Dobry remis. Polska – Szkocja 2:2

Mieszane uczucia
Tylko punkt czy aż punkt? Trudno powiedzieć. Widać jednak w grze Polaków powody do optymizmu na kolejne mecze eliminacji. To już dużo.
Adam Nawalka i Sebastian Mila podczas meczu Polska - Szkocja na Stadionie Narodowym.
Kuba Atys/Agencja Gazeta

Adam Nawalka i Sebastian Mila podczas meczu Polska - Szkocja na Stadionie Narodowym.

Ten remis nie jest zły, biorąc pod uwagę fakt, że trzeba było w tym meczu odrabiać straty, co w przeszłości z reguły się Polakom nie udawało. Zwłaszcza że dobre wrażenie z ostatnich 30 minut zatarło bardzo słabą pierwszą połowę w wykonaniu Polaków. Grali wolno i do bólu schematycznie, jakby bali się, że ostrzejsze tempo wypruje z nich resztki sił, nadszarpniętych w ofiarnym boju z Niemcami.

A przecież ten sobotni mecz to był, wydawało się, nasz kapitał. Pokonanie mistrzów świata powinno dodać Polakom pewności siebie, do tego jeszcze szybko strzelili gola (znów po prezencie od rywali), mieli za sobą trybuny – a mimo wszystko oddali pole i sprawiali wrażenie, jakby piłka ich parzyła i sami ściągnęli sobie na głowę kłopoty.

Lekcja z meczu ze Szkotami jest oczywista – nie myśl o zwycięstwie, chowając się za podwójną gardą i licząc tylko na szybkie wypady w pole karne rywala. To, że taka taktyka sprawdziła się z Niemcami, nie znaczy, że można powielać ją w nieskończoność.

Teraz znajdą się na pewno tacy, dla których odkurzenie Sebastiana Mili dla reprezentacji będzie dowodem trenerskiego kunsztu selekcjonera Adama Nawałki. Tylko dlaczego, zdając sobie sprawę z jego ofensywnego potencjału, trzymał go na ławce tak długo? Zwłaszcza że odkąd wszedł Mila, gra przeniosła się na połowę Szkotów, a jego koledzy z boiska wreszcie zaczęli grać do przodu, a nie skupiać się głównie na destrukcji. Grzegorz Krychowiak miał kilka długich podań a’la Toni Kroos. Teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego jest podstawowym piłkarzem w tak poważnej firmie, jak Sevilla.

Przed Polakami jeszcze za miesiąc eliminacyjny mecz z Gruzją, ale zanosi się na to, że zima upłynie w obozie reprezentacji spokojnie. Adam Nawałka dostał kredyt zaufania dzięki sensacyjnemu i szczęśliwemu zwycięstwu z Niemcami, poza tym, jak na razie, większość jego pokerowych zagrywek się broni.

Mila się przydaje, gra dwoma napastnikami przynosi efekty i nawet Krzysztof Mączyński z dalekiej chińskiej ligi nie zawodzi, a na dodatek strzeli gola. Są powody, żeby wierzyć, że to coś więcej niż tylko zbieg okoliczności.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną