Polacy są zmęczeni władzą

Ostatnia wygrana Tuska?
Jeśli PKW potwierdzi prognozy, to Donald Tusk po raz siódmy z rzędu wygrał wybory. Z większym niż poprzednio trudem, ale jednak, choć jeszcze trzy, cztery miesiące temu przegrana wydawała się nieuchronna i dość powszechnie ogłaszano koniec i rozpad PO.
Donald Tusk z żoną Małgorzatą podczas wieczoru wyborczego.
Krystian Maj/Forum

Donald Tusk z żoną Małgorzatą podczas wieczoru wyborczego.

To sukces oczywisty zwłaszcza w kontekście całej kampanii, skierowanej głównie przeciwko niemu. Do Jarosława Kaczyńskiego, powtarzającego od lat, że to najgorszy premier w ciągu ostatnich 25 lat, dołączył teraz Jarosław Gowin, który w konkurencji „kto mocniej uderzy w Tuska” już prawie prezesowi PiS dorównuje, a momentami nawet go przegania. Piszę, że to Tusk wygrał, gdyż to on był motorem i twarzą tej kampanii, on też decydował o kształcie list wyborczych, by wspomnieć postawienie na Michała Kamińskiego, któremu szans nie dawano, ale najprawdopodobniej mandat jednak zdobył w bardzo trudnym dla PO okręgu lubelskim i części Podlasia. 

Nie było w tej kampanii widać Grzegorza Schetyny, Rafała Grupińskiego, czyli najbardziej prominentnych przedstawicieli tak zwanej wewnątrzpartyjnej opozycji. Trudno orzec, czy Schetyna swoim wywiadem krytykującym postawienie na Kamińskiego i wskazującego, że PO nie ma woli walki, partii zaszkodził, ale z pewnością nie pomógł. Mniejsza jednak o jeden krytyczny wywiad, bardziej chodzi o brak aktywności. W kampanii pracowali przede wszystkim eurodeputowani i kandydaci do PE, partia nadal sprawiała wrażenie śpiącej i – niestety – coraz bardziej pozbawionej osobowości. Swoistym aktem desperacji było wystawienie Bogdana Zdrojewskiego, by zdobywał głosy na Dolnym Śląsku, ale kto będzie po nim ważną osobą w partii, taką, która przynosi wyborcze głosy w kolejnych turach? Takich polityków jest coraz mniej.

Nic nie wskazuje, by zakończenie kampanii wyborczej wewnątrz PO umocniło tę partię. W niektórych regionach dokonuje się wprawdzie z wolna pokoleniowa zmiana, ale w momencie ważnej próby w Platformie zbyt wielu rąk brakuje na pokładzie. Wiara, że Tusk zawsze będzie zwyciężał, już nie wystarcza. To widać po prawie remisowym wyniku. Mamy w istocie system dwupartyjny, bardzo dla rządzącej Platformy trudny, bo też przeciwnik jest bezwzględny. Takiej opozycji nie miał jeszcze żaden premier. Mówimy wprawdzie o betonowej opozycyjności Leszka Millera wobec rządu Jerzego Buzka, ale w porównaniu z Kaczyńskim i jego drużyną, powtarzającą mantrę o najgorszym rządzie, Miller był zawodnikiem słabym. PO te wybory wygrała (może zremisowała), ale to już nie jest drużyna z wolą i możliwościami wygrywania. Nie ma w niej pasji, woli walki, nowych pomysłów. Ta kampania dość dobrze pokazała zmęczenie władzą.

Samo jednak zwycięstwo ma ważny i nie tylko symboliczny charakter. Jeśli PO nadal wygrywa, to może być atrakcyjna w wyborach samorządowych dla prezydentów dużych miast, którzy będą zabiegać o jej poparcie. To pomysł Tuska torpedowany przez Schetynę we Wrocławiu. Przegrana z pewnością wizję sojuszy mogła oddalić, a przecież teraz musi chodzić o skupianie sił, a nie o ich rozpraszanie.

Wygrana Tuska umacnia jego pozycję i buduje ją także w Europie. Być może to właśnie posłowie PO–PSL zadecydują, jak ukształtuje się większość w Parlamencie Europejskim. W każdym razie polska reprezentacja we frakcji ludowej będzie jedną z najsilniejszych. Ten wymiar wygranej też warto brać pod uwagę. Wybory do PE pokazały jednak, że dotychczasowa droga stawiania wyłącznie na aktywność premiera przestaje wystarczać. Ten model partii wodzowskiej zdaje się wyczerpywać. Tak więc i Donald Tusk mogący mieć satysfakcję z kolejnej wygranej ma o czym myśleć. Z partią taką jak obecna coraz trudniej będzie wygrywać. Przywódczy team stanowczo wymaga rozszerzenia.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj