Klasyki Polityki

Też bym się napił

Dowiaduję się właśnie z gazety, że w zabytkowych budynkach dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódek Koneser na Pradze urządzono największą imprezę kulturalną tego lata w stolicy.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 16 sierpnia 2008 r.

Niecałe 80 lat temu wybudowano w Warszawie tunel średnicowy. Jeździły nim i jeżdżą nadal pociągi podmiejskie przez śródmieście stolicy ze wschodnich i zachodnich okolic Warszawy. W tym roku PKP Koleje Mazowieckie zakupiły 37 nowych, piętrowych (a więc bardziej pojemnych) wagonów – dla wygody pasażerów rzecz jasna. Okazało się jednak, że z tunelem jest jak z praniem, a w praniu wszystko się kurczy. I tu też – tunel nagle okazał się za niski dla nowych piętrowych wagonów lub wagony za wysokie dla tunelu (wybór, Czytelniku, należy do Ciebie). Jak to możliwe? – zachodzą w głowę specjaliści – wszystko było dokładnie wymierzone, na podstawie naszych pomiarów zakupiono piętrusy, by podnieść komfort podróży na jeszcze wyższy poziom… Nie wiedzieli specjaliści od wagonów, że inni specjaliści – od remontu torów – położyli w tunelu większe podkłady, podnosząc przez to także szyny na wyższy poziom. I jak te dwa podwyższenia (komfortu jazdy i torów) się zeszły, to do tego doszło, że nie wyszło. No cóż, mówi się trudno. Na szczęście oba podwyższenia zostały opłacone pieniędzmi z Unii Europejskiej, więc nic nie straciliśmy, a nawet zyskaliśmy. Co zyskaliśmy? Doświadczenie w sprawie koordynacji. Tyle tylko, że pasażerowie z Rembertowa jadący do Warszawy Śródmieście będą musieli wysiadać na Wschodnim i dalej czołgać się tramwajem. Zamiast być w 20 minut, będą w godzinę i 20 minut. Przyzwyczają się.

Dowiaduję się właśnie z gazety, że w zabytkowych budynkach dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódek Koneser na Pradze urządzono największą imprezę kulturalną tego lata w stolicy. Nie będę tu wyliczał atrakcji, bo były zapowiadane tak mnogie, że od samej ich liczby zawrót głowy murowany. „Takiego stężenia kultury na metr kwadratowy Warszawa jeszcze nie widziała” – ogłaszali organizatorzy w Internecie, a prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zapewniała, że festiwal będzie hitem, bo „Praga jest sexy”. Przestrzeń dawnej fabryki wyścielono żywą murawą, na niej leżaki, a dookoła drzewa w donicach. I tylko publiczność nie przyszła. Ale trudno się dziwić, bo koncert żaden tam się nie odbył, restauracja nie ruszyła, a na leżaku lub kocyku można sobie poleżeć w krzakach nad Wisłą. To znaczy – jeszcze tego lata można było, ale już teren się kurczy. Na wielkiej łące na Wybrzeżu Kościuszkowskim – ulubionej łące spacerowej warszawiaków – właśnie wycięto połowę drzew, teren ogrodzono i zacznie się budowa „najpiękniejszego obiektu w Warszawie” – Centrum Kopernik. Ochy i achy na ten temat poznałem z plansz wiszących obok, na płocie starej elektrowni. Będzie magiczne miejsce? Może. Na razie komputerowa aksonometria niewiele czarów pokazuje. Trochę to taka poczekalnia dworcowa z czasów Gomułki. Ale drzewa już się wyrżnęło, to najważniejsze. Potem wszystko się wybetonuje, na beton nawiezie się więdnącą z dnia na dzień murawę, drzewa w donicach się ustawi i da wielki napis „Kopernik jest sexy”. Właściwie – nie bądźmy pruderyjni – czemu nie ogłosić, że „Kanonik Kopernik był i jest sexy”?

Żal tej łąki, ale co tam. Przyzwyczaimy się. Powinniśmy dla własnego dobra, bo magistrat stolicy nie próżnuje. Nasi sportowcy dostali 65 tys. mapek Warszawy do rozdania w Pekinie. Chyba tylko na to czekali, żeby rozdawać te cuda, a dodatkowo wepchnięto im jeszcze 6 tys. płyt o Warszawie Chopina. Wielka promocja Warszawy w Pekinie! Jak te 6 tys. płyt zaleje dziesięciomilionowy Pekin, to będą sexy i Chopin, i Hanna Gronkiewicz-Waltz. A to nie koniec pomysłów. 15 sierpnia ulicami Warszawy będzie spacerować dziesięcioosobowy oddział sobowtórów Chopina. Serio! Przeczytałem w gazecie, że magistrat zaczyna ostrą kampanię reklamową stolicy. Dziesięciu ich będzie. I każdy bardziej podobny do Chopina od pozostałych. Trzeba się napić? Trzeba. „Chopin, gdyby jeszcze żył, toby pił”.

Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi. Mieliśmy kiedyś w Warszawie prezydenta, który nigdy nie przeprowadził żadnej promocji i nie pozostawił po sobie żadnego betonowego centrum czegokolwiek. Zostały po nim tylko Filtry, wodociągi, kanalizacja i liczne ulice wybrukowane granitową kostką oraz oświetlone latarniami. To on uruchomił pierwszy publiczny tramwaj konny w Warszawie, a zamiast wycinać zieleń i stawiać drzewa w donicach, założył Park Ujazdowski. Nazywał się Sokrates Starynkiewicz.

Polityka 33.2008 (2667) z dnia 16.08.2008; Tym; s. 98
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama