memoriał poświęcony ofiarom faszyzmu. Centralną częścią jest pomnik i zbiorowe mogiły. To pamięć po spalonej i wymordowanej przez hitlerowski oddział osadzie. Memoriał wybudowano z komunistycznym rozmachem – zajmuje 20 ha, pomnik stoi na kurhanie usypanym w 1980 r. w 35. rocznicę zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Wówczas na otwarciu był Wołodymyr Szczerbycki, I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy. „Na tej ziemi 23 września 1942 r. męczeńską śmierć z rąk faszystowskich oprawców poniosło 2875 osób, w tym 1620 dzieci. Dziś patriotyczne uczucia, które rozpalały serca obrońców Ojczyzny, uskrzydlają nowych bohaterów pracy” – mówił do tysięcy zebranych. – Memoriał był jego oczkiem w głowie – opowiada Mykoła Andronowicz Mychalewycz, obecny dyrektor muzeum. Zaczął tu pracę w latach 80., pamięta więc okres świetności. Wycieczka za wycieczką. Kilku naukowców na etatach, do tego pracownicy dbający o tereny zielone. Dziś w muzeum pracuje tylko Mychalewycz i na część etatu jego współpracownica. A teren porządkują uczniowie w czynie społecznym.

Polityka 44.2026 (3588) z dnia 27.10.2026; Świat; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Opowieść wołyńska"
Reklama