Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943–1947
materiały prasowe

Węzeł gordyjski. Problem ukraiński w II Rzeczypospolitej

Pierwszego listopada 1918 roku uczuciem, które zapewne dominowało wśród Polaków mieszkających we Lwowie, było zdziwienie. Tego dnia na urzędach pojawiły się ukraińskie flagi, z ogłoszeń kolportowanych po mieście wynikało zaś, że powstała Zachodnioukraińska Republika Ludowa (ZURL), której stolicą stał się Lwów. Dla marzących o wolnej Polsce lwowiaków wizja stania się obywatelami zachodnioukraińskimi była niemożliwa do zaakceptowania. To, że w procesie tworzenia własnego państwa wyprzedzili ich Ukraińcy, grupa narodowa, jak wielu w to wierzyło, nieistniejąca, „wymyślona przez Austriaków na złość Polakom”, budziło zdumienie, ale też zwiększało chęć czynnego przeciwstawienia się rozwojowi wydarzeń.

Jeszcze tego samego dnia polskie grupy konspiracyjne spontanicznie przystąpiły do kontrakcji. Początkowo nieskoordynowane potyczki szybko przekształciły się w zacięte walki uliczne. W szeregach oddziałów polskich znalazło się wielu młodych ludzi poniżej siedemnastego roku życia, którzy z odwagą i poświęceniem brali udział w bojach, dając początek legendzie Orląt Lwowskich. 22 listopada 1918 roku — wobec oporu i nadejścia do miasta posiłków — wojska ukraińskie opuściły Lwów. Był to jednak dopiero początek wojny polsko-ukraińskiej czy też może raczej polsko-zachodnioukraińskiej. Do marca 1919 roku Ukraińska Armia Galicyjska trzykrotnie podejmowała działania zaczepne, próbując odzyskać Lwów, lecz za każdym razem ponosiła porażkę. W następnych tygodniach do ofensywy przystąpiły oddziały Wojska Polskiego. Wykorzystano w tym celu część sił przybyłej z Francji armii generała Józefa Hallera (choć wcześniej zobowiązano się wobec mocarstw zachodnich, że jednostki te nie zostaną użyte w Galicji). Polski nacisk zmusił wykrwawione oddziały ZURL do odwrotu za Zbrucz, rzekę, która miała stanowić południowo-wschodnią granicę odrodzonej Polski. Ostatnie z nich przekroczyły ją 16 lipca 1919 roku. Najpierw do Kamieńca, a następnie na emigrację udał się także rząd ZURL kierowany przez Jewhena Petruszewycza. Włączenie ZURL w skład Rzeczypospolitej zaakceptował przywódca Ukraińskiej Republiki Ludowej Symon Petlura, który w ten sposób chciał ocalić ukraińską państwowość nad Dnieprem. Jak wiadomo, kres tym nadziejom położył przebieg wojny polsko-bolszewickiej i podpisany w marcu 1921 roku traktat w Rydze.

Pomimo militarnej klęski zachodni Ukraińcy nie tracili nadziei na niepodległość. Polacy mieli bowiem kłopot z uzyskaniem zgody zwycięskich mocarstw, głównie Francji i Anglii, na włączenie Galicji Wschodniej do państwa polskiego. W czerwcu 1919 roku przyznano Polsce jedynie prawo do objęcia tymczasowym zarządem tego regionu, poważnie natomiast rozważano projekt, by o jego losach zadecydowali sami mieszkańcy w przeprowadzonym pod kontrolą Ligi Narodów plebiscycie. Lwów był, co prawda, polskim miastem, ale w całej Galicji Wschodniej to Ukraińcy stanowili większość. Jak wynika z danych spisu powszechnego z 1931 roku, we Lwowie mieszkało 157 tysięcy Polaków, 99 tysięcy Żydów i niecałe 50 tysięcy Ukraińców, jednak wśród 4 729 515 osób żyjących w całej Galicji Wschodniej aż 2 847 844 było grekokatolikami (niemal wszyscy Ukraińcy), 1 350 978 osób deklarowało, że są katolikami obrządku rzymskiego (Polacy), a 490 459 — wyznawcami judaizmu (Żydzi). Wyniki plebiscytu byłyby zatem dla Polski z pewnością niekorzystne.

Władze II Rzeczypospolitej, zdając sobie sprawę z takiego zagrożenia, zaraz po zwycięstwie przystąpiły do umacniania polskości na Kresach. Najpierw spolonizowano urzędy, usuwając z nich wszystkich, którzy odmawiali składania przysięgi na wierność państwu polskiemu. Następnie zlikwidowano ukraińskie katedry na uniwersytecie lwowskim i przyjęto zasadę, żemogą tam studiować jedynie ci obywatele polscy, którzy odbyli służbę w Wojsku Polskim. Wreszcie 5 grudnia 1920 roku całą Galicję podzielono na cztery województwa: krakowskie, lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. Przesunięto przy tym granice województw na zachód tak, by zmienić ich skład demograficzny na korzyść ludności polskiej. W ten sposób w województwie lwowskim znalazły się powiaty zamieszkiwane głównie przez Polaków: rzeszowski, kolbuszowski, krośnieński i tarnobrzeski. Galicję Wschodnią oficjalnie nazwano Małopolską Wschodnią. Także w grudniu 1920 roku Sejm Ustawodawczy przyjął ustawę o nadawaniu na korzystnych warunkach finansowych gospodarstw na Wołyniu zasłużonym żołnierzom i inwalidom wojennym pochodzącym ze środkowej Polski, nierzadko osiedlanym w oddzielnych osadach.

Te działania wywołały sprzeciw dużej części Ukraińców. Ukraińskie partie polityczne nie uznawały polskiej państwowości — za legalne władze przyjmując wyłącznie emigracyjny rząd ZURL. Podobne stanowisko zajął między innymi przywódca Cerkwi greckokatolickiej metropolita Andrzej Szeptycki. Wezwano do biernego oporu, mianowicie bojkotu spisu powszechnego zorganizowanego przez polskie władze, poboru do wojska oraz wyborów do sejmu (listopad 1922 roku). W październiku 1919 roku zaczęto tworzyć koła tajnej ukraińskiej oświaty, a w lipcu 1921 roku rozpoczął działalność podziemny uniwersytet (istniał do 1925 roku). Szczególną niechęć budziło przekazywanie gospodarstw polskim kolonistom — miejscowi chłopi powszechnie uważali, że zawłaszczają oni ziemię, która powinna należeć do nich.

Ukraińcy nie zamierzali bynajmniej ograniczać się do biernego oporu. Część ukraińskich oficerów i żołnierzy nie chciała składać broni. Latem 1920 roku powstała tajna Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO), na której czele stanął pułkownik Jewhen Konowalec. Nazwa organizacji raczej nieprzypadkowo nawiązywała do Polskiej Organizacji Wojskowej (POW); członkowie UWO później odwoływali się także do polskich doświadczeń z walk o niepodległość. UWO początkowo podporządkowała się rządowi Petruszewycza, przebywającemu na emigracji w Wiedniu. Organizacja zaraz po powstaniu rozpoczęła działalność wymierzoną przeciwko włączeniu Galicji Wschodniej i innych spornych terenów do Rzeczypospolitej. Pierwszą akcję terrorystyczną UWO przeprowadziła 25 listopada 1921 roku we Lwowie. Był to nieudany zamach na życie marszałka Józefa Piłsudskiego (zraniono towarzyszącego mu wojewodę lwowskiego Kazimierza Grabowskiego). Akcja sabotażowa przeprowadzona pod bezpośrednim kierownictwem Konowalca latem i jesienią 1922 roku miała poważniejszy charakter. Podpalano sterty zboża, gospodarstwa nowo osiedlonych kolonistów i innych Polaków. Podkładano bomby pod posterunki policji, stacje kolejowe, wojskowe magazyny, słupy telegraficzne i telefoniczne. Spalono między innymi magazyny wojskowe koło Przemyśla, budynki policji w Jaworowie, Gródku, Uhnowie i Lubaczowie. W ramach likwidacji „zdrajców” 15 października 1922 roku członkowie UWO zabili w Kamionce Strumiłowej kandydującego do Sejmu RP Sydora Twerdochliba, ukraińskiego poetę i dziennikarza, lidera Ukraińskiej Partii Chliborobów opowiadającej się za współpracą z Polakami.

Akcja sabotażowa, wspierana przez komunistów, trwała kilka miesięcy. Prawdopodobnie dokonano około trzystu aktów sabotażu i dywersji. Statystyki policyjne wymieniają w 1922 roku 223 akty sabotażowe, w tym 17 zamachów na urzędników (zginęło pięć osób), 15 zamachów na Ukraińców ugodowców (dziewięć ofiar śmiertelnych), 129 podpaleń i rabunków, 27 sabotaży na obiektach państwowych, 35 wypadków przecięcia drutów telefonicznych i telegraficznych.

Wszystko to nie wpłynęło jednak na położenie Ukraińców na arenie międzynarodowej. 14 marca 1923 roku Rada Ambasadorów, która zastąpiła Radę Najwyższą konferencji pokojowej w Paryżu, przyznała Galicję Wschodnią Polsce, oczekując wszakże, iż samorząd na tych terenach uzyska pewne uprawnienia autonomiczne. Decyzja Rady Ambasadorów zamknęła, jak się wydawało, kwestię wschodniej granicy państwa polskiego. Tak też została odebrana przez większość zachodnich Ukraińców. Wiązał się z tym szybki upadek autorytetu rządu Petruszewycza, z którym współpracę zerwała nawet UWO, zdecydowana mimo wszystko dalej prowadzić straceńczą walkę.

W odrodzonym państwie polskim znalazło się ogółem około pięciu milionów Ukraińców. Stanowili oni 16 procent wszystkich obywateli kraju, ale w niektórych regionach byli przytłaczającą większością. Jednak nie byli oni grupą jednorodną. Dało się zauważyć duże różnice kulturowe wynikające przede wszystkim z odmienności religijnych, a także różnych doświadczeń historycznych związanych z życiem w oddzielnych organizmach państwowych — w Rosji i Austro-Węgrzech. Jeśli chodzi o religię, część była wyznawcami Kościoła prawosławnego (Wołyń i Lubelszczyzna), część greckokatolickiego (Galicja). Ponad 90 procent Ukraińców było mieszkańcami wsi, 3–6 procent utrzymywało się z pracy w przemyśle, a jedynie około jednego procenta populacji tworzyła inteligencja. Znaczna część tej ludności opowiadała się za niepodległym państwem ukraińskim, zatem z niechęcią odnosiła się do Polski. Stopień uświadomienia narodowościowego był zdecydowanie wyższy w Galicji Wschodniej niż na Wołyniu, ale i tam miejscowa ludność niechętnie przyjmowała tworzenie struktur państwa polskiego. Chłopi z nostalgią wspominali pierwszą wojnę światową, czas tak zwanej swobody, kiedy po ewakuacji administracji carskiej i ucieczce właścicieli ziemskich nie było „ani Rosjan, ani Polaków. Kto chciał, to robił... jak kto był silniejszy, to odbierał i zasiewał swoim zbożem [...] gajowych wtedy nie było”1. W tej sytuacji nic dziwnego, że kwestia ukraińska była jednym z najważniejszych problemów, z którymi przyszło borykać się odrodzonej polskiej państwowości.

W konstytucji marcowej 1921 roku wszystkim obywatelom polskim, bez względu na narodowość i wyznanie, zagwarantowano równe prawa. W praktyce jednak to Polacy byli grupą uprzywilejowaną. Dobrą ilustracją tego, jak konstytucyjne prawa miały się do rzeczywistości, było to, że nigdy nie-Polak nie zajął w II RP stanowiska ministra, wojewody czy choćby starosty. Za pełnym podporządkowaniem mniejszości narodowych polskiej dominacji opowiadali się przede wszystkim zwolennicy Narodowej Demokracji, a także chadecja i część Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL). Ugrupowania te głosiły program tak zwanej asymilacji narodowej. W jego wyniku Ukraińcy i Białorusini mieli być stopniowo, poprzez naciski administracyjne, polonizowani. Zwolennicy asymilacji narodowej często negowali istnienie narodu ukraińskiego. W ich przekonaniu na Kresach obok Polaków i Żydów żyli Rusini przychylnie odnoszący się do Polski. I wszystko dobrze by się układało we wzajemnych relacjach, gdyby nie garstka awanturniczej inteligencji. Celom polonizacyjnym służyło na przykład wprowadzenie w 1924 roku przez ministra Stanisława Grabskiego szkół utrakwistycznych. W założeniu dwujęzyczne, w rzeczywistości okazały się narzędziem ograniczania ukraińskiego szkolnictwa. O ile w roku szkolnym 1924/1925 istniało 2558 ukraińskich szkół powszechnych, to w 1937/1938 było ich tylko 461.

 

Grzegorz Motyka, Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943–1947, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną