Nauka

Połowę Ziemi powinniśmy zamienić w rezerwat

Diego Guzman / Unsplash
Rezerwat na pół świata lub katastrofa – wyrokują naukowcy, którzy przedstawiają swoje wyliczenia w „Science”. Bioróżnorodność to warunek naszego przetrwania.
Wade Lambert/Unsplash
Trevor Cole/Unsplash
Joss Woodhead/Unsplash
Ray Hennessy/Unsplash

Trzeba przyznać, że nie jest to pomysł nowy. Obszernie przedstawił go w wydanej w 2016 r. książce „Pół Ziemi. Walka o przeżycie naszej planety” Edward Osborne Wilson, biolog Uniwersytetu Harvarda, zdobywca ponad setki naukowych wyróżnień oraz dwóch nagród Pulitzera. A także ojciec pojęcia bioróżnorodności i orędownik jej ochrony, nawet kosztem porzucenia przez ludzkość połowy planety.

Bioróżnorodność zanika w bezprecedensowym tempie

Jak bowiem twierdził w wywiadzie, którego udzielił „New York Timesowi” na krótko przed wydaniem książki, dopiero w przeciągu ostatniej dekady dobitnie zaczęło docierać do nas – a w zasadzie do naukowców – jak szybko wymierają rośliny i zwierzęta oraz jak wielką szkodę czyni to w środowisku. Tempo w istocie jest bez precedensu. To prawda, gatunki zawsze wymierały (i powstawały nowe), jednak człowiek przyspieszył ten proces, jak szacują naukowcy, około tysiąckrotnie.

Czytaj także: Antropocen, czyli jak zepsuliśmy Ziemię

Najpierw z ręki człowieka zginęła cała megafauna, która była łakomym kąskiem dla pierwotnych myśliwych. Potem ludzkość opanowała rolnictwo i zaczęła karczować lasy pod uprawy. Te pozwalały wyżywić więcej ludzi, więc zaczęło nas przybywać – a dzikich terenów ubywać – w tempie geometrycznym. Na początku ubiegłego stulecia było nas nieco ponad półtora miliarda, obecnie jest pięciokrotnie więcej. Połowa tego wzrostu przypada na ostatnie półwiecze. A do tego statystycznie się bogaciliśmy, więc i zużywamy więcej zasobów na mieszkańca.

Dzikie ssaki znikają z powierzchni Ziemi

Jak wyliczają autorzy artykułu w „Science”, krowy, świnie i inne zwierzęta hodowane przez człowieka stanowią już 60 proc. biomasy ssaków, ludzie zaś kolejne 36 proc. Oznacza to, że pozostałe pięć tysięcy gatunków dzikich ssaków stanowią już tylko 4 proc. pozostałej biomasy. W ciągu pół wieku populacja dzikich zwierząt kręgowych – wszystkich ssaków, ptaków, gadów, płazów i ryb – zmniejszyła się o połowę. Wyginięciem zagrożony jest już co piąty gatunek kręgowców i roślin. Z niedawnych badań wynika, że w ciągu ostatnich trzech dekad aż o trzy czwarte zmniejszyła się także populacja owadów.

Czytaj więcej: Niedługo wyginą wszystkie zwierzęta. To przede wszystkim „zasługa” ludzi

Walka o bioróżorodność

Naukowcy zgadzają się, że aby uchronić przyrodę przed katastrofą, powinniśmy według różnych szacunków objąć ochroną od jednej czwartej do trzech czwartych lądów i oceanów Ziemi (a kompromisowo – połowę). Oczywiście to, które obszary powinny być chronione, jest nie mniej ważne niż ich ogólna powierzchnia. Bardzo łatwo byłoby objąć ochroną ogromne obszary Kanady czy rosyjskiej Syberii, zajmujące większość powierzchni globu, jednak znacznie większą wartość biologiczną mają lasy Amazonii, Kongo i Borneo, które powinny być objęte szczególną troską. W ubiegłym roku 49 naukowców przedstawiło w „BioScience” pracę, w której wylicza szczegółowo, jakie obszary i gdzie należałoby chronić.

Działalność na rzecz ochrony przyrody bywa śmiertelnie niebezpieczna

Chronimy zaledwie 14,5 proc. lądów

Problem w tym, że ochrona przyrody nie idzie ludzkości szczególnie dobrze. Na konferencji, która odbyła się w 2010 r. w japońskiej Nagoi, kraje sygnatariusze porozumienia zobowiązały się do zwiększenia powierzchni obszarów objętych ochroną do 17 proc. w ciągu dekady. Jednak dekada ta właśnie się kończy, zaś różnymi formami ochrony objęte jest około 14,5 proc. powierzchni lądów. Nie udaje nam się chronić nawet jednej szóstej planety, choć powinniśmy połowę.

Czytaj także: Gdzie się podziały te wszystkie insekty? Liczba owadów drastycznie spada

Rezerwat na pół świata lub katastrofa

Dobra wiadomość jest taka, że z owej chronionej połowy Ziemi nie trzeba by było, wbrew wyobrażeniu, nikogo wysiedlać. Większość ludzkości mieszka już w miastach, zaś obszary poza nimi systematycznie się wyludniają. Ponadto liczba ludności na świecie ma szanse ustabilizować się do końca tego wieku, a w krajach rozwiniętych populacje wręcz spadają. To naprawdę dobry moment, aby pomyśleć nad utworzeniem rezerwatu na połowie naszej planety. Możemy też nie robić nic i – jak sugerują liczne badania i autorytety naukowe – spokojnie czekać na katastrofę.

Czytaj także: Panda wielka nie jest już zagrożona wyginięciem! Które gatunki także?

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama