Kraj

Szczyt klimatyczny w Katowicach. Smog uniżenie wita gości

Osiedle Tysiąclecia w Katowicach Osiedle Tysiąclecia w Katowicach Katowicki Alarm Smogowy / •
W Katowicach rozpoczyna się szczyt klimatyczny ONZ – COP24. Opowiem gościom trochę o tym miejscu: na 50 miast Unii Europejskiej z najgorszą jakością powietrza 33 znajdują się w Polsce, a 13 z nich w województwie śląskim, gdzie właśnie stanęły wasze stopy.

Czapką do ziemi – po polsku i z tradycyjną śląską gościnnością – witam na mojej ziemi uczestników COP24. Ja, smog, wasz gospodarz, zrodzony z zadymionego powietrza w wyniku euforycznego tête-à-tête ze spalinami. Czuję się zaszczycony i wniebowzięty – sensu stricto – choć lista gości nieco stopniała. Do moich serdeczności wobec was dołącza się mój kumpel najlepszy, brat łata, smog krakowski – nie mylić ze smokiem, także odwiecznie krakowskim. A wszystkie te słowa z serca płynące otula wykwintną mgiełką czułości dwutlenek węgla, główny bohater i gwóźdź zaczynającego się eventu. Będzie się działo.

Czytaj także: Węgiel coraz mniej się światu opłaca. Ale Polska dalej inwestuje

Polskie powietrze widać gołym okiem

Swego czasu diabeł przekonał świat, że szatan nie istnieje. I to się uważa za największy sukces w jego karierze.

Podobnie jest ze mną: smog nie istnieje! O czym nie tak dawno zaświadczał publicznie były już – co za szkoda! – minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Smog to zagrożenie teoretyczne! – przekonywał. Pięknie powiedziane. Witajcie, mili goście, witajcie... Jeżeli przylatujecie z dalekich krajów, to trochę opowiem o moim królestwie: na 50 miast Unii Europejskiej z najgorszą jakością powietrza 33 znajdują się tu, w Polsce, a 13 z nich – jeszcze bardziej tu, w województwie śląskim, gdzie właśnie stanęły wasze stopy. A Żywiec, Rybnik, Katowice, Zabrze, Gliwice to czołówka czołówki. Jedna polska elektrownia na węgiel brunatny, „Bełchatów”, daje rocznie 38 mln ton CO2 (tyle co 6,5 mln samochodów), a cały nasz piękny, uniesiony z kolan ku górze kraj wyemituje w tym roku ponad 320 mln ton CO2. Jest się więc czym pochwalić. Walcie do nas drzwiami i oknami. U nas powietrze to nie żaden pic na wodę – nasze powietrze jest widoczne. Więc jest.

Patrzcie na nasze smogowe potomstwo, zrodzone z tych szalonych, euforycznych, kazirodczych często związków! To nasza rodzina, zapylona nieczystą miłością od stóp do głów. Oto pierwsze z ukochanych bękartów – benzopiren, rakotwórcza bestyjka, chyba z ADHD, bo wszędzie jej pełno i robi największą w stadle karierę. Mam dla niego szczególne względy – ma duże poczucie humoru i zawsze opowiada ze swadą, ilu kolesi udało mu się ukatrupić. Rozsiada się chwat i sypie dowcipami. „A ten o górniku znasz?”. Nawet jak znam, to i tak mówię: wal, skarbie. „To słuchaj. Górnik pojechał na wycieczkę w góry, wysiadł z autokaru, żeby z kamratami pójść do gospody, zaczerpnął świeżego powietrza – i zemdlał. Kumple, nie namyślając się długo, położyli go pod rurę wydechową autobusu. Wystarczyło parę sekund i hajer rześko wstał. Zdrów jak ryba”. Nie zdążyłem się uśmiać, bo już poleciał robić swoje. A pracowita bestyjka. Zapyla jak cholera, dzień czy noc.

Oddychanie w mieście jest jak paczka papierosów dziennie

Pod koniec października tego roku Europejska Agencja Środowiska przedstawiła raport „Jakość powietrza w Europie”. Jeśli chodzi właśnie o benzopiren, to w pierwszej najgorszej dwudziestce aż 19 miast znaleziono w kraju nad Wisłą – z tego gdzieś połowa na mojej śląskiej ziemi.

Ktoś wymyślił, aby stężenie pyłu wypadające z mojego obrotnego pylącego bachora mierzyć w nanogramach – to jedna miliardowa część grama – no i wykryto, że w Rybniku było w czasie owych badań 13 nanogramów w metrze sześciennym powietrza. Światowa Organizacja Zdrowia uważa, że to stężenie nie powinno przekraczać jednej jednostki. Jakiś mądrala wyliczył, że gdyby człowiek tylko przez godzinę dziennie oddychał takim powietrzem, to tak jakby rocznie wypalił 5770 papierosów. Oj tam, oj tam... Czy jest o co od razu kruszyć kopie? To przecież niecała paczka fajek dziennie!

Coś lepszego wydarzyło się w Pszczynie w styczniu tamtego roku, tam mój smark prawie popłakał się ze szczęścia: 115 nanogramów jego imienia na metr sześcienny! Tato, patrz, wołało, jacy ci tubylcy popaprani, zmęczeni, z bólów trzymają się za głowy, nerwowi jacyś, skóra podrażniona... Tatku, do raka już blisko. Chciałem pogładzić po głowie, ale nie takie to łatwe...

Mówi się, że prawie 90 proc. benzopirenu pochodzi z tzw. niskiej emisji i spalania w piecach najgorszych gatunków węgla i innych śmieci.

Walka ze smogiem może potrwać sto lat

Nie powiem, w niektórych miastach z niską emisją zaczynamy mieć rodzinne problemy. Synalek przybiegł niedawno z płaczem, żebym coś zrobił z tym Krakowem, bo ten cholerny prezydent Majchrowski rzuca kłody pod nasze smogowe nogi – już w przyszłym roku w mieście ma być zakazane palenie węglem!

Czego się nie robi dla dziecka zapylonego nieczystą miłością? Szepnąłem komu trzeba i na ostatnią kampanię samorządową pojechał aż pod sam Wawel premier Morawiecki. Wygarnął, że w Krakowie w ostatnich latach nie zrobiono nic lub prawie nic w walce ze smogiem. Myślałem, że takie słowa z ust premiera zmiotą Majchrowskiego z politycznej sceny, a tu – on obraził się na samego premiera! Jakby było o co. Mało tego – podał go przedwyborczo do sądu. Mało tego – wygrał. Wybory też. Trudno, nie mam zamiaru świecić gębą za premiera. No i nie od razu taki Kraków bez węgla zbudowano. Mam jeszcze gdzie się podziać z moją aktywną rodziną. Nie tak dawno NIK opublikowała raport o smogu. Całkiem przyjemna lektura. Jeżeli utrzyma się obecne tempo walki z nami, to w poszczególnych województwach potrwa ona jeszcze od 25 do 100 lat! Zdążymy zrobić swoje, jak amen w pacierzu.

Wprawdzie czuję się jednym z gospodarzy szczytu klimatycznego ONZ COP24 w Katowicach, ale w pierwszym rzędzie nie zasiądę, głosu nie zabiorę i na afisz się pchać nie będę. Przycupnę z tyłu albo nawet za oknem, bo od października do marca, kiedy ludziska palą czym popadnie, czuję się na zewnątrz jak ryba w wodzie. Ale o błogim wypoczynku nie ma mowy: swoje wiem, wiem, za które sznurki pociągnąć, co i komu szepnąć na ucho. Choć z premierem była wpadka, za to na innych polach to poletko uprawiam całkiem, całkiem...

Czytaj także: Dlaczego smog nas zabija

Polska leśnym gospodarstwem węglowym

Lekką rozgrzewkę miałem latem, kiedy śląscy związkowcy zorganizowali społeczny PRE-COP24. Jakiś gryzipiórek na tych łamach już to szczegółowo opisał. Organizatorzy mieli problemy z prelegentami, więc podpowiedziałem, że niezły byłby prof. Wiliam Happer z Uniwersytetu Princeton w USA, który głosi, że wszystkie te zmiany klimatyczne pod wpływem działalności przemysłu i transportu – czyli pod wpływem emisji gazów cieplarnianych – to blaga. Klimat od zarania świata zmieniał się i będzie się zmieniał do jego końca – przekonuje w prostych, uczonych słowach. Należy więc zostawić ten cały klimat w spokoju. Za kilkadziesiąt milionów lat sam sobie poradzi z tym ziemskim bajzlem klimatycznym. Powiem wam w sekrecie – to nasz kret.

Osobiście zapraszałem Happera na główny szczyt, ale kręcił nosem, że a nuż nie dadzą mu dojść do głosu... Co racja, to racja. Poczekamy. Inni naukowcy od klimatu potrafią tylko straszyć: że jak temperatura do 2040–50 r. wzrośnie o 1,5–2 st. C, to czeka nas katastrofa. Stopnieją lodowce, wzrosną poziomy mórz i oceanów, znikną całe wyspy i państwa. Taki golfsztrom, co to odpowiada za klimat w Europie, zmieni kierunek i skuje nas lodem. Golfsztrom – czy to aby nie żydowskie korzenie? Zresztą za tyle lat to po nas choćby potop! – słyszałem przy piwie od istoty ludzkiej.

Czytaj także: 12 lat do katastrofy ekologicznej

Z mojego też podszeptu kolejnym prelegentem na spotkaniu przedszczytowym był prof. Jan Szyszko, mój dobry kumpel od zadań pomocniczych, były minister środowiska. Proponował jeszcze lepsze rozwiązania: zalesiać, zalesiać, a lasy poradzą sobie z dwutlenkiem węgla. Czyli z nami. Szepnąłem mu w byłe ministerialne ucho, żeby rzucił myśl tworzenia leśnych gospodarstw węglowych (LGW), które zainteresowanym sprzedawać będą prawo do emisji dwutlenku. Czyli nas. Sadziliby w tych leśnych gospodarstwach węglowych buki, klony, dęby. No, wszystkie drzewa szczególnie zawzięte na dwutlenek. Czyli nas. Ucieszył się z tego prostego rozwiązania. LGW poszły w świat jako cudowna broń naszej myśli ekologicznej. Nie powiedziałem tylko chytrze, że obecnie wszystkie polskie lasy, czyli jedna trzecia powierzchni kraju, pochłaniają rocznie ok. 30 mln ton CO2 – a Polska emituje ponad 320 mln ton CO2! Z tego gdzieś połowa z domowych pieców. Więc gdyby cały kraj był jednym wielkim LGW, z plażami nadbałtyckimi i jeziorami włącznie, to do szczęścia będzie jeszcze ciut brakować, no nie? Po co odbierać nadzieję – wszak wiadomo, czyja to matka.

Już sama nazwa LGW brzmi mądrze i dumnie, jak u Barei. Byłem na tym spotkaniu. Byłem pod wrażeniem postaw związków zawodowych, które w tych dniach protestowały przeciwko próbom podniesienia rządowych norm spalanego węgla. I to przez co – przez jakiś gówniany Alarm Antysmogowy! Przeciwko nam! Aż mną zatrzęsło na takie dictum! To co państwo ma zrobić z milionami ton odpadów: miałów, mułów, fotokoncentratów? Połknąć? Zaczarować? Czym? Wszak od dawna wiadomo, że nie różdżka się liczy, lecz czarodziej. A czarodziej, na nasze zadymione szczęście, to... No właśnie, kto?

Krytykować każdy potrafi, ale zadbać o bezpieczeństwo energetyczne kraju, o ciepło w domach obywateli – już nie.

Czytaj także: Dlaczego jesteśmy zakładnikami węgla?

„Jest taki kraj, w którym klimat nieustannie zmienia się na lepsze...”

Przed szczytem klimatycznym roboty było huk. Zadzwonili z MSZ z prośbą, żebym wymyślił kilka haseł do spotu o naszym kraju, który rozsławi go wśród 195 delegacji z całego świata. Czemu nie. Właśnie miałem chwilę na strychu Osiedla Tysiąclecia w Katowicach, skrzyknąłem synalka bizopirenka z kumplem dwutlenkiem, otworzyliśmy okna i do roboty. Młodemu kazaliśmy notować: „Jest taki kraj, w którym klimat nieustannie zmienia się na lepsze”. I dalej: „To kraj, który podejmuje praktyczne działania na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery”. I dalej: „Promuje niskoemisyjne środki transportu”. I dalej: „Wdrażane są nowoczesne, przyjazne środowisku technologie wytwarzania i oszczędzania energii”. Mój bachor podniósł głowę i mówi, że nie rozumie, o co chodzi. Jak to nie wiesz – o elektrownie wiatrowe i inne bzdety nazywane odnawialnymi źródłami energii. Niech nie straszą, ojciec – odpyskowuje zapylona latorośl – strachy na Lachy! Dyktuj dalej: „To kraj, w którym zrównoważona gospodarka leśna oraz dbałość o zasoby naturalne pomagają usunąć nadmiar dwutlenku węgla z powietrza”. Co prawda, to prawda – wtrącił kumpel synalka. Byłem ostatnio w Puszczy Białowieskiej. Jest już co wdychać. Ojciec, a jaki to kraj? – zapytał młody. „Ten kraj to Polska. Tu ważny jest dobry klimat. Wspólnie troszczymy się o przyszłość naszej planety”.

Partnerzy szczytu, czyli na pewno nie firmy wiatrowe czy słoneczne

Wysłałem myśli mailem do Warszawy. W tym czasie, jak szły, mój brudny smark na palcach policzył, że tylko nas trzech przyczynia się rocznie do zabrania z tego padołu ok. 50 tys. dusz. Co najmniej! – dałem po uszach, bo nie umie rachować. Odpowiedź przyszła błyskawicznie, że refleksje są wspaniałe i prawdziwe, ale czy mogą mnie podpisać, żeby potem, jak coś nie zagra, nie było na premiera, bo nie chcą biegać po sądach, które jeszcze nie są całkiem po jego myśli? Ustaliliśmy, że spot pójdzie anonimowo, bo przecież mnie nie ma – istnieję tylko teoretycznie.

To poprosili jeszcze, żebym podszepnął rządowi kilku partnerów strategicznych na COP24. Masz. To hetka-pętelka. Wszak wybór nie jest trudny – zacząłem ostrożnie. Jeśli dzisiaj z węgla mamy 80 proc. energii, a nowa polityka energetyczna rządu do 2040 r. zakłada, że już w 2030 r. z tego paliwa będzie tylko 60 proc. prądu – a z biegiem lat jeszcze mniej – to przecież wiadomo, kogo prestiżowo uhonorować strategicznym partnerstwem i przy okazji podziękować. Na tę listę poradziłem wpisać choćby Polską Grupę Energetyczną, w której tak dobrze sobie radzi wspomniana wyżej elektrownia w Bełchatowie. A nie zapominajcie o Tauronie, który ma w grupie kapitałowej choćby elektrownie w Jaworznie i Łaziskach dające rocznie razem 10 mln ton CO2. Poprosiłem jeszcze, żeby żadnych firm wiatrowych czy słonecznych na sponsorów szczytu nie brali. Nie poradzą.

Czytaj także: Połowę Ziemi powinniśmy zamienić w rezerwat

Niech smog będzie z wami!

Cóż, czas szykować szczyt. Jadą goście. Centrum Katowic wprawdzie wyczyszczono z samochodowego ruchu, więc chwilowo nie objawię się w pełnym smogowym rozkwicie, ale domowej niskiej emisji przecież nie zdmuchną. Benzopirenek już nie może usiedzieć, już się rwie do roboty. Już by poleciał! Choć z radości nie skacze. Tato, a dlaczego ci najważniejsi goście nie chcieli przyjechać, a przecież u nich takie zanieczyszczenia, takie smogi, że tylko pozazdrościć. Moglibyśmy zewrzeć szyki, polecieć, hen! Cicho, smarku, jeszcze się zewrzemy, zobaczysz.

Nie pofatygowali się – liczę w smogowej głowie – Trump, Putin, Macron, panie Merkel i May, nie dążą do nas Xi Jinping z Chin i Modi z Indii, choć jedwabnym szlakiem mają rzut beretem, albo ten nowy prezydent Brazylii Bolsonaro, który zapowiedział, że jego kraj wycofa się z wycinki lasów amazońskich, bo Brazylijczycy muszą się bogacić. Świetny gość, takiego poznać to zaszczyt! Tato, czy to wszystko świadczy o realnym statusie tego szczytu klimatycznego i naszego kraju, który tak kochamy? Że nas tak hołubią inaczej? Nas i tych naszych Pierwszych?

Tylko się nie garb! – pogroziłem zarozumialcowi. Nie przyjadą, to bez łaski. Ale pojawią się przywódcy Nepalu i Fidżi. Co pokazuje, jak świat traktuje globalnie walkę o naprawę klimatu. I za to powinniśmy pokazać gościom szacunek i naszą gościnność. Ogłaszam szczyt za otwarty! Niech smog będzie z wami!

Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna polsko-bolszewicka w oczach de Gaulle’a

Wojna polsko-bolszewicka 1920 r. w oczach Charlesa de Gaulle’a.

Marek Mikołajczyk
12.08.2019
Reklama