Koleiny Jagiełły
Drogę z Wilna do Krakowa i z Krakowa do Wilna niejeden raz przemierzały królewskie orszaki, jeździli nią kupcy i posłańcy, artyści i rzemieślnicy, pielgrzymi, uczeni i młódź po nauki oraz łupiący podróżnych zbóje. Droga ta, zwłaszcza po ustanowieniu w Lublinie w 1569 r. Rzeczpospolitej Obojga Narodów, stała się osią państwową i głównym szlakiem handlowym, co potwierdza prof. Henryk Samsonowicz w pracy o średniowiecznych sieciach drożnych.
Trakt znaczenie utracił w 1611 r. po przeprowadzce królewskiego dworu z Krakowa do Warszawy. Różne były potem losy położonych przy nim miast i osad, o których dawnej świetności świadczą królewskie zamki, kościoły, klasztory i synagogi. – Nie musimy niczego wymyślać, my tylko odtwarzamy ten trakt – mówi Janusz Kopaczek, prezes organizacji Szlak Jagielloński z Lublina (będącej stowarzyszeniem osób i samorządów). Ubiega się ono o uznanie szlaku za europejską drogę kulturową (patrz: www.szlakjagiellonski.pl). Ruszamy więc na trasę z Krakowa do Wilna.
Królewskie orszaki wyjeżdżały z Wawelu. Inni podróż rozpoczynali spod kościoła św. Mikołaja (dziś ul. Kopernika 8). Nieopodal, w średniowiecznych murach miasta, była Brama Mikołajska, którą wychodziło się na trakt sandomierski. Pierwszy postój, a nie jeżdżono wtedy w nocy, był w Igołomi, odległej od Krakowa o 30 km, bądź w nieco dalej położonych Wawrzeńczycach, które król Zygmunt Stary wskazał jako miejsce podwód dla posłańców udających się do Wielkiego Księstwa Litewskiego. (Podwoda to jedna z posług wynikających z prawa książęcego; polegała na obowiązku dostarczenia koni wierzchowych). W obu wsiach zachowały się kościoły, niegdyś gotyckie, dziś znacznie przebudowane. Przed świątynią w Igołomi stoi pomnik urodzonego tu Adama Chmielowskiego (znanego jako św. brat Albert). Przyszedł na świat w 1845 r. w rodzinie naczelnika komory celnej na przebiegającej tu granicy austriacko-rosyjskiej. Przy kościele w Wawrzeńczycach stoi zaś pomnik św. Jadwigi upamiętniający modły królowej w 1393 r. Okolice te od wieków zaopatrywały w warzywa krakowskie stoły. I dziś wszędzie widać okryte folią warzywnicze tunele i zagony.
Za Igołomią powinniśmy skręcić w odchodzącą w prawo kasztanową aleję, która prowadzi do zespołu pałacowo-parkowego. Przed bramą parku stoi mocno zniszczony budynek kuźni z początku XIX w. (z klasycystycznym arkadowym podcieniem), którą Artur Grottger uwiecznił jako tło w znanej grafice „Kucie kos” z patriotycznego cyklu „Polonia”. Pałac postawili na przełomie XVIII/XIX w. Wodziccy. Zaprojektowany prawdopodobnie przez sławnego architekta Christiana Piotra Aignera, uważany jest za najładniejszą budowlę klasycystyczną w Małopolsce. Z okien reprezentacyjnego okrągłego salonu (z balkonem), o średnicy 9,4 m, rozciąga się piękny widok na ogród, dolinę Wisły i lasy niepołomickie. Gospodarzem pałacu jest oddział krakowskiego Instytutu Archeologii i Etnologii PAN. Archeolodzy urządzili małą wystawę ceramiki, ozdób i narzędzi z epoki neolitu. Kopali też na trasie dawnego gościńca. – Wiódł on tędy, o czym świadczą odkopane monety, podkowy i inne drobiazgi – mówi dr Krzysztof Tunia, kierownik placówki.
Średniowieczny gościniec mógł być szerszy od niejednej autostrady. Lessowe podłoże do dziś zachowało ślady kolein, którymi jeżdżono do czasu, gdy tak się pogłębiły, że skrzynia wozu szorowała po ziemi. Wówczas zaczynano jeździć obok, tworząc nowe. Stopniowo okrawano okoliczne pola, co prowadziło do konfliktów. Zgodnie z ówczesnym prawem, właścicielowi pola należała się opłata za przejazd, ale musiał on też dbać o stan drogi. Znane są historyczne przekazy o protestach kołodziei i kowali przeciwko poprawianiu stanu dróg, bo to pozbawiało ich dochodów. W tej części Europy w zasadzie podróżowano wyłącznie gruntowymi drogami, umacnianymi chrustem, faszyną lub drewnianymi dylami w miejscach, gdzie trzeba było pokonać strumień bądź podmokły teren.
Adriana Rosset, autorka książki o drogach i mostach w epoce średniowiecza i odrodzenia, uważa, że „wszelkie wydatki na roboty drogowe w średniowieczu były pieniędzmi zmarnowanymi, gdyż nieznajomość podstawowych zasad techniki budowy i ogólny brak staranności wykonywania robót uniemożliwiały uzyskanie względnie zadowalających i trwałych wyników”. Myto (opłatę za przejazd) wyznaczano od ciężaru towaru albo liczby zwierząt zaprzężonych lub jucznych (kopytkowe). Niekiedy pobierano tzw. cespitatium, tj. odszkodowanie za zniszczenie przydrożnej trawy. Opłaty stale rosły; ukazała się nawet papieska bulla grożąca klątwą za wprowadzanie dodatkowych opłat, a sejm powołał lustratorów, którzy sprawdzali ich wysokość i stan dróg. W 1570 r. nakazali oni gościniec w Igołomi naprawić. Wtedy mieszkańcy stwierdzili, że nie mają czym i wolą „pola ustąpić” – podaje publikacja o szlaku jagiellońskim.
Miastem obłożonym podwodami były też Koszyce (dziś gminna wieś). – Nas lokowała regentka Elżbieta Łokietkówna, a potem Władysław Jagiełło – mówi wójt Stanisław Rybak. Na rozwój Koszyc wpłynął nie tylko lądowy trakt, ale i leżący w pobliżu port Morsko na Wiśle, skąd spławiano sól z Bochni. Kopie aktów lokacyjnych, odciski dawnych pieczęci, dokumenty koszyckich cechów i stare sprzęty znajdziemy w Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha. Patron muzeum w stanie wojennym wyemigrował do Chicago, gdzie został poważnym przedsiębiorcą budowlanym. Parę lat temu zaproponował wójtowi sfinansowanie dzieła na rzecz współziomków. I tak powstało muzeum, a zarazem ośrodek kultury, w zrujnowanej synagodze, którą Boduch kupił od katowickiej gminy wyznaniowej i na swój koszt wyremontował. Usunięto z niej filary bimy i zamurowano wnękę na Torę, ale skorupa budynku została bez zmian. Boduch przekazał synagogę w bezpłatne użytkowanie koszyckiej gminie, stawiając tylko jeden warunek, by amerykańskim zwyczajem jego nazwisko jako fundatora znalazło się w nazwie muzeum.
Jedziemy dalej. Już w XIII w. nad Nidą uchodzącą do Wisły leżało miasto Stary Korczyn, obok którego postawiono zamek i w 1258 r. ulokowano Nowy Korczyn. Po tatarskiej nawale odbudowywano zarówno Kraków, jak i Sandomierz. Na jakiś czas zamek w Nowym Korczynie stał się siedzibą dworu księcia Bolesława Wstydliwego i jego przyszłej małżonki Kingi, córki króla Węgier Beli IV, zaręczonej z Bolesławem już w wieku 6 lat. Kinga przebywała tu do osiągnięcia pełnoletności (wówczas 12 lat), a nawet i po ślubie, kiedy się okazało, że mimo zamążpójścia chce zachować dziewictwo.
Miasto rozkwitło obdarzone przywilejem pobierania cła mostowego i grobelnego. Odbywały się tu sejmiki małopolskie, częstym gościem był Jagiełło, w 1404 r. zjechało polskie rycerstwo, zwołane w celu uchwalenia podatku na rzecz wykupienia ziemi dobrzyńskiej z rąk krzyżaków, a w 1479 r. Kazimierz Jagiellończyk odebrał hołd lenny od wielkiego mistrza krzyżackiego. Na wiadomość od Zygmunta Augusta, czy sejm dał zgodę na koronę dla niej, czekała tu Barbara Radziwiłłówna, a w parafialnej szkole nauki pobierał dziejopis Jan Długosz, syn korczyńskiego starosty. Do dziś w rogu koszyckiego rynku stoi tzw. Dom Długosza.
Od II połowy XVII w. zaczął się upadek miasta i dziś – kiedyś jedno z największych w Małopolsce (ponoć aż 30 tys.
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

