Władyka komentuje wynik Dudy

Duda dobrze żonglował
Sukces Andrzeja Dudy jest mierzony przede wszystkim słabym wynikiem Bronisława Komorowskiego i faktem, że jednak zdobył pierwsze miejsce w pierwszej rundzie.
Polityka

Trochę także tym, że – jak pokazuje sondaż, co musi się jednak potwierdzić oficjalnie – przekroczył pułap 34 procent poparcia, czyli wyszedł powyżej notowań dla PiS. Niedużo, ale jednak – to kandydat Duda ma prawo zaliczać na swoje osobiste konto. Czyli że pokazał w kampanii jakieś walory, czymś przekonał do siebie część wyborców. Nie tylko pozwalał wieźć się maszynerii partyjnej, która każdemu zapewniłaby poparcie mniej więcej 30-punktowe.

Na ten sukces złożyła się ciężka praca Andrzeja Dudy, który zjeździł całą Polskę, umiejętnie dozował swoją obecność w różnych mediach, niektórych sprytnie unikając jak ognia. Złożyła się trudna sztuka żonglowania między mitologiami i obsesjami PiS, bez szansy na jakieś aktywne zdystansowanie się od nich, między oskarżeniami wokół afery ze SKOK-ami, między wpadkami po drodze, niezręcznościami, których nie brakowało, a obrazem polityka środka, eleganckim, szukającym dialogu, otoczonym piękną i kochającą rodziną. Jeszcze do tego był zmuszony, a jakże, liczyć się z Kościołem, który w czasie kampanii kilkakrotnie zapisywał się do głosu, wyraźnie określając swoje imperatywy polityczne czy raczej ideologiczne.

Umiał także wycofać się z kilku pomysłów, niezbyt fortunnych, jak choćby z ataków na prezydenta za jakoby szykowane w tajemnicy przejścia Polski do sfery euro. Powiedział, nakrzyczał, a na drugi dzień zapomniał, bo absurd tych oskarżeń był nadto oczywisty. Też dość zręcznie zmieniał cele taktyczne swojej kampanii, raz zwracał się do tzw. twardego elektoratu, by za chwilę mówić do szerszej publiczności. Ten płodozmian, jak widać, dał dobre rezultaty.

Trzeba też zauważyć, że sam kandydat, ale także jego otoczenie, kipieli energią, było widać, że im naprawdę zależy, że chcą. I że najzupełniej poważnie już w pierwszych minutach po ogłoszeniu wyników sondażowych przedstawił program gry kampanijnej na drugą rundę.

W swoim przemówieniu dziękował wszystkim kontrkandydatom, najmniej serdecznie oczywiście Bronisławowi Komorowskiemu, a najbardziej gorąco Pawłowi Kukizowi. Brzmiało sympatycznie, ale przecież chodziło o to, by przekonać do siebie elektoraty, które stały za tymi konkurentami, i przejąć ich głosy poparcia. Było to wyposażone także w zapewnienia o jedności narodowej, o potrzebie uprawiania dialogu, było pełne miłości i wyrozumiałości. Oczywiście z wyłączeniem Bronisława Komorowskiego, którego po prostu trzeba wymienić i zastąpić go Andrzejem Dudą.

I co może się stać – ze wszystkimi tego konsekwencjami, których nawet zapewne nie wyobrażają sobie ci wyborcy, którzy do wyborów nie chodzą, którzy głosują albo dla jaj, albo w proteście przeciwko zastałej polityce i zastałym politykom. I co najważniejsze – lekceważą sobie ciężar i wymiar konfliktu między PO i PiS.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną