Recenzja filmu: „Nimfomanka”, reż. Lars von Trier

Męczennica seksu
Wbrew krążącym pogłoskom film Larsa nie okazał się artystycznym pornosem. Tylko niepokojącym moralitetem. Albo filozoficzną rozprawką przełamującą genderowe – żeby użyć modnego słowa – schematy.
Fabuła, podzielona jak zwykle u tego autora na krótkie rozdziały, jest czymś w rodzaju intelektualnego wykładu o fobiach i lękach związanych z rozwojem kobiecej seksualności.
materiały prasowe

Fabuła, podzielona jak zwykle u tego autora na krótkie rozdziały, jest czymś w rodzaju intelektualnego wykładu o fobiach i lękach związanych z rozwojem kobiecej seksualności.

Ocenianie filmu po obejrzeniu tylko jego fragmentu nie jest wdzięcznym zadaniem. Niestety w takiej sytuacji postawił dziennikarzy (i widzów) Lars von Trier, dzieląc czterogodzinną „Nimfomankę” na dwie dwugodzinne opowieści. Za dwa tygodnie, gdy na ekrany wejdzie „Nimfomanka – Część II”, może się okazać, że podły charakter tytułowej bohaterki, sposób oraz motywy jej postępowania są całkiem inne, znacznie bardziej skomplikowane, niż wydaje się teraz.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną