Rosjanie chcą zbudować w Polsce „pomnik zamęczonych jeńców”

A u was biją murzynów
Powiązane z Kremlem Rosyjskie Towarzystwo-Wojskowe ogłosiło, że chce wybudować w Krakowie pomnik „Jeńców wojennych – czerwonoarmistów”.
Kwatera żołnierzy Armii Czerwonej na cmentarzu Rakowickim
Michał Lepecki/Agencja Gazeta

Kwatera żołnierzy Armii Czerwonej na cmentarzu Rakowickim

Jak tłumaczył Jurij Nikiforow, jeden działających w Towarzystwie historyków, chodzi o to, by upamiętnić dziesiątki tysięcy rodaków „poległych w trakcie polsko-rosyjskiej wojny i w polskich obozach śmierci”. Pomnik miałby stanąć w Krakowie na cmentarzu Rakowickim. O co tak naprawdę chodzi?

Już w 1990 r. za Gorbaczowa w niesławnej pamięci Związku Radzieckim postanowiono znaleźć jakiś argument pozwalający zneutralizować wymowę zbrodni katyńskiej, do popełnienia której dopiero co władza radziecka się oficjalnie przyznała. Przecież miłujące pokój państwo nie mogło – ot, tak sobie – wymordować tysięcy. Kogo właściwie zamordowano w Katyniu  – internowanych czy jeńców wojennych? Sami Rosjanie do dziś nie mogą tego uzgodnić, choć w dokumentach z epoki nader często pojawia się termin „jeńcy”.

Pretekstem do tego anty-Katynia stały się niewyjaśnione do końca losy części radzieckich jeńców, którzy trafili do polskiej niewoli w latach 1919–1920. Ze strony rosyjskiej padają tu fantastyczne liczby, na przykład o 22 tys. zmarłych w obozie w Tucholi. Mają one uwiarygodnić tezę o polskich obozach koncentracyjnych, a co za tym idzie: uzasadnić tezę, że Katyń był wymierzeniem sprawiedliwości .

Prawdą jest, że spośród 110–150 tys. jeńców wziętych przez polskie wojska zmarło 16–20 tys. Najwięcej w obozie w Strzałkowie – ok. 8 tys. i w Tucholi – ok. 2. tys. Przyczyna była prosta. Epidemie: tyfusu, cholery, czerwonki i grypy, wybuchające w obozach odziedziczonych po Niemcach i Austriakach. Przez kilka lat nikt się nimi nie zajmował, więc zostały zdewastowane i rozszabrowane. Państwo polskie miało wtedy inne, pilniejsze potrzeby (zresztą np. obóz w Tucholi polskie władze przejęły wraz z Pomorzem dopiero w 1920 r.). Nie znaczy to, że strona polska nic nie robiła dla polepszenia warunków, w miarę posiadanych – wciąż przecież skromnych – środków, z czasem wyremontowano baraki i ziemianki, poprawiono wyżywienie, dostarczono bieliznę i odzież, objęto jeńców opieką medyczną.

Skądinąd podobne, jeśli nie gorsze warunki panowały w radzieckich i litewskich obozach jenieckich. Kraje te, tak jak Polska, były przecież wyniszczone trwającymi od 6 lat działaniami wojennymi. Nie dziwne więc, że zmarło tam aż 50 proc. spośród ponad 50 tys. wziętych do niewoli Polaków.

Losy radzieckich jeńców po wojnie były różne – znakomita większość wróciła do kraju. Kilkadziesiąt tysięcy trafiło do różnych formacji antybolszewickich, kilka tysięcy pozostało w Polsce, bo za nic w świecie nie chciało do Rosji Sowieckiej wracać. Byli też przedstawiciele innych narodowości (Węgrzy, Niemcy, Łotysze), którzy wrócili do swoich ojczyzn.

Szczegółowo i kompetentnie sprawa ta wyjaśniona została w imponującym zbiorze dokumentów i materiałów „Krasnoarmiejcy w polskom plenu w 1919–1922 g.” wydanym w 2004 r., będącym wspólnym dziełem polskich i rosyjskich historyków. Z dokumentów tam przedstawionych jasno wynika – obie strony są co do tego zgodne – że wszelkie twierdzenia, o 60, 80 czy nawet 100 tys. zmarłych radzieckich jeńców czy o masowych ich rozstrzeliwaniach, to bajania.

Tyle że bajaniem rosyjska propaganda posługuje się często i nader zręcznie. W Polsce go nie kupimy, ale – jak się wydaje – ten przekaz jest skierowany raczej do własnych obywateli. A że przy okazji podrażni się „Paliaczków”... Tym lepiej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną