Kraj

Marzenia, porównania i coś jeszcze

Polski zaścianek ma się dobrze w ramach dobrej zmiany

Polski zaścianek ma się dobrze w ramach dobrej zmiany. Polski zaścianek ma się dobrze w ramach dobrej zmiany. Igor Morski / Polityka
Może lepiej jednak nie (re)chrystianizować Europy?

Nie przewidywałem, że nowy premier starego rządu (p. Lipiński zapowiedział, że p. Morawiecki będzie miał spory wpływ na skład swego gabinetu – a to niespodzianka, ale poczekamy, zobaczymy) tak szybko potwierdzi rolę wiadomych mediów toruńskich w życiu politycznym Polski. Pierwszy wywiad p. Morawieckiego miał miejsce w TV Trwam. Zapewne wiele osób oczekiwało, że to TVP będzie sceną tego wystąpienia. Wprawdzie TV Trwam jest stacją nadpubliczną, ale p. Rachoń też ma swoje prawa.

Pan Morawiecki zrobił dużą nieprzyjemność temu ostatniemu, bo czołowy telewizyjny (publiczny) piewca dobrej zmiany nie miał okazji, aby zapowiedzieć wystąpienie nowego prezesa starej Rady Ministrów sakramentalnym „No to jedziemy”. A tak rebiata pojechali (piszę to w Petersburgu, stąd skojarzenie) zupełnie gdzie indziej.

Pan Morawiecki od razu ujawnił swoje marzenie. Oto ono: „Chcemy przekształcać Europę, ją z powrotem, takie moje marzenie, rechrystianizować, bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea. To wielki smutek”.

Jak Mateusz Morawiecki zrechrystianizuje Europę?

Nie wiadomo jednak, jak to marzenie będzie realizowane. Z kolędami to jeszcze pół biedy. Można rzucić na Europę kohorty wojsk Obrony Terytorialnej, bo te na pewno są wprawione w kolędowaniu jak w mało co i sprawę załatwią w wielu miejscach. Znacznie gorzej wygląda zapełnienie kościołów, nawet tych, które jeszcze nie zostały zamienione na muzea.

Jeśli mógłbym coś doradzić, to trzeba chyba przenieść opustoszałe świątynie do kraju nad Wisłą, a wtedy na pewno da się je zapełnić drogą stosownej perswazji. Jeśli nie zmieni się adresów, a to w końcu kwestia administracyjna w gestii p. Błaszczaka (lub, co jest mało prawdopodobne, jego następcy), można będzie z należytym poczuciem realizmu twierdzić, że poważny kawał rechrystianizacji Europy zakończył się sukcesem.

Mówiąc poważnie: notujemy poważny wzrost narodowej megalomanii w stosunku do projektu uczenia Francuzów, jak mają posługiwać się widelcem.

PiS na rzecz wolności słowa

Dwa elementy exposé p. Morawieckiego mnie zaciekawiły. Po pierwsze, jako przedstawiciel środowiska naukowego oczekiwałem czegoś o mojej profesji. Nowy premier starego rządu rzeczywiście wspomniał o nauce. Usłyszałem, że ma ona formować elity. Może przez nieuwagę nie odnotowałem niczego na temat nakładów na badania i szkolnictwo wyższe. Wygląda więc na to, że nadal będzie to około 1 proc. PKB, czyli jedna druga średniej europejskiej.

Jest to zresztą manipulacja, ponieważ w owym jednym procencie mieszczą się całkiem spore fundusze z UE. Może lepiej jednak nie chrystianizować Europy?

Drugi interesujący szczegół dotyczył zgody narodowej, do której wezwał p. Morawiecki. Miało to miejsce w kontekście nałożenia przez KRRiT pokaźnej kary finansowej na TVN za ponoć nierzetelne przedstawianie protestów w grudniu 2016 roku. Rzeczoznawcą w tej sprawie została p. Karp, doktor przedstawiająca się jako medioznawczyni, która nie tyle sformułowała diagnozę tego, co było, ile tego, co mogło być. Jej teza głosi, że sposób relacji w TVN mógł zwiększyć agresję protestujących. Pan Kawecki, profesor i wieloletni wspierający Radio Maryja, awansowany do KRRiT, orzekł, że opracowanie p. Karp było dogłębne i wyczerpujące. A ona sama tak rzecz skomentowała: „Budzi nadzieję fakt, od którego zaczęliśmy rozmowę, czyli ostatnia decyzja KRRiT, która jest czerwoną ostrzegawczą lampą, skłaniającą do refleksji komercyjnych nadawców i komercyjne stacje informacyjne. To jednak jest za mało, przede wszystkim potrzebny jest drugi krok – zmiany w prawie prasowym i prawie medialnym, bo to, które mamy, jest już dosyć anachroniczne. Jeśli nie zmieni się, w jakiś realny sposób, dyscyplinowania mediów w kierunku przestrzegania podstawowych norm i zasad pracy dziennikarskiej, to niewiele się w ich pracy zmieni”.

A oto wrażenia p. Lichockiej, dziennikarki i posłanki: „W mojej ocenie nie ma to nic wspólnego z ograniczaniem wolności słowa. Przeciwnie. Jest to działanie na rzecz wolności słowa. Nie może być tak, że jedna z największych stacji komercyjnych czynnie angażuje się w przeprowadzenie ulicznego puczu i zamiast informowania jest aktywną stroną, która ma uruchomić uliczne działania na rzecz przewrotu w Polsce. Rok temu TVN zapomniał się, pomylił dziennikarstwo, relacjonowanie wydarzeń z walką na ulicach Warszawy.

TVP Info nigdy nie występowało jako strona walcząca, nawołująca do walki, uruchamiająca rokosz. Nawet w najgorszych czasach upadku dziennikarstwa w telewizji publicznej, za czasów Platformy Obywatelskiej, nie posunięto się do tego stopnia w używaniu redakcji do próby uruchamiania rokoszu [Prawo, tj. ustawa o radiofonii i telewizji i konstytucja] gwarantuje to, że mamy wolne media, które mają informować, a nie – które są narzędziem do przeprowadzenia akcji politycznej: próby obalenia rządu i wywołania zamieszek na ulicach. Tutaj w sposób absolutnie oczywisty zostały te zasady złamane. Nie ma to nic wspólnego z ograniczaniem niezależności. TVN może sobie spokojnie o tej karze opowiadać, krytykować i się od niej odwoływać. Niemniej uważam, że kara należała się za ten sposób działania”.

Nic dodać, nic ująć. Krótko mówiąc: zgoda X (rząd) z Y (media komercyjne) polega na tym, że Y ma się zgadzać z X, natomiast zgoda X jest nieistotna. Teraz już wiadomo, dlaczego p. Kawecki nie musi interesować się TVP Info. Ta bowiem zawsze zgadza się z rządem i na odwrót. Pani Lichocka twórczo skorzystała z Mrożka. Ten wyjaśnił (mała parafraza), że Prawdziwa Wolność (broniona przez pp. Karp i Lichocką) jest wtedy, gdy nie ma zwykłej.

TVN odwołało się do sądu. Pan Morawiecki spuentował to tak: „Ukarano medium, które na pewno się odwoła, i wtedy wszystko się wyjaśni”. Można to rozumieć tak, że nałożenie kary na TVP nie ma specjalnego znaczenia, bo sprawę rozstrzygnie niezawisły sąd”.

Dobre i to, ale powstaje pytanie: na jak długo? Panu Morawieckiemu chodzi zapewne o Prawdziwą Zgodę. Jej kontekst zgrabnie ujął p. Zieliński (wiceminister): „13 grudnia 1981 roku reżim totalitarnego państwa gen. Jaruzelskiego wydał wojnę polskiemu narodowi dążącemu do wolności i demokracji. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecna totalna opozycja tę walkę »poprzez ulicę i zagranicę« kontynuuje”. Czy obóz dobrej zmiany przegłosował ważne ustawy właśnie w nocy z 12 na 13 grudnia 2017 roku?

Sędziowie z reżimu

Pan Morawiecki, jako nowy premier starego rządu, zadebiutował na arenie międzynarodowej, i to od razu na szczycie europejskim. Starannie przygotowywał się do spotkania z p. Macronem, zwłaszcza do oczekiwanych zastrzeżeń prezydenta Francji co do reform sądownictwa w Polsce. Nie wiadomo, czy ten temat został poruszony, ale p. Morawiecki zamierzał coś przypomnieć p. Macronowi, mianowicie to, że w powojennym sądownictwie francuskim zasiadali sędziowie z czasów reżimu Petaina: „Opowiem to prezydentowi Macronowi, który na pewno jeszcze lepiej ode mnie zna tę historię. Może zrozumie wtedy, że nie bardzo mi się podoba to, że sędziowie ze stanu wojennego siedzą cały czas jeszcze w składzie Sądu Najwyższego dzisiaj”.

Nie sprawdzałem, kto z obecnego składu SN siedział w nim już w stanie wojennym. Załóżmy jednak, że tacy są i że nie podoba się to p. Morawieckiemu. Nawet jeśli tak, dezaprobata p. Macrona dla poczynań władz polskich w sprawie reformy sądownictwa nie ma żadnego związku z tym, co było we Francji po upadku rządu Vichy. Wygląda jednak na to, że p. Morawieckiemu podoba się to, że posłem w polskim Sejmie jest prokurator czynny w stanie wojennym i nawet jest przewodniczącym komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Może to wynika z faktu, że p. Morawiecki jest bardziej zainteresowany sprawiedliwością niż prawem. Nawiasem mówiąc, szkoda, że nie dba również o prawdę (przez małe „p”) w sprawie zasłużonych Polaków w walce o wolność...

Polski zaścianek ma się dobrze

I na koniec takie oto kuriozum. Sejm RP miał zamiar uczcić 500. rocznicę reformacji. Wszystko szło zgodnie z oczekiwaniami, ale rzecz zmieniła się, gdy głos zabrała p. Siarkowska i oświadczyła: „Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Uważam, że radosne świętowanie wydarzeń, które podzieliły Kościół, to niedobry pomysł. Dla mnie, jako katolika, radość z reformacji jest tak samo uzasadniona jak radość z rozwodu. Wolałabym, by wśród chrześcijan panowała jedność”.

Pan Terlecki, profesor nauk historycznych, zaproponował, aby projekt uchwały skierować do komisji. Posłowie PiS przegłosowali tę propozycję i zobaczymy, co będzie dalej. Nie zawadzi przypomnieć, że protestanci stanowili spory procent mieszkańców i Rzeczpospolitej, często nie byle jakich, jak Frycz-Modrzewski. I to właśnie jeden z królów polskich powiedział: „Nie jestem władcą waszych sumień”. Przypomnienie reformacji to nie tylko wspomnienie o Lutrze i Kalwinie, ale także o takich wielkich ludziach jak np. Bach, Leibniz i Kant. Ciekawe, czy p. Siarkowska i p. Terlecki pomyśleli o tym. Tak czy inaczej polski zaścianek ma się dobrze w ramach dobrej zmiany.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama