Jak zmieniać miasta, ale nie wypędzać ludzi?

Uszlachetnianie przez wypędzanie
Mural na poznańskiej Śródce.
Sebastian Czopik/Reporter

Mural na poznańskiej Śródce.

W Poznaniu w zeszłym roku zaczęły powstawać tzw. mieszkania treningowe, w których osoby bezdomne lub uciekające przed przemocą domową będą mogły mieszkać do trzech lat po odpowiednio niskich cenach. Mimo to temat czyścicieli kamienic wciąż wraca. – Ten problem dotyczy całego kraju. Przykłady Poznania i Warszawy są medialne, bo tu jest największy opór. Trudno powiedzieć, jak przebiega w innych miastach proces gentryfikacji i jakie pojawiają się przy tym problemy lokatorskie – mówi Marek Piekarski, działacz Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

Drastyczne sceny z poznańskich mieszkań to tylko jeden z wielu aspektów gentryfikacji. Łukasz Drozda, autor książki „Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy”, uspokaja przed wizją masowych eksmisji: – W Polsce wynajmowane mieszkania stanowią niewielką część rynku. Popularne są mieszkania własnościowe kupowane na kredyt, nie bez znaczenia jest wykupowanie mieszkań czasem z ponad 90-proc. bonifikatą. Warszawska Praga wciąż pozostaje na etapie wzmożonych inwestycji publicznych, takich jak przedłużenie II linii metra. Korzysta na tym rynek mieszkaniowy. Jak zauważa Drozda, w perspektywie rozwojowej dzielnicy wpisano wzrost cen nieruchomości jako jeden z mierników rozwoju. W raporcie z realizacji projektów rewitalizacyjnych za 2016 r. cel 27 inwestycji określono jako „Porządkowanie i podnoszenie atrakcyjności przestrzeni publicznej”.

Na inne aspekty rewitalizacji zwraca uwagę Joanna Erbel, kandydatka na prezydent Warszawy w 2014 r., dziś specjalistka w miejskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego. – Kamienice modernizowane na Pradze są pełne mieszkań komunalnych, z czynszem po 7,47 zł za m kw. Do tego dochodzą obniżki dochodowe dla osób mniej zamożnych. Wiele z modernizowanych kamienic było w fatalnym stanie. Owszem, za kilka lat struktura społeczna Pragi ulegnie zmianie, ale to nie dlatego, że ktoś został eksmitowany, lecz dzięki takim inwestycjom jak Port Praski – opowiada.

Przed prawdziwym wyzwaniem stoi Łódź, której rewitalizacja ma pochłonąć miliard złotych. Projektem flagowym będzie modernizacja ul. Włókienniczej, znanej z piosenki Osieckiej jako ul. Kamienna, na której „kochankowie żywią się chlebem i piwem”. Nowa Włókiennicza ma być artystyczna i zapełniona w 100 proc. nowymi lokatorami. Miasto nie chce powtórzyć losu, który spotkał MNE Investment. Spółka przed kilkoma laty zainwestowała miliony w rewitalizację budynków po fabryce Scheiblera na Księżym Młynie. Lofty będące oazą „bogactwa” w ubogiej części Widzewa nie spotkały się z zainteresowaniem kupców. W 2012 r. syndyk ogłosił przetarg na mieszkania upadłej spółki, sprzedawane za jedną trzecią pierwotnej wartości.

Specyficzny splot różnych zjawisk, takich jak reprywatyzacja czy rewitalizacja, to istota problemu modernizacji polskich miast. Nie znajdziemy więc wzorów z Zachodu, które można by z powodzeniem stosować nad Wisłą. Gentryfikacja oznacza ściąganie do dzielnic ludzi lepiej zarabiających i, co za tym idzie, wydających więcej pieniędzy. To oni stają się forpocztą przedsiębiorców i tworzą nowe miejsca pracy. Nie jest to jednak sytuacja, na której zyskuje większość. Dla biedniejszych mieszkańców to często nieodwracalne zmiany, skazujące ich na odyseje mieszkaniowe. Ustawa o rewitalizacji z 2015 r. zakłada czasowe eksmisje na okres remontu budynku. Nie przewiduje, że prawdziwe dramaty mogą pojawić się po skończeniu inwestycji. Mało kto zdaje sobie sprawę z kosztów psychicznych, które muszą ponieść „wypędzeni lokatorzy”. – Proszę wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś zabiera nam, niezależnie od stosunków własnościowych, nasze dobro podstawowe. Tracimy poczucie kontroli, to, że możemy przewidzieć, co będziemy jutro jeść i gdzie będziemy spać, przestaje być oczywiste. To bardzo poważny koszt – mówi dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

– Rewitalizacja jest nieunikniona, ale należy postawić na „infrastrukturę osadniczą” – przekonuje Łukasz Drozda. – Nie inwestować w kolejne centra kreatywności, za to wspomóc budowę mieszkań komunalnych, przychodni i szkół, będących najlepszymi instytucjami tworzącymi sąsiedzkie więzi – dodaje urbanista. Wtóruje mu Zuzanna Glińska ze Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze: – Staramy się zachęcać do powrotu do lokalności m.in. poprzez promocję zakładów rzemieślniczych. Stworzyliśmy Mapę Rzemieślników na Pradze Północ i Południe, Mokotowie i Żoliborzu.

Czy polskie miasta, wydając miliardy na programy rewitalizacyjne, zastosują się do tych porad? Lektura programów rewitalizacyjnych nie daje na to pytanie prostej odpowiedzi.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj