Wielowarstwowa tożsamość Szczecina

Niekochani
Staraliśmy się, lecz utknęliśmy w przedsionku. Niby duże miasto, jednak nie dość duże, by dołączyć do ligi tych największych; niby mamy ciekawą historię, ale gdzie indziej władze i mieszkańcy potrafią lepiej ją sprzedać, opowiedzieć.
Widok na Wały Chrobrego (dawniej Hakenterasse), Muzeum Narodowe i Urząd Wojewódzki.
Darek Krakowiak

Widok na Wały Chrobrego (dawniej Hakenterasse), Muzeum Narodowe i Urząd Wojewódzki.

Szczecinianie lubią debaty o sobie. Urodziłam się w 1963 r. i pamiętam rytuały lat 70. Miały formę akademii, odbywanych pod wyciętymi z brystolu napisami „Myśmy tu nie przyszli, myśmy tu wrócili”. Hasło znane na Ziemiach Odzyskanych, zneutralizowane satysfakcjonującą teraźniejszością w miejscach takich jak Wrocław – wieczny konkurent, przedmiot zazdrości, bardziej uzdolniony uczeń XX-wiecznej lekcji historii. W Szczecinie zamarło nam na ustach, wisi gdzieś w powietrzu nad ulicą Wielką, czyli do końca wojny Breitestrasse, przemianowaną w 1981 r. na ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, czy nad aleją Jedności Narodowej, czyli Kaiser Wilhelm Strasse noszącą obecnie imię Papieża Jana Pawła II. Dodano „papieża” z neoficką gorliwością, być może wyuczoną w szkołach, w których nauczyciele tłukli do naszych głów ideologię piastowskich ziem. Na pewno papież, na pewno zawsze była tu Polska, a przynajmniej jakaś słowiańszczyzna, wyparta przez germański ekspansjonizm i niesprawiedliwość dziejową, którą wyrównamy wspólnym wysiłkiem pionierów i patriotów lokalnych.

Podczas szkolnych akademii nie zadawałam sobie pytania, kim są „myśmy”, skąd wrócili i w jaki sposób ma wyglądać ich (nasze?, moje?) trwanie na prapiastowskiej ziemi. Skoro wróciliśmy, musieliśmy być potomkami ludzi, którzy niegdyś, zapewne przed wojną, mieszkali tutaj, a potem wyparowali, zaginęli we mgle niedomówień i półprawd. Może wywieziono ich na wschód, skąd ich potomkowie, z niewielkim dobytkiem albo i bez niego, wracali między 1945 a 1957 r.? Podczas akademijnych montaży słowno-muzycznych śpiewaliśmy o czynie zbrojnym od Lenino do Berlina, o pożodze, nie lokalizując jednak tych historycznych żywiołów.

 

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj