Bartek Chaciński
12 kwietnia 2011

Recenzja płyty: Niwea, "Niwea 02"

Czarny album

To jest brzydka muzyka. Sprawi wam sporo przykrości, zszokuje wasze rodziny, przestraszy dzieci, wypłoszy klientów.

Deklamowane teksty Wojtka Bąkowskiego, tegorocznego laureata Paszportu POLITYKI, bywają trudne do przełknięcia, czasem prawie dosłownie („Jem kamienie/Mają smak zębów”, „Trują grille, włośnice/Kiełbasy polskie/Koty ciężarne, toksoplazmozy”). Brzmią jak upiorna wersja Białoszewskiego, z zamierzonymi błędami językowymi i lepieniem strumienia świadomości z potocznych, banalnych obserwacji. Towarzyszy im – podobnie jak na debiucie Niwei – ascetyczna muzyka czerpiąca z nowej fali lat 80. i hip-hopu. Ale nawet elektroniczne dźwięki, które produkuje Dawid Szczęsny, wydają się wydobywać z jakichś zepsutych, źle zakonserwowanych, zacinających się maszyn (nawet czarna okładka robi wrażenie błędu).

Pełna i świadoma kreacja artystyczna duetu pokazuje, jak mógłby brzmieć hip-hop, gdyby powstał w jakimś zaniedbanym i niebezpiecznym kraju. Jest tak sugestywna, że aż strach sobie wyobrażać i zastanawiać się, czy ten kraj nie istnieje tuż obok. Dlatego wielu słuchaczy postanowi się ewakuować, zamykając sprawę na tym, że to brzydkie.

Niwea „02”, Qulturap/Rockers

Polityka on Facebook
Newsletter
Zapisz się, by w każdy piątek otrzymać informacje o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych
Kolekcja Jazzowa

Autorzy POLITYKI

»