Kraj

Sędziowie dociśnięci do ściany. Co dokładnie jest w projekcie PiS?

Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, październik 2017 r. Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, październik 2017 r. Michał Dyjuk / Forum
Ta ustawa to kolejny element wojny PiS z sędziami. A raczej obrony przyczółków, które władza polityczna zdobyła. Bardzo to zaczyna przypominać wojnę z Trybunałem Konstytucyjnym sprzed trzech lat.

PiS złożył w Sejmie zapowiadany w czwartek projekt zmian w ustawach sądowych. Wbrew zapowiedziom nie dotyczy on tylko postępowań dyscyplinarnych. Projekt odbiera sędziom samorządność we wszystkich obszarach, w których im jej do tej pory nie odebrano. A także zamyka możliwość zastosowania wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada i w ogóle wyroków TSUE. Jeśli teraz Sąd Najwyższy orzeknie ws. ważności powołań sędziów przez neo-KRS – będzie to niewiążąca opinia. O tych sprawach mają orzekać neosędziowie z Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN.

PiS z jednej strony grozi sędziom, żeby nie podważali nominacji dokonanych przez neo-KRS, a z drugiej, gdyby jednak się nie przestraszyli, wprowadza prawo, które de facto unieważnia ich orzeczenia.

PiS idzie w stronę polexitu

Projekt znosi zasadę pierwszeństwa prawa unijnego nad krajowym zagwarantowaną traktatem o UE i polską konstytucją, która stanowi, że ratyfikowane za zgodą Sejmu umowy międzynarodowe mają pierwszeństwo przed polskimi przepisami. I że można je stosować bezpośrednio. Państwo, które otwarcie deklaruje nieuznawanie tej zasady, samo wyklucza się z Unii, opierającej się nie tylko na wspólnocie gospodarczej, ale też prawnej. Każdy sędzia w kraju UE jest jednocześnie sędzią europejskim.

PiS ryzykuje wykluczenie z Unii dla odbicia władzy sądowniczej. Wykluczenie nie jest natychmiastowe, ale skoro wyroki polskich sądów nie będą w krajach wspólnoty ani przez unijne organy uznawane za wiążące, uruchomiony zostanie proces, który nieuchronnie do wykluczenia prowadzi.

Prof. Safjan dla „Polityki”: Projekt PiS to krok w stronę wyjścia z UE

Tak się zabezpiecza wystraszona władza

Ciężkim przewinieniem dyscyplinarnym, za które grozi wydalenie z zawodu, będzie:

  • „odmowa stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z konstytucją lub umową międzynarodową ratyfikowaną za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny”. Czyli wyroki TSUE są w Polsce nieważne, dopóki nie zostaną zweryfikowane przez TK. To jest wprost sprzeczne z unijnym prawem, według którego jedynym interpretatorem prawa UE jest TSUE.
  • „działanie lub zaniechanie mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości”. To może być każde działanie sędziego, łącznie z odroczeniem rozprawy. Taki uniwersalny bat na każdego. Mogą się tu też mieścić zbiorowe działania sędziów, np. odmowa opiniowania kandydatów na konkursy organizowane przez neo-KRS.
  • „działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego lub skuteczność jego powołania”. Czyli zakaz kwestionowania w jakiejkolwiek formie, łącznie z pytaniami prawnymi do Sądu Najwyższego, statusu sędziów powołanych przy udziale neo-KRS.
  • „działania o charakterze politycznym”. Znowu uniwersalny bat na sędziów wypowiadających się publicznie choćby na temat tego projektu. A także podpisujących się pod apelami i uchwałami zgromadzeń sędziowskich w obronie niezawisłości.

PiS najwyraźniej bardzo boi się eskalacji kwestionowania prawa neosędziów do orzekania, bo to może go pozbawić wpływu na orzecznictwo. Czyli odebrać mu to, co zdołał wyszarpać władzy sądowej do tej pory.

Czytaj też: Projekt PiS to ogłoszenie stanu wojennego wobec sędziów

Wszechmogący rzecznik Schab

Kandydatów na rzeczników dyscyplinarnych przy sądach nie będzie już wybierało zgromadzenie sędziów i przedstawiało do wyboru rzecznikowi głównemu Piotrowi Schabowi. Okazało się, że tak wyłonieni rzecznicy są zbyt niezawiśli i odmawiają stawiania wydumanych przez rzecznika Schaba zarzutów. Teraz to on będzie ich sobie wybierał. Będzie też mógł – on lub jego dwaj zastępcy – przejąć każdą sprawę do prowadzenia. Do tego dochodzi przepis dający mu prawo karania grzywną świadka, który się przed nim nie stawi. Wiadomo, że praktyką przyjętą przez rzeczników dyscyplinarnych jest wzywanie w charakterze świadka sędziego, któremu planują postawić zarzuty – więc sędziowie się nie stawiają. Ten przepis pozwoli ich za to szybko i wielokrotnie karać.

Oprócz przepisów dyscyplinarnych są przepisy zakazujące oceniania, czy sędzia jest prawidłowo mianowany: „W ramach działalności Sądu Najwyższego niedopuszczalne jest kwestionowanie umocowania sądów i trybunałów, konstytucyjnych organów państwowych oraz organów kontroli i ochrony prawa. Niedopuszczalne jest ustalanie lub ocena przez Sąd Najwyższy ani inny organ władzy zgodności z prawem powołania sędziego ani wynikającego z tego powołania uprawnienia do wykonywania zadań z zakresu wymiaru sprawiedliwości”. Tymi przepisami PiS chce uniemożliwić podjęcie przez Sąd Najwyższy uchwał w sprawie legalności działania neo-KRS i nominowanych przez nią sędziów.

Czytaj też: Władza traci nerwy i atakuje sędziów

PiS: My kontrolujemy was, wy nas nie

Jest też grupa przepisów zmieniających ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, którymi PiS chce uniemożliwić anulowanie powołania neosędziów do Sądu Najwyższego. A więc też uniemożliwić uznanie za nielegalnie działające Izbę Dyscyplinarną oraz Izbę Kontroli Nadzwyczajnej. Przepisy umarzają wszystkie odwołania od konkursów na sędziów rozstrzygniętych przez neo-KRS. W ten sposób PiS chce zablokować orzeczenie przez Naczelny Sąd Administracyjny w sprawach, w których zawiesił półtora roku temu konkursy na sędziów, do czasu rozpatrzenia skarg, a prezydent Andrzej Duda to orzeczenie zignorował i zaprzysiągł osoby, które te konkursy wygrały: sędziów Izby Dyscyplinarnej, Kontroli Nadzwyczajnej i siedmiu do Izby Cywilnej SN.

Na przyszłość wszystkie sprawy dotyczące legalności powołania sędziego może rozpatrywać jedynie Izba Kontroli Nadzwyczajnej: „Do właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych należy rozpoznawanie wniosków lub oświadczeń dotyczących wyłączenia sędziego (...), obejmujących zarzut braku niezależności sądu lub braku niezawisłości sędziego. Sąd rozpoznający sprawę przekazuje niezwłocznie wniosek Prezesowi Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych celem nadania mu dalszego biegu”.

Żeby nie było wątpliwości, wpisano zakaz orzekania innych izb SN w takich sprawach: „Sąd Najwyższy, rozpoznając sprawę, w której występuje zagadnienie prawne dotyczące niezawisłości sędziego lub niezależności sądu, odracza jej rozpoznanie i przedstawia to zagadnienie do rozstrzygnięcia składowi całej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego”.

PiS zabezpieczył się też na taki wypadek, że zanim przepisy wejdą w życie, inna izba SN lub pełen skład Sądu Najwyższego podejmie uchwałę w sprawie legalności neosędziów i neo-KRS albo Izby Dyscyplinarnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Taka uchwała będzie po prostu „taką sobie” opinią, której nie trzeba brać pod uwagę: „Podejmując uchwałę, o której mowa w § 2 lub 3 [czyli w sprawie dotyczącej niezawisłości sędziego lub niezależności sądu], Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie jest związana uchwałą innego składu Sądu Najwyższego, choćby uzyskała ona moc zasady prawnej”.

A więc PiS uszczelnił wszystkie prawne kanały, którymi sędziowie mogliby się wcisnąć, próbując ustalić prawidłowość powołania sędziego z udziałem neo-KRS.

Czytaj też: Sędziowie już stosują wyrok TSUE. Władza im grozi

PiS z prezydentem Dudą pod rękę

Przy okazji ubezwłasnowolniono Naczelny Sąd Administracyjny, który też ma na sumieniu niewłaściwe orzekanie – m.in. nakazał ujawnienie list poparcia do neo-KRS i wstrzymał konkursy na sędziów (oba orzeczenia zostały przez PiS i prezydenta zignorowane, mimo że są prawomocne i nie podlegają żadnej kontroli). Już nie Zgromadzenie Ogólne NSA, ale prezydent będzie ustalał regulamin NSA, a także liczbę zasiadających w nim sędziów. Na razie w projekcie jest ich 120 (obecnie w NSA orzeka 106), ale zapewne PiS będzie dążył do przewagi neosędziów. W regulaminie prezydent ustali też „liczbę wiceprezesów tego Sądu oraz liczbę sędziów w poszczególnych izbach, wewnętrzną organizację Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz zasady wewnętrznego postępowania”.

Jest też grupa przepisów uderzających w prywatność sędziów oraz ich wolność zrzeszania się. Prokuratorów także objęły te przepisy. PiS zapewne będzie tłumaczył, że chodzi o uniemożliwienie powtórki afery hejterskiej. Z tym że nikt chyba nie ma wątpliwości, że sędziom hejtującym koleżanki i kolegów działających w obronie niezależności sądów, którzy by te przepisy obchodzili, nie spadnie włos z głowy.

Do ustawy o ustroju sądów powszechnych (i o prokuraturze) wprowadza się obowiązek szczegółowego zeznania przez sędziego, do jakich organizacji należy i jakie pełni w nich funkcje, czy prowadzi jakiś portal internetowy lub stronę (sędziowie zaczęli zakładać własne strony internetowe, żeby kontaktować się na nich z opinią publiczną i przedstawiać własny punkt widzenia). A także czy jest użytkownikiem portali społecznościowych – choćby anonimowym lub posługującym się pseudonimem. To wszystko ma być ujawnione w internecie obok oświadczeń majątkowych.

Czytaj też: Pisowska praworządność na żarty i na serio

Chcą przejąć kontrolę nad Kolegiami

I wreszcie – odebranie sędziom resztek samorządności. Kolegia sądów, które dziś składają się z prezesa i delegatów wybranych przez sędziów, miałyby się składać z prezesa i wiceprezesów, a także prezesów innych sądów (w sądach okręgowych – z prezesów sądów rejonowych, a w apelacyjnych – okręgowych). Czyli wszystko to będą ludzie ministra Zbigniewa Ziobry, przez niego mianowani i przez niego odwoływalni.

Co robią Kolegia? Opiniują kandydatów na prezesów i zamiar ich odwołania. Poza tym Kolegium ma wpływ na wybór rzecznika prasowego i zwolnienia go z pełnienia tej funkcji, rozpatruje wnioski wynikające z wizytacji i lustracji sądów, wyraża opinie o projekcie planu finansowego i w sprawach osobowych sędziów, wypowiada się w przypadkach sędziów naruszających zasady etyki.

Kolegia opiniują też kandydatów na sędziów w konkursach prowadzonych przez Krajową Radę Sądownictwa. Odkąd zakwestionowano prawomocność jej powołania, wiele kolegiów ogłosiło, że zawiesza opiniowanie do czasu rozstrzygnięcia, czy konkursy są legalne. Poza tym kolegia – m.in. sądów okręgowych w Warszawie i Krakowie, a ostatnio Sądu Rejonowego w Olsztynie po zawieszeniu przez prezesa Macieja Nawackiego sędziego Pawła Juszczyszyna – przyjmowały uchwały krytykujące działania prezesów, a nawet domagające się ich dymisji.

Czytaj też: Jedzie walec PiS. Sędzia zdyscyplinowany za niezawisłość

Czy władza się cofnie?

Projekt złożony w Sejmie przez PiS jest tak niesłychany, że wygląda na ostentacyjną demonstrację siły w celu zastraszenia sędziów i zbulwersowania polskiej i zagranicznej opinii publicznej. Tym bardziej że upubliczniony został 13 grudnia, w dzień dla Polski symboliczny. Dlatego jest prawdopodobne, że koniec końców PiS wycofa się z najbardziej bulwersujących przepisów dyscyplinarnych. I bez tego ma rzeczników dyscyplinarnych i Izbę Dyscyplinarną w SN, którzy ze wszystkiego potrafią ukręcić zarzut. Co zresztą już robią.

Może PiS wycofa się też z dziwacznego pomysłu sprawozdawania przez sędziów o przynależności do organizacji pozarządowych i działalności w internecie. A może oficjalnie się nie wycofa, ale da Andrzejowi Dudzie zawetować ustawę z powodu tych przepisów albo skierować do Trybunału Julii Przyłębskiej. Ale w ustawie i tak pozostaną mechanizmy, które „unieważnią” uchwały podjęte przez SN i oddadzą orzekanie o legalności powołania neosędziów neosędziom z Izby Kontroli Nadzwyczajnej.

Ta ustawa to kolejny element wojny PiS z sędziami. A raczej obrony przyczółków, które władza polityczna zdobyła. Bardzo to zaczyna przypominać wojnę z Trybunałem Konstytucyjnym sprzed trzech lat. Ale sędziowie SN i sądów powszechnych są dziś bogatsi o doświadczenie kolegów z TK i wiedzą, że strategia na przetrzymanie gwarantuje klęskę. Że trzeba walczyć.

Daniel Passent: Jeżeli to ma być wyspa wolności, to ja jestem świętym tureckim

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Blue monday. Dlaczego ten koncept nie ma sensu?

20 stycznia 2020 – w ten dzień wypada w tym roku tzw. blue monday, trzeci poniedziałek stycznia, zwany także „najbardziej depresyjnym dniem roku”. Termin zrobił zawrotną karierę w mediach, ale pojawia się też w publikacjach naukowych. Czy słusznie?

Marcin Nowak
20.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną