Powietrze nie ma praw wyborczych, czyli dlaczego jesteśmy skazani na smog
Koniec walki z zanieczyszczeniem powietrza i smogiem w Polsce. Nad realizację obietnic premiera Morawieckiego resort energii przedkłada interes polskiego górnictwa i dopuszcza do obrotu paliwa fatalnej jakości.
PiS między bajki wkłada obietnice premiera dotyczące walki ze smogiem. To węgla – i jego odpadów – będzie bronić jak niepodległości.
Radek Kołakowski/Flickr, CC by 4.0

PiS między bajki wkłada obietnice premiera dotyczące walki ze smogiem. To węgla – i jego odpadów – będzie bronić jak niepodległości.

Blisko 3,5 mln polskich gospodarstw spala w piecach węgiel kamienny do ogrzania domu i warzenia zupy. Często jest to paliwo najgorszego gatunku. Z kamieniem, siarką i wodą – wymieszane do tego z mułami i flotokoncentratami, czyli odpadami, które powinny być utylizowane – a jeżeli już spalane, to w specjalnie do tego przeznaczonych przemysłowych piecach.

To właśnie z palenia byle czym bierze się w naszych miastach zabójczy dla zdrowia i życia smog, który zapewnia nam fatalne przodownictwo w rankingu najbardziej zanieczyszczonych miast Europy. Na 50 branych pod uwagę 33 miasta to nasze, polskie – z Żywcem na czele, który dzierży europejską palmę smogowego pierwszeństwa... Śląskie ma w tym rankingu 13 miast, w większości w czołówce.

Czytaj więcej: Smog zabija. Raport o zanieczyszczeniu powietrza

Lepsze paliwo jest droższe, co wydaje się jasne jak słońce. Konia z rzędem temu, kto przeforsuje je w maratonie wyborczym. Kto przekona 3,5 mln gospodarzy w miastach i po wsiach, że warto zainwestować w zdrowie. A w przeliczeniu na kartki wyborcze to głosów przynajmniej dwa razy tyle.

Może w ramach walki ze smogiem nasz kraj, mlekiem i miodem od niemal trzech lat płynący, powinien wdrożyć program Piec Plus, w ramach którego najbiedniejsi dostaliby dopłaty do lepszego węgla?

Czytaj także: 7 rzeczy, które musisz wiedzieć o smogu. Ekspert radzi, jak z nim walczyć

Solidarność chce odwołania pełnomocnika rządu ds. programu „Czyste powietrze”

Solidarność Górnicza – dokładniej: Krajowa Sekcja Górnictwa Węgla Kamiennego i Krajowy Sekretariat Górnictwa i Energetyki – wysłała 27 sierpnia do premiera Mateusza Morawieckiego protest. Sprzeciwia się w nim zmianom w rozporządzeniu wykonawczym do ustawy o monitorowaniu i kontrolowaniu jakości paliw stałych. Poprawki zaproponował Piotr Woźny, pełnomocnik rządu odpowiedzialny za antysmogowy program „Czyste powietrze”. Niby swój człowiek, a jednak...

Od kilkunastu dni Solidarność w osobnych pismach słanych do rządu domaga się odwołania pełnomocnika. Mówi się o nim „sabotażysta gospodarczy”, do tego lobbujący na rzecz zagranicznych producentów. Wszystko przez to, że parametry jakościowe zaproponowane dla spalanego w domowych piecach węgla „uderzają w polskich producentów, otwierając tym samym szeroko rynek na węgiel z importu, czyli w praktyce pochodzący głównie z Rosji”.

PiS obiecywał, że nie będzie importować węgla. Tymczasem…

Warto tę myśl rzucić już na początku, bo PiS w kampanii wyborczej zapowiadał, że po wygranych wyborach do Polski nie wjedzie ani jedna tona rosyjskiego węgla – ruskiego barachła, nawet „gównowęgla”, które mało, że nas zatruwa, to jeszcze odbiera górnikom pracę i prowadzi do zamykania polskich kopalń.

Tymczasem w ubiegłym roku import węgla do Polski sięgnął 13 mln ton, w tym może przekroczyć 15 mln – z tego dwie trzecie to kapitalne ruskie badziewie.

Związki walczą z „antywęglowymi propozycjami” ministra Woźnego

Ale wróćmy do solidarnościowego protestu, do którego przyłączają się też inne węglowe centrale związkowe. Liderzy Solidarności Górniczej Bogusław Hutek i Jarosław Grzesik alarmują premiera: „Według szacunków naszych ekspertów przedstawione wymagania co do parametrów jakościowych w praktyce zamykają rynek komunalno-bytowy dla węgla produkowanego przez górnicze zakłady Tauron Wydobycie oraz Lubelski Węgiel „Bogdanka”, a także drastycznie (o ok. 25–30 proc.) ograniczają przychody Polskiej Grupy Górniczej [naszej dumy narodowej, największej firmy węglowej w Europie – JD]. To może doprowadzić do konieczności cięcia zatrudnienia w spółkach węglowych i utraty kilkunastu tysięcy miejsc pracy w górnictwie i kolejnymi dziesiątkami tysięcy w jego otoczeniu, a w dalszej przyszłości do upadłości firm”.

Czytaj więcej: Węgiel coraz mniej się światu opłaca. Ale Polska wciąż inwestuje

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z konsekwencji społecznych wynikają finansowe – mniej podatków, budżet uboższy o wiele, wiele miliardów. Strach pomyśleć, komu i co rząd będzie musiał obciąć. W ostatnich słowach swego listu liderzy związkowi czarno widzą przyszłość: „Antywęglowe propozycje Pana Ministra Woźnego zmierzają do całkowitego wygaszenia polskiego górnictwa, a tym samym do zwiększenia poziomu ubóstwa energetycznego polskiego społeczeństwa”. Stąd żądają „wycofania tych rozwiązań i wprowadzenia rozporządzenia wykonawczego do ustawy o monitorowaniu i kontrolowaniu jakości paliw w wersji zaproponowanej przez Ministerstwo Energii”.

Bo według PiS „smog to bajki” i „zagrożenie teoretyczne”

A teraz druga strona tego medalu. Zanim pełnomocnik Woźny wywołał gniew związkowców propozycją spalania w kraju „lepszego węgla”, żeby nie truć Polaków i przyrody, Solidarność akceptowała parametry jakościowe podane w projekcie rozporządzenia Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energii. Z marszu jednak zaprotestowały największe samorządy – m.in. małopolski, mazowiecki i śląski – które wdrażają na swoich terenach przepisy antysmogowe. Przypomnijmy, że pierwszy był Kraków, który uchwalił rygorystyczne prawo eliminujące pod Wawelem piece węglowe na byle co, które są odpowiedzialne za niską emisję, a więc i za wszechobecny w zimie i w pozostałych porach roku smog.

Czytaj także: Zanieczyszczone powietrze zmusza do ucieczki z Krakowa

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj