Polityka o historii. Odc. 97
Kobiety w PRL: niewidzialna połowa „dziesiątej potęgi”. Patrzymy w przeszłość bez nostalgicznej mgiełki
Patrzymy na pozycję kobiet w PRL przez pryzmat wspomnień, ale też propagandowych haseł równościowych w stylu „kobiety na traktory” czy zdjęcia „murarek”. A jednak PRL najlepiej widać nie w wielkich hasłach, tylko w drobiazgach – w czasie, który trzeba było wystać, w rzeczach, które trzeba było zdobyć, i w pracy, której nikt nie nazywał pracą, bo „po prostu należała do kobiety”. Ten odcinek „Polityki o historii” jest właśnie o tym: o PRL oglądanym od strony codzienności kobiet – tej oficjalnej i tej, która nigdy nie miała własnych statystyk.
Punktem wyjścia jest książka prof. Błażeja Brzostka „Życie codzienne kobiet w PRL-u” (seria PIW „Życie codzienne”), w której PRL staje się światem nie tylko mężczyzn od planów pięcioletnich, ale przede wszystkim kobiet od planu dnia, w którym najważniejsze były dziecko, zakupy, praca, dom, kolejka, pranie, gotowanie, „załatwianie”. To one były odpowiedzialne za „kiełbasę” – i za to, by obiad pojawił się na stole w określonej godzinie, nawet jeśli mięso trzeba było wcześniej zdobyć.
W rozmowie cofamy się do pierwszych lat powojennych, kiedy kobiety – często samotne, bo wojna zabrała mężczyzn – wykazywały się niezwykłą zaradnością, zakładając paszteciarnie, sodowiarnie, małe bary, prywatne zakłady. A potem patrzymy, jak państwo w ramach ofensywy przeciw „prywaciarzom” ten świat systematycznie dusi podatkami, kontrolą, represją. I jak „emancypacja” przez pracę bywała jednocześnie wpychaniem kobiet w hierarchie, w których na górze zawsze stali mężczyźni – dyrektorzy, majstrowie, kadry, partyjni funkcjonariusze.
W tej opowieści wyraźnie wybrzmiewa coś, co przez dekady pozostawało poza oficjalnym językiem historii, czyli patriarchalne układy władzy i kultura gwałtu, wpisane w codzienne funkcjonowanie PRL. System, który deklarował równość płci, w praktyce oddawał kobiety pod władzę mężczyzn – w zakładach pracy, w instytucjach, w rodzinie. Finansowa, werbalna i fizyczna przemoc była zjawiskiem powszechnym, a jednocześnie niewidzialnym, bo w małżeństwie nienazywana przemocą, w miejscu pracy zamiatana pod dywan, w przestrzeni publicznej traktowana jak „ryzyko”, które kobieta powinna umieć przewidzieć i unikać. Brak realnych procedur, brak języka, brak debaty i brak instytucji, do których można się było odwołać, sprawiały, że odpowiedzialność niemal zawsze spadała na ofiarę.
Rozmawiamy też o sprawach, które w PRL stanowiły temat tabu – kobiecym ciele, seksualności, przemocy, o „milczących” doświadczeniach, które przebijają się dopiero w pamiętnikach konkursowych, badaniach seksuologicznych i prasie fachowej. O tym, jak system potrafił najpierw „dać” nowoczesność (tampony, mleko w proszku, środki antykoncepcyjne), a potem ją brutalnie odebrać, zostawiając ludzi z poczuciem, że ktoś zabrał nie luksus, tylko podstawy.
To opowieść o PRL bez nostalgicznej mgiełki i bez łatwego potępienia, ze wszystkimi paradoksami, niuansami i Okrągłym Stołem, który w sposób symboliczny domyka historię kobiet tamtych czasów. Jak podkreśla prof. Brzostek, wśród kilkudziesięciu negocjatorów zasiadały przy nim zaledwie dwie panie – mimo że to kobiety przez lata współtworzyły „Solidarność”, podtrzymywały życie społeczne i domowe zaplecze opozycji. – Nikt się tym wtedy nie przejmował – zauważa historyk. I właśnie ten brak zdziwienia, brak protestu, brak pytania o reprezentację najlepiej pokazuje, jak bardzo patriarchalne reguły przetrwały zmianę systemu. I po części trwają po dziś dzień. Zapraszam do wysłuchania i obejrzenia wideokastu.