Recenzja filmu: „Powstanie Warszawskie”

Czarno-białe w kolorze
Czarno-białe powstanie nabiera współczesnych barw. Wydaje się jeszcze bardziej tragiczne.
„Powstanie Warszawskie', reż. Jan Komasa
Next Film/materiały prasowe

„Powstanie Warszawskie", reż. Jan Komasa

Fabuła udająca dokument – to się w kinie zdarzało, ale odwrotnie? Pomysł autorstwa Jana Komasy jest bardzo prosty: fikcyjnymi bohaterami są bracia, operatorzy kroniki powstańczej, których nie widzimy na ekranie. Ale całe powstanie oglądamy z punktu widzenia kamery, którą operują, choć w istocie są to zmontowane materiały, kręcone przez 12 podobnych ekip dokumentujących walki powstańcze. „My tu robimy kronikę powstania”, meldują bracia rówieśnikom idącym na barykadę. „A my powstanie” – odpowiadają tamci. Cały czas komentują zza kadru przebieg zdarzeń (niestety, chwilami te rozmowy stają się infantylne). Powstańcy pozują chętnie, bywa, że spoglądają wprost w kamerę. Sanitariuszki uśmiechają się na zawołanie, czasem jednak bracia stają się nieproszonymi gośćmi, choćby w szpitalu polowym. Duże wrażenie robią sceny dokumentalne, które oglądaliśmy wcześniej w wersji niemej, a teraz uwiecznieni w kadrach powstańcy przemawiają z ekranu. Oczywiście głosami aktorów, niemniej wypowiadane przez nich kwestie są wiarygodne, w pracach nad udźwiękowieniem filmu brali bowiem udział specjaliści od czytania z ruchu ust. Dźwięk towarzyszy również scenom zbiorowym. Kiedy pali się dom, słyszymy jęki osób, które pozostały w środku. Bracia dostają od przełożonych instrukcje, żeby nie pokazywać zabitych i rannych, tylko normalne życie. Ale życie w mieście normalne już nie będzie, co nasi bohaterowie ze swoją kamerą widzą na coraz bliższych planach. Na początku filmowali śluby, teraz pogrzeby.

W trwających miesiącami pracach nad filmem wzięło udział wielu specjalistów, w tym operator Piotr Sobociński jr, kierujący procesem koloryzacji materiałów zdjęciowych. Efekt jest znakomity. Na barykadę idą dziewczyny we wzorzystych sukienkach, chłopcy w zielonych bluzach, przepaski na ramionach są biało-czerwone. Czarno-białe powstanie nabiera współczesnych barw. Wydaje się jeszcze bardziej tragiczne.

Podobno niektórzy zwiedzający wychodzą z Muzeum Powstania Warszawskiego z przekonaniem, że walka rozpoczęta 1 sierpnia 1944 r. zakończyła się zwycięstwem. Film, któremu Muzeum patronuje, nie daje takich złudzeń.

Powstanie Warszawskie, autor pomysłu Jan Komasa, prod. Polska, 85 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj