Recenzja książki: Ben Rawlence, „Miasto cierni”

Ciernie wśród namiotów
Wkraczamy w gęstwinę problemów, cierpień i tragedii tak zapętloną, że trudno wskazać jedno źródło katastrofy humanitarnej w Somalii i tak samo trudno wskazać jakiekolwiek jej rozwiązanie.
Okładka książki „Miasto cierni”
Wydawnictwo Czarne/mat. pr.

Okładka książki „Miasto cierni”

Nie ma dziś bardziej palącego problemu politycznego i humanitarnego niż problem uchodźców i klimatu. Problemy te są ze sobą na dodatek powiązane, zmiany klimatyczne bowiem, zwłaszcza susze w Afryce, stanowią jedną z najważniejszych przyczyn migracji. Ale głód, który wraz z wojną stanowi najważniejszy powód migracji, nie jest spowodowany jedynie suszą. Może nawet w najmniejszym stopniu nią. Trudno zapomnieć o przejmującej, a zarazem dobitnej opowieści o współczesnym głodzie, którą opublikował niedawno Martin Caparros w na poły reportażowej, na poły publicystycznej książce „Głód”. W jego analizie na pierwszy plan wysuwały się globalny kapitalizm, chciwość korporacji i giełdowych spekulantów, nieskuteczne działanie zachodnich państw i instytucji. W reportażu brytyjskiego afrykanisty Bena Rawlence′a ciężar zostaje rozłożony inaczej.

Wkraczamy do miasta cierni, w gęstwinę problemów, cierpień i tragedii tak zapętloną, że trudno wskazać jedno źródło katastrofy humanitarnej w Somalii i tak samo trudno wskazać jakiekolwiek jej rozwiązanie. Targana wojną, terroryzmem islamskim, suszą i głodem Somalia to miejsce, z którego przede wszystkim się ucieka. Większość somalijskich uchodźców od 1992 roku regularnie, setkami i tysiącami, narażając życie, przedostaje się do położonego w Kenii obozu Dadaab, największego i najbardziej przeludnionego obozu dla uchodźców na świecie, który stał się tymczasem samodzielnym miastem.

Książkę Rawlence′a czytałoby się jak powieść złożoną z losów dziewięciu bohaterów, gdyby nie to, że w powieści tak wiele okrutnych wydarzeń wydawałoby się po prostu nieprawdopodobnych. Ich cierpienia są trudne do udźwignięcia. Ale przyczyną dramatycznej sytuacji nie jest jedynie neoliberalna polityka zachodnich państw. Somalijscy uchodźcy pozostają bezsilni wobec przemocy skorumpowanej kenijskiej policji i jej zwierzchników, wobec siły terrorystów i słabości ONZ. Szanse na to, co nazywamy normalnym życiem, są tu niemal żadne, a życie poza obozem w północnej Afryce nie obiecuje wiele więcej. Jedyna jasna droga ucieczki to ta, która wiedzie prosto do zachodnich krajów. I choć granice są coraz częściej zamknięte, ze względu na toczącą się tam wojnę z islamskim terroryzmem i nieustającą tragedię humanitarną, obóz Dadaab i jemu podobne muszą znaleźć się w samym centrum światowej polityki.

Ben Rawlence, Miasto cierni, przeł. Sergiusz Kowalski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 392

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj