Wybory w Izraelu. Czy Netanjahu utrzyma się u władzy? Wolałby remis. Sprawdzamy scenariusze
Lech! Lech! Lech! (odejdź!) – taki okrzyk wyrywał się z tysięcy gardeł na pl. Zakładników w Tel Awiwie w sobotni wieczór. Adresatem był Beniamin Netanjahu, który z półtoraroczną przerwą rządzi krajem od 2009 r., a w sumie już 22 lata. Zdaniem większości Izraelczyków – wystarczy.
Izrael: 7 i 27 października
Na scenie przemawiał akurat Elhanan Danino. Jego syn Ori został zamordowany w niewoli Hamasu razem z pięcioma zakładnikami. – Każdy, kto unika powołania państwowej komisji śledczej ds. 7 października, najpewniej ma coś do ukrycia – mówił. To tutaj przez ponad dwa lata Izraelczycy zbierali się i domagali powrotu porwanych.
W 100-tysięcznym tłumie rzucają się w oczy młode dziewczyny trzymające zdjęcia zamordowanych zakładników, m.in. rodziny Bibasów, z napisem „Wszyscy jesteście z nami przy urnach”. Czyli: nie zapomnimy o was podczas głosowania. W dacie 27.10 na transparentach na czerwono jest zaznaczona data 7.10.
Wojna zakończyła się formalnie w październiku 2025 (20-punktowe porozumienie podsunął Donald Trump), ale w praktyce z jej skutkami borykają się nadal mieszkańcy Gazy, Zachodniego Brzegu i sami Izraelczycy. Kwestia 7 października i odpowiedzialności za porażkę służb i państwa przesądzi o wyniku głosowania. Tak swoje wyborcze decyzje tłumaczyło ok. 62 proc. ankietowanych w badaniu Izraelskiego Instytutu Demokracji (IDI).
– Komisja śledcza to jedno, równie ważne są sprawy bezpieczeństwa, koszty życia, korupcja, reforma sądownictwa.