Szef BOR odwołany. Oficjalnie z powodów zdrowotnych
Gen. bryg. Andrzej Pawlikowski został odwołany ze stanowiska szefa Biura Ochrony Rządu – poinformowała w sobotę rano premier Beata Szydło.
Generał Andrzej Pawlikowski, odwołany szef BOR
Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS

Generał Andrzej Pawlikowski, odwołany szef BOR

Jak powiedziała Beata Szydło w radiu RMF FM, obowiązki odwołanego szefa BOR pełni teraz jego zastępca płk Tomasz Kędzierski.

Szefowa rządu mówiła, że gen. Pawlikowski został odwołany w piątek i to on sam złożył dymisję, m.in. ze względów zdrowotnych. „To był główny powód. Pan generał w tym momencie przejdzie na emeryturę” – dopowiedział w TVN24 rzecznik rządu Rafał Bochenek. Dodał, że jeszcze nie wiadomo, kiedy zostanie powołany następca.

Pawlikowski z BOR związany był od 1995 roku. W latach 1997–2001 był szefem ochrony Ministra Spraw Zagranicznych, a w latach 2004–2005 pełnił funkcję szefa Wydziału Organizacji i Współpracy Międzynarodowej BOR. Pracował też w Międzyresortowym Zespole ds. Zwalczania Terroryzmu.

Pierwszy raz szefem BOR został w październiku 2006 r. za poprzednich rządów PiS i pełnił tę funkcję krótko, do listopada 2007 roku. W latach 2009–2010 był szefem pionu szkolenia w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Jesienią 2015 roku został doradcą społecznym prezydenta Andrzeja Dudy.

Kłopoty Pawlikowskiego są nie tylko zdrowotne

Jak pisała na początku stycznia „Gazeta Wyborcza”, po Nowym Roku Pawlikowski nie przyszedł do pracy. Jak ustalili dziennikarze, już 30 grudnia MSWiA wysłało do BOR decyzję, by Pawlikowski wyznaczył swojego zastępcę. I to jemu właśnie miał już wtedy powierzyć pełnienie swoich obowiązków.

Choć oficjalnie został odwołany z powodów zdrowotnych, to dymisja ta może mieć związek ze śledztwem, o którym latem pisała „Gazeta Wyborcza”. Prywatna spółka, którą kierował były wspólnik gen. Pawlikowskiego oraz szefa Agencji Wywiadu Grzegorza Małeckiego, dostała kontrakt na szkolenie kolejarzy przed Światowymi Dniami Młodzieży. CBA prowadzi w tej sprawie śledztwo.

O tym, że w BOR dzieje się nie najlepiej, donosił już rok temu „Super Express”. Dziennikarze ustalili, że szef BOR z domu do pracy jeździ wartym 300 tys. zł pancernym land roverem.

Eksperci, do których zwrócił się „SE”, stwierdzili, że właśnie takim pojazdem powinien udać się prezydent Duda na swoją narciarską wyprawę. Ale tak się nie stało, prezydenta wysłano w góry limuzyną na zdezelowanych oponach, bo land rovera potrzebuje szef BOR. 4 marca 2016 r. w prezydenckiej limuzynie pękła opona.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj