Wybory samorządowe: szanse dla ruchów miejskich

Duch ruchów
Ruchy miejskie zrzeszające aktywistów i społeczników zaangażowanych w sprawy swoich miast nie ukrywają politycznych ambicji. Czy mają szansę w walce o stanowiska prezydentów, burmistrzów i radnych?
Marta Bejnar-Bejnarowicz, Kocham Gorzów.
Jarosław Miłkowski/Polska Press

Marta Bejnar-Bejnarowicz, Kocham Gorzów.

Hanna Gill-Piątek, łódzka Koalicja TAK!
Marcin Wojciechowski/Agencja Gazeta

Hanna Gill-Piątek, łódzka Koalicja TAK!

Sylwia Kowalska, My Toruń.
Robert Górecki/Agencja Gazeta

Sylwia Kowalska, My Toruń.

Joanna Wowrzeczka, cieszyński KWW Siła.
Małgorzata Kubicius

Joanna Wowrzeczka, cieszyński KWW Siła.

Konferencja prasowa komitetu wyborczego My Toruń. Hasło: „100 dni Kowalskiej” – Sylwia Kowalska walcząca o prezydenturę opowiada, co w pierwszej kolejności zrobi ze swoją ekipą po wygranych wyborach. Wspomaga ją trzech mężczyzn – liderów list do Rady Miasta. Ma być więc bezpłatna komunikacja dla dzieci i młodzieży oraz ma nie być wielkiej inwestycji drogowej przecinającej miasto wielopasmową ulicą za 600 mln zł, wystarczy łącznik za 10 mln spinający istniejące arterie. Do tego Toruńskie Centrum Kontaktu (inspirowane rozwiązaniem warszawskim), dostępny dla wszystkich rejestr umów zawieranych przez miasto i sprzątanie w spółkach miejskich, czyli odpartyjnienie ich rad nadzorczych.

Sylwia Kowalska jest weteranką ruchów miejskich – w 2014 r. startowała w wyborach razem z Joanną Scheuring-Wielgus i komitetem Czas Mieszkańców. Udało się wówczas wywalczyć cztery miejsca w Radzie Miasta, a Scheuring-Wielgus uzyskała poparcie 17,3 proc. wyborców w staraniach o fotel prezydencki. Zbyt mało, by zagrozić popularnemu w Toruniu prezydentowi Michałowi Zalewskiemu, wystarczająco jednak dużo, by potwierdzić polityczne kompetencje aktywistki, która rok później z powodzeniem wystartowała w wyborach do Sejmu z list Nowoczesnej.

Czy My Toruń poprawi wynik Czasu Mieszkańców? – Chcemy odebrać miasto samochodom i oddać mieszkańcom, chcemy skończyć z polityką wielkich inwestycji, które tylko powiększają i tak już gigantyczne zadłużenie, a nie poprawiają potencjału rozwojowego miasta. Jakość życia zależy od rozwiązania wielu konkretnych, lecz mało spektakularnych problemów – przekonuje Kowalska. I dodaje: – Cieszy nas, że do naszego ruchu dołączyły liczne środowiska społeczne i biznesowe.

Czy to wystarczy, by przekonać wyborców? Badania CBOS pokazują, że niemal wszyscy ponad 90 proc. Polaków są zadowoleni z życia w swoich miejscowościach i z uznaniem dostrzegają zachodzące w nich zmiany: rozwój infrastruktury, poprawę estetyki, coraz lepszą ofertę kulturalną. Jak w takiej sytuacji przekonywać do zmiany lokalnych władz?

– Kiedy zapytamy dziecko, czy woli marchewkę czy czekoladę, wybierze czekoladę. Oczywiście nie chodzi o to, żeby mieszkańców miast traktować jak dzieci, ale żeby przedstawiać im rzeczywistą alternatywę. Tak, każdy ma prawo mieć samochód, ale nieustanne inwestowanie w infrastrukturę drogową nie rozwiąże problemu coraz większego ruchu, a więc także korków i zanieczyszczenia powietrza, rozwiązaniem jest transport publiczny – przekonuje Marta Bejnar-Bejnarowicz z Gorzowa.

Gorzów zasłynął w 2014 r., kiedy już w pierwszej turze prezydentem miasta został Jacek Wójcicki reprezentujący ruch Ludzie dla Miasta. Do tego doszło 7 mandatów w 25-osobowej Radzie Miasta. – Postawiliśmy na Wójcickiego, bo mówił naszym językiem i wydawało się, że reprezentuje wartości ruchów miejskich – mówi Bejnar-Bejnarowicz. W Gorzowie zebrał się nawet w 2015 r. Kongres Ruchów Miejskich, ale już wtedy było widać, że drogi prezydenta i miejskich aktywistów zaczynają się rozchodzić. Dziś Marta Bejnar-Bejnarowicz jako liderka komitetu Kocham Gorzów konkuruje z Wójcickim w walce o prezydenturę.

Jak jednak skutecznie konkurować, skoro język ruchów miejskich przeniknął do głównego nurtu polityki nie tylko miejskiej? O zrównoważonym rozwoju, o jakości życia i środowiska, o czystości powietrza, konieczności inwestowania w transport i usługi publiczne, o partycypacji społecznej mówią dziś i Jacek Majchrowski w Krakowie, i Jacek Karnowski w Sopocie, i Paweł Adamowicz w Gdańsku.

– Owszem, język upowszechnił się, gorzej z praktykami – zauważa Bejnar-Bejnarowicz. Inaczej mówiąc, za słowami nie idą czyny. Jak w takim razie pokazać, że to właśnie kandydatom ruchów warto powierzyć władzę w Gorzowie, Zielonej Górze, Toruniu lub Ostródzie? Odpowiadają oni, że ich legitymacją jest konkretny dorobek: to przecież dzięki aktywistom sprawa smogu i zanieczyszczenia powietrza stała się kwestią polityczną najpierw w Krakowie, by dziś być kwestią numer jeden w całym kraju. To dzięki aktywistom rower stał się pełnoprawnym środkiem miejskiej komunikacji. A kto nagłośnił sprawę reprywatyzacji w Warszawie? Kto wypromował ideę budżetu obywatelskiego?

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj