Kraj

PiS przykleił Jaśkowiakowi łatę rzecznika LGBT. I sam się w ten sposób ośmiesza

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Partia Kaczyńskiego pokazała już wszystkie karty, a właściwie tylko dwie. Na jednej napisano „500 plus”, a na drugiej „LGBT”. To już karty zgrane i męczące.

Sądząc po licznych wypowiedziach przedstawicieli obozu rządzącego komentujących poparcie dla legalizacji małżeństw jednopłciowych deklarowane przez ubiegającego się o nominację PO w wyborach prezydenckich Jacka Jaśkowiaka, straszenie „ideologią LGBT” i „rewolucją kulturową” ma się stać osią kampanii wyborczej Andrzeja Dudy. Politycy PiS już dziś bowiem rozpowszechniają teorię, jakoby Jaśkowiak został „wymyślony” przez Schetynę w celu uwiedzenia elektoratu lewicy, a cała PO sterowała na lewo, wypychana z centrum przez PiS będące jak najbardziej (w swym własnym pojęciu) partią umiaru.

PiS straszy tym, czego się sam boi

Opowieść ta – w zasadzie fałszywa i złośliwa – kryje w sobie ziarnko prawdy. Prawdą jest bowiem, że podający się za centrystę Jaśkowiak tak naprawdę jest nim wedle standardów zachodnioeuropejskich, ale biorąc pod uwagę polską wersję międzynarodowej terminologii politycznej, słusznie uchodzić może za lewicowca. To, czym straszy nas dzisiaj PiS, jest czymś, czego sam boi się najbardziej. Tym razem straszy więc szczerze.

A czego boi się PiS? Boi się wielkiej przemiany obyczajowej i nasiąkania przez młodsze pokolenia Polaków globalną kulturą liberalną i przyjmowaniem z Zachodu postaw egalitarnych, otwartych i laickich. Lęk przed „sodomią” i „zgniłym Zachodem”, przez dekady tak doskonale służący nacjonalistyczno-religijnym reżimom świata chrześcijańskiego i muzułmańskiego za narzędzie mobilizacji wyborczej oraz usprawiedliwienie dla opresyjnych działań, z dekady na dekadę opada i w wielu społeczeństwach nie da się go już skutecznie podsycić.

Czy PiS-owi uda się raz jeszcze? Czy 50 proc. Polaków (plus jeden) uwierzą, że Duda i Kaczyński, jacy są, tacy są, lecz bronią tradycyjną polską kulturę przed zalewem imigrantów, sodomą i gomorą, rują i poróbstwem? Wydaje się to bardzo wątpliwe, ale jak dotąd lepszego pomysłu na konsolidację i mobilizację elektoratu PiS nie ma. Społeczna aksjologia i „emotyka” zmieniają się na naszych oczach, homofobia i ksenofobia, podobnie jak paternalizm i mizoginia, ustępują miejsca postawom egalitarnym i tolerancyjnym, niemniej jednak wciąż parytet tych postaw jest dość wyrównany.

Około połowy społeczeństwa polskiego akceptuje małżeństwa jednopłciowe i chciałoby wprowadzenia przynajmniej instytucji związku partnerskiego, niemniej jednak wciąż jest to tylko połowa. I choć z pewnością będziemy się upodabniać do Zachodu, który od dawna traktuje równe prawa dla gejów i lesbijek, podobnie jak edukację seksualną w szkołach, jak oczywistość, to nie wiemy, kogo dziś jest więcej – takich, co to boją się mitycznego LGBT, czy takich, co to boją się globalnego ocieplenia i upolitycznionych biskupów.

Kogo wybierze Platforma? Debata prezydencka 7 grudnia

Bezradność i niepokój PiS w każdym razie jest odwrotną stroną zjawiska stanowiącego o szansach opozycji. Zbudowany na lęku i uprzedzeniach konserwatyzm jest w odwrocie, udając, iż właśnie żwawo naciera, podczas gdy rośnie liczba Polaków, którzy akceptują zdobycze współczesnej cywilizacji i kultury społecznej, takie jak in vitro czy małżeństwa jednopłciowe. I chociaż Platforma Obywatelska, a tym bardziej PSL, zachowuje mieszczańską ostrożność i powściągliwość, to wiatr dziejów i tak nadyma ten mniejszy żagielek, obrócony w stronę lewej burty. To otwartość i laickość jest przyszłością PO, a nie centrum. Kandydatura Jacka Jaśkowiaka – niezależnie od tego, na ile jest zaskoczeniem dla Schetyny, a na ile jest czymś oczekiwanym i pożądanym przez niego – to właśnie takie wystawienie „lewego oka”, które ma dodać życia platformianej łajbie. I jeśli 7 grudnia, podczas debaty prezydenckiej w PO, działacze dadzą się przekonać do tego ryzykownego, lecz obiecującego zagrania, którym będzie wystawienie Jacka Jaśkowiaka jako kontrkandydata dla Andrzeja Dudy, to zapewne nie pożałują.

Za to PiS z pewnością wołałby walczyć z Małgorzatą Kidawą-Błońską, która co najwyżej może odebrać Andrzejowi Dudzie nieco elektoratu „estetycznego”, to znaczy centrowo, „popisowsko” nastawionych wyborców, których brzydzi styl rządzenia PiS, a za to ujmuje elegancja i klasa pani marszałek. Jednakże Jaśkowiak ma potencjał – przynajmniej, gdy chodzi drugą turę wyborów – większy. Może on bowiem zagarnąć prawie wszystkich wyborców lewicy z pierwszej tury, podczas gdy Kidawa-Błońska tylko jakąś ich część plus nieco więcej spośród wyborców PSL. Bilans ostateczny przepływów elektoratów zdaje się wskazywać na Jaśkowiaka. Jeśli potwierdzą to badania i eksperci, to najprawdopodobniej Jaśkowiak otrzyma nominację. A wtedy wszystko jest możliwe.

Społeczeństwo się westernizuje

Bez wątpienia lewica jest na wznoszącej, a „centrum”, czyli polskie mieszczaństwo w swej masie się westernizuje, co oznacza, że przeciętne, „poprawne i umiarkowane” poglądy miejskiego wyborcy stają się bardziej liberalne i laickie. Jeśli przez najbliższe półrocze ten naturalny trend będzie mógł się swobodnie manifestować i nie wydarzy się nic, co każe jakiejś wielkiej grupie społecznej – z powodów ekonomicznych lub w obliczu jakiegoś zagrożenia – impulsywnie przywrzeć do kolan władzy, to Andrzej Duda i prawica nie zdołają przekroczyć 50 proc. w wyborach prezydenckich. Przy obecnej dynamice przemian kulturowych pół roku to wcale nie tak mało – może oznaczać zmianę liczoną w całych procentach. A niechby i były to tylko dwa procenty. To może wystarczyć.

Gdybym był doradcą Jacka Jaśkowiaka, sugerowałbym mu wyrazistość i jednoznaczność, zamiast lawirowania. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Niech Jaśkowiak odważnie postawi na „czerwone” i sprawdzi, czy jego „połowa” jest większa. Te wybory są do wygrania, lecz trzeba będzie postawić wszystko na jedną kartę i zaangażować się na sto procent. Sądzę, że Jaśkowiak to potrafi. Oby potrafili to również działacze PO i cała demokratyczna opozycja. Niechaj PiS sam się ośmiesza swoim „szczuciem gejem” – wyborców anty-PiS-u w ten sposób nie zrazi do kandydata PO ani ich do siebie nie przekona. Konfiguracja Kaczyński – Duda – Jędraszewski – Rydzyk – Morawiecki staje się coraz mniej atrakcyjna dla swojej politycznej klienteli. Pokazali już wszystkie karty, a właściwie mieli tylko dwie. Na jednej napisano „500 plus”, a na drugiej „LGBT”. To już karty zgrane i męczące. Jeśli więc opozycja pokaże asa, to wygra.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną