Justyna Sobolewska
11 lutego 2012

„Tajny dziennik” Mistrza Mirona

Białoszewski z bardzo bliska

„Tajny dziennik” będzie z pewnością jednym z największych wydarzeń literackich roku. Pisarz pozwala tu czytelnikowi zbliżyć się do swej tajemnicy.

Dopiero co ukazał się dziennik Iwaszkiewicza, za chwilę wyjdzie kolejny tom Mrożka, a przed nami jeszcze „Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego (wydawnictwo Znak), który jest całkowicie odmienny od zapisków innych pisarzy. Zamiast autoanalizy i żalów starości wpadamy tutaj w wir życia, w tłum gości i spotkań.

W latach 70. Białoszewski pisał i wydawał sporo. Za dużo drukujesz – mówili mu przyjaciele. Nie opublikował więc wtedy „Chamowa” – dziennika prowadzonego w nowym mieszkaniu na Lizbońskiej, który ukazał się dopiero w 2009 r. W 1975 r. zaczął też pisać tajny dziennik i prowadził go aż do śmierci w 1983 r.

Niemal wszystko, co pisał w tym czasie, było trochę dziennikiem. Dlaczego więc ten miał być tajny? Białoszewski chciał swobodnie mówić o bliskich ludziach, o swoich odczuciach, ale zależało mu, żeby nikogo nie dotknąć. Jeśli jednak ktoś spodziewa się ostrych, demaskujących sądów, to tutaj ich nie znajdzie. A w każdym razie nie więcej niż w innych książkach, gdzie pisał otwarcie i o ludziach, i o swoim homoseksualizmie. Raczej nikt się nie obrazi. Wydarzeniem jest jednak to, że Białoszewski rzeczywiście dopuszcza czytelnika bardzo blisko. Pokazuje tutaj dopiero, jak się stał tym, kim był, pozwala się zbliżyć do swojej tajemnicy.

Widzimy jego życie jako świadomie przeprowadzony eksperyment. Ten dziennik zmienia też stereotypowy obraz poety jako oderwanego od świata specjalisty od franciszkańskich zachwytów. Nie, ten Miron bywa drapieżny, a do dziennika przenika atmosfera Polski tamtego czasu.

Duszno od emocji

Białoszewski myśli o przyszłym czytelniku: „świadkowi życia – czytelnikowi pośmiertnemu, na pewno mylą się cudze przeżycia, imiona, daty. Dlaczego ten świadek ma istnieć – nie bardzo wiem. Nie bardzo wiem, po co to wszystko piszę. Zabrnąłem z rozpędu. Nie chcę półprawdy”. Rzeczywiście trudno ogarnąć wszystkie postacie, historie, a przede wszystkim relacje międzyludzkie. Pierwsza część jest wręcz duszna od emocji. Wśród młodych, którzy tworzą jego dwór, ciągłe tarcia: Agnieszka kłóci się z Maliną, jedna drugiej kradnie narzeczonego, a druga z zemsty zabiera najlepszą przyjaciółkę. Kogoś nie zapraszają na ślub, ktoś ma żal o coś. Czasem czujemy się jak w maglu na plotach.

Największe emocje wiążą się z kluczowymi postaciami dla Białoszewskiego: Leszkiem (Le) i Ludwikiem (Lu). Ten zawikłany zbiór postaci wokół Białoszewskiego objaśnia Tadeusz Sobolewski w książce „Człowiek Miron”, która ukaże się równocześnie z dziennikiem. Świat kipiących emocji jest trudny dla samego Białoszewskiego, może dlatego właśnie go zapisuje, uwalnia się od tego. A może też z potrzeby plotkarskiego śledzenia życia innych. Czytanie o tych wszystkich relacjach może być miejscami mozolne, ale jego obserwacje są trafne. „W obcowaniu ludzi z sobą, w stosunkach przyjacielsko-towarzyskich niby stałych też nie ma stałości. Ciągłe falowanie odczuć i uczuć. (…) Zniechęcenie, znudzenie czyjąś miną czy słowa zadziałają tak czy inaczej. Pretensja o to, że ktoś czuje się dotknięty, podczas kiedy to mnie dotknęło”.

Podpatruje domy i rodziny swoich przyjaciół. Dom Romana i Ady malarki, gdzie w środku nocy można przyjść na czytanie; zagląda do Leszka na plac Dąbrowskiego (do swojego mieszkania, które zostawił przyjacielowi). Leszek ma humory, nie zawsze wpuszcza. Zagląda do pracowni Ludwika i Ludmiły, do Jadwigi na Hożą i na Chłodną do Eskich – Anny i Tadeusza z Justynką, czyli mną. Pojawiam się jako trzyletnie dziecko, które kiedy nikt nie patrzy, wkłada sobie bombkę choinkową w usta.

Miron lata po mieście i po ludziach. Mnóstwo się dzieje. Przełom lat 70. i 80. jest obfity kulturalnie, nadchodzą mody: psychotronika, medytacja, krąg Mirona tym się interesuje, a on wszystko zapisuje. Lech Emfazy Stefański wpada do niego przeprowadzić eksperyment naukowy z haszyszem… Na Białoszewskiego przyzwyczajonego do innych wspomagaczy, kodeiny i syropu Tussipect, haszysz nie działa. Wydaje mu się, że Stefański ma bardziej podkrążone oczy, ale potem sobie uświadamia, że zawsze miał takie.

Na Facebooku z lat 70.

W tej pierwszej części dziennika, mimo że tyle się dzieje, ciągle się gada – mało jest samego Mirona. Tak jakbyśmy trafili do głośnego salonu, w którym wszyscy coś opowiadają, albo wręcz na Facebook z lat 70. To życie jest zapisane, ale mało przefiltrowane przez Mirona, a to przecież jego szukamy. Wspaniale jest, kiedy trafiamy na jego charakterystyczne wyrażenia: „Ada majaczeje w pościelach” albo „deszczyczek”. Cieszy się z jesiennej pogody, taka jest najlepsza: ciemno, wilgotno, nie wiadomo, dzień czy noc. Wtedy rusza na wyprawę po Chamowie. Podlatuje.

 

 

Oczywiście czasem pojawia się niechęć do ludzi, drażnią go. Czasem nakrzyczy: „I że w ogóle te baby to ciągłe depresje i depresje, sprawy seksualne, co mnie obchodzą ich sprawy seksualne, niech każdy sobie daje z tym radę. Każdy ma z tym kłopoty”. Niepokoi się, kiedy opanowuje go niechęć do ludzi, tak jak kiedyś w autobusie. Z tego stanu wyciągnął go wtedy nie człowiek, tylko zwierzę, jamniczka, z którą nawiązał kontakt. Tak samo jak stara się rozumieć spiętrzone emocje ludzkie (często bezskutecznie), równie poważnie podchodzi do emocji kota Eskich, który go ugryzł. Wyjaśnia to „nieporozumienie z kotem” – po prostu nie uszanował kocich rytuałów. Ale kiedy czuje się naprawdę źle ze swoją samotnością, wtedy garnie się do ludzi, objeżdża wszystkie adresy, zostawia kartki, kwiaty i upominki na klamce.

Dziennik im dalej, tym jest ciekawszy i więcej w nim Mirona. Niby pustelnik, ale uważnie śledzi to, co się dzieje – przyjazd papieża, Solidarność – zbiorowe emocje. Nie ulega nigdy żadnej masowej fali. „Ja się razem nie kołyszę, ale słucham uważnie”. Patrzy też na swoje życie i przygląda się swoim wyborom. „Tajny dziennik” jest zapisem pogodzenia się ze sobą i dostosowywania do okoliczności. Od początku była w nim zgoda na siebie takiego, jakim był. Jako nastolatek rozpoznał, że jest homoseksualistą.

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zapisz się, by w każdy piątek otrzymać informacje o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych
Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną