Kraj

Ostatnia prosta kampanii. Bitwa o wozy i na spoty

W ostatnim tygodniu kampanii kandydaci znów ruszyli w teren. Resort spraw wewnętrznych rozpisał konkurs: profrekwencyjny i kontrowersyjny.

Potwierdzone zakażenia, wyzdrowienia i zgony

Stan na: 
Czerwone słupki - potwierdzone nowe przypadki koronawirusa dziennie
Zielone słupki - liczba wyzdrowień w kolejnych dniach
Szare słupki - liczba zgonów w kolejnych dniach

Linia ciągła - "aktywne przypadki": skumulowana liczba zakażonych osób, pomniejszona o liczbę wyzdrowień i zgonów

Źródło: Ministerstwo Zdrowia
.

Epidemia koronawirusa w Polsce. Liczba potwierdzonych zakażeń: 31 620 (w tym 1 346 zgonów)
• Zaczął się ostatni tydzień kampanii przed wyborami prezydenckimi 28 czerwca. Weź w nich udział!

Bitwa na spoty

Rywalizacja na ostatnim odcinku kampanii nabiera rozpędu, a kandydaci coraz ostrzej krytykują się nawzajem. Dziś sztaby Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego wyemitowały spoty. Ten pierwszy uderza w konkurenta („Rafał, nie kłam”), narrator jest Polską, mówi do prezydenta Warszawy. Drugi klip w tytule wylicza wartości ważne dla kandydata Koalicji Obywatelskiej: „Dzieciństwo. Rodzice. Szkoła. Studia. Pasja. Miłość. Rodzina. Dzieci. Praca. Polska. Dom. Mój dom”.

MSWiA: Wozy strażackie za wysoką frekwencję

Wiceszef resortu spraw wewnętrznych Maciej Wąsik ogłosił dziś konkurs pod nazwą „Bitwa o wozy”. To akcja zachęcająca do udziału w wyborach: w każdym z 16 województw wygra gmina do 20 tys. mieszkańców z najwyższą frekwencją w pierwszej turze. Wąsik i Paweł Szefernaker na wspólnej konferencji, z wozami strażackimi w tle, poinformowali, że w Polsce jest 26 tys. ochotniczych straży pożarnych. Zakup 507 pojazdów dla nich sfinansował w ubiegłym roku rząd wsparty przez samorządy. Dodatkowe 16 sprezentuje gminom, których mieszkańcy najliczniej wezmą udział w wyborach. Nagroda jest warta 800 tys. zł.

„To niestosowne” – uważa cytowany przez „Gazetę Wyborczą” były szef Państwowej Komisji Wyborczej sędzia Wojciech Hermeliński. I dodaje: „Może się okazać, że nagroda pojedzie do gminy, która bez niej by się obeszła, a ci najbardziej potrzebujący nie dostaną nic. Poza tym byłbym daleki od angażowania się władzy rządowej w takie prezenty, bo można to kojarzyć z kampanią rządową wspomagającą prezydenta, każdy to widzi”.

Duda: polskie sprawy i polska rodzina

Ubiegający się o reelekcję Andrzej Duda w oświadczeniu opublikowanym w sobotę na Facebooku podsumował ostatnie tygodnie kampanii i spotkań z Polakami: „Jedną rzecz spostrzegłem, która jest charakterystyczna i powtarza się we wszystkich województwach. Polacy mówią: pan jest prezydentem polskich spraw. Mogę powiedzieć, że przez ostatnie pięć lat zajmowałem się po prostu polskimi sprawami. Chciałbym je prowadzić nadal”. Sprawy te podzielił na pięć obszarów, na których w dalszym ciągu chciałby się koncentrować: rodzina („mama, tata i dzieci”, ale też dziadkowie, seniorzy, bo „polska rodzina jest wielopokoleniowa”), bezpieczeństwo, praca, inwestycje oraz godność.

Mówiąc o rodzinie, Duda zaznaczył, że do 2015 r. nie była ona w Polsce otaczana szczególną opieką. Tak samo jak małżeństwa, „czyli związek kobiety i mężczyzny, bo tylko z takiego rodzą się nowe pokolenia”. „Śmiało mogę powiedzieć, że pod względem materialnym, stabilności życia polska rodzina została przeniesiona na nieporównywalnie wyższy poziom” – mówił Duda, wymieniając programy socjalne PiS z 500 plus na czele. „Ale rodzinę w dalszym ciągu trzeba chronić”, stąd Karta Praw Rodziny, „afirmacja rodziny takiej, jak ją przedstawia konstytucja”. Karta ma m.in. chronić polskie dzieci, dlatego – tłumaczył Duda – „nie mogą być one adoptowane przez pary jednopłciowe”. Na ostatnim odcinku kampanii Andrzej Duda wciąż najwyraźniej nawiązuje do sporu o LGBT, sądząc, że przysporzy mu to wyborców.

Jak wynika z sondażu SW Research dla Rp.pl, zdaniem 41,1 proc. ankietowanych spór światopoglądowy dotyczący społeczności LGBT wpłynie na wybór kandydata na prezydenta. 37 proc. badanych uważa, że nie będzie miał znaczenia.

Andrzej DudaAndrzej Duda/FacebookAndrzej Duda

Trzaskowski: PiS myśli o rodzinie, a niszczy edukację

Kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta w sobotę spotkał się z wyborcami m.in. w Olsztynie. „Oni [rządzący] cały czas nas chcą uczyć, co znaczy polska rodzina, oni nas będą uczyć, co znaczy patriotyzm. A ja mam kilka bardzo ważnych pytań i uwag do pana prezydenta oraz do rządzących. Wy chcecie uczyć, co to jest polska rodzina w momencie, kiedy próbujecie zniszczyć polską edukację” – zaznaczył Rafał Trzaskowski, krytykując reformę edukacji i jej konsekwencje: podwójny rocznik, tłok, przeładowane podstawy programowe.

Zwracał też uwagę na niskie wynagrodzenia dla nauczycieli i na charakter samych lekcji. „Oni walczyli ze mną w Warszawie dlatego, że wprowadziłem nieobowiązkowe lekcje, których celem była walką z nienawiścią, gdy chcieliśmy uczyć, jak rozmawiać z dziećmi o tym, że nie należy się dzielić treściami intymnymi w internecie, jak rozmawiać z dziećmi, że słowa w internecie mogą tak samo ranić jak słowa w rzeczywistości, żeby rozmawiać o trudnych tematach, żeby uczyć szacunku dla konstytucji. My tego potrzebujemy” – dodał Trzaskowski.

I dalej punktował rządzących: „Tak jak dziś widzę premiera i prezydenta, to widzę, że oni są kompletnie odklejeni od dzisiejszej rzeczywistości, oni są tak zadowoleni z siebie. Mówią o tym, że w pięć lat zmienili Polskę. Mówią, że tyle wynegocjowali pieniędzy z Unii, mówią, że wszystkim żyje się lepiej, tylko chyba nie zauważyli, że nastała epidemia, że świat stanął na głowie, że tak wielu z nas nie może być pewnym dnia następnego. A oni po prostu tryskają optymizmem. I to pokazuje, jak są odklejeni od rzeczywistości, i tego też mamy dość!”.

Rafał Trzaskowski w OlsztynieFacebookRafał Trzaskowski w Olsztynie

Rafał Trzaskowski wciąż też krytycznie odnosi się do sztuczek TVP: „Muszę teraz się pilnować, bo telewizja publiczna wymyśliła, że mam mikrofony w uchu, jak dotykam ucha, więc wolę nie dotykać ucha, pewnie jak dotknę się w oko, to powiedzą, że mam w oku lasery, a poza tym uważajcie, którym palcem się dotykacie w oko, żeby przetrzeć łzę. Ale czym bardziej oni próbują nam dokuczyć, tym ja więcej widzę uśmiechu na waszej twarzy, a tak nam tego brakowało, prawda?”.

Czytaj też: Kampania wyborcza w TVP, czyli walka dobra ze złem

Hołownia i Belweder na kółkach

Szymon Hołownia swoją kampanię transmituje dziś na żywo w internecie. Na spotkaniu z wyborcami w Ostrołęce mówił m.in. o polityce energetycznej i klimatycznej jednocześnie: „Dobrze, że faraoński projekt bloków węglowych w Ostrołęce został zakończony. To nie było dobre rozwiązanie. Myślenie o tym, że robimy jedną wielką elektrownię, to myślenie z lat 60. XX w. Trzeba zrobić z tym porządek teraz, bo za 30 lat dzieci nam tego nie wybaczą”.

Szymon HołowniaFacebookSzymon Hołownia

Kandydat mówił też o polityce migracyjnej: „To najwyższy czas, by napisać polską politykę wobec imigrantów i uchodźców. Uchodźcom powinniśmy pomóc na miarę naszych możliwości: znaleźć im schronienie, odkarmić, by mogli ruszyć dalej. Jeśli chodzi o imigrację, nie mamy nadal pomysłu. To pytanie o to, ile osób możemy przyjąć, czy umiemy ich zintegrować. Powinniśmy przestać zamiatać problemy pod dywan. Będzie nas 30 mln w Polsce, z czego 40 proc. z nas będzie po sześćdziesiątce”.

Szymon Hołownia o godz. 17 był już w Białymstoku, swoim rodzinnym mieście. Wiec Andrzeja Dudy odbywa się nieopodal, więc sztab Hołowni zachęcał do konfrontacji. „Spotkaliśmy się z odmową”, wyjaśnił Hołownia.

Kandydat podkreślał, że będzie prezydentem wszystkich Polaków, nawiązując do hasła Andrzeja Dudy: „Deklaruję, że jako prezydent będę zawsze z najwyższym szacunkiem odnosić się do wszystkich: do większości i mniejszości. Będę prezydentem wszystkich Polaków. Bo niezależnie od tego, skąd przychodzą, w co wierzą i co myślą, należy im się szacunek”.

Biedroń: To jest prawica, nie dajmy się nabrać

Dziś w Warszawie konwencję wyborczą organizuje Robert Biedroń. Przed kandydatem Lewicy na prezydenta wystąpił Adrian Zandberg z Partii Razem: „W tej kampanii wszyscy straszą. Mówią: nie macie wyboru, jak nie my, to oni. Jedni: jak wygra facet z PiS, to będzie rządzić Rydzyk, TVP będzie łgać i szczuć. Drudzy: jak wygra facet z Platformy, to wrócą tamci”.

Robert Biedroń przekonywał, że tylko jego postulaty są lewicowe: „Nasze lewicowe postulaty są na ustach wszystkich kandydatów. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Zawsze przed wyborami stają się lewicowi, a po wyborach o tym zapominają. Nie dajmy się nabrać, to jest prawica”. Dodał, że „15 lat rządów prawicy to lata pogardy. Widzimy, co ostatnio robi Andrzej Duda i jego partyjni koledzy. Odmawiają innym ludziom człowieczeństwa, dzielili nas na lepszy i gorszy sort. Ale nie mniej gorsza jest kampania obojętności”. Biedroń odniósł się też do wątku LGBT: „To nie jest normalne, żeby w XXI w. w środku Europy dwoje kochających się ludzi nie mogło wziąć ślubu tylko dlatego, że są tej samej płci. A prezydent nazywa ich nienormalnością”.

Biedroń podkreślał też, że w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy jako prezydent nie będzie podporządkowany partii: „My na Lewicy nie mówimy nikomu jak ma żyć, w co ma wierzyć, kim ma być. Bo prezydent z Lewicy nigdy nie będzie klęczał przed innym prezydentem, nawet tym z dalekiego, zamorskiego kraju. Polska zasługuje na silnego prezydenta, którego siłą nie będzie legitymacja partyjna”. Nawiązywał tu do zapowiadanej na 24 czerwca wizyty Dudy w Białym Domu.

Kosiniak-Kamysz: Polska rozpada się na dwa obozy

Inaczej niż Adrian Zandberg w Warszawie kandydat ludowców na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz w Opolu prowadził narrację o dwóch dzielących Polskę obozach: PiS i PO. Andrzej Duda jest wierny poleceniom z Nowogrodzkiej, a Trzaskowski, w razie wygranej, będzie lojalny wobec kierownictwa PO – przekonywał Kosiniak. Siebie uważa za kandydata alternatywnego, zdolnego pogodzić obie strony. „Czy widzieliście kiedyś współpracę PiS i PO, która by dała owoce? – pytał lider ludowców. – Potrafiliśmy się zatrzymać na chwilę po śmierci papieża, po katastrofie smoleńskiej, na początku pandemii. Na tyle tylko nas stać? Oni się boją wspólnoty, koalicji polskiej”.

Kandydat wpisał się też w spór światopoglądowy: „Dużo o rodzinie w ostatnim czasie. Z prawej strony politycy dużo mówią o rodzinie, a jak mało w nią wierzą... Polska rodzina przeniosła Polskę przez pokolenia, przeszła sanację, czas bolszewizmu, komunizmu, zakłamania. Polska rodzina jest silna miłością do Polski, do swej rodziny, do swej ziemi, do swego języka i do swej kultury”. Apelował: „Więcej wiary w polską rodzinę, jej siłę, jej moc”.

Lider ludowców przypomniał swoje obietnice: obniżkę VAT z 23 do 15 proc. i z 8 do 5 proc., utworzenie kolegium generalskiego pod przewodnictwem gen. Waldemara Skrzypczaka, które funkcjonowałoby przy prezydencie RP, oraz dodatek dla białego personelu medycznego w wysokości 1,5 tys. zł.

W Polsce 309 nowych przypadków zakażenia

Ministerstwo Zdrowia podało w sobotnim komunikacie, że ostatniej doby potwierdzono w Polsce 309 przypadków zakażenia koronawirusem z województw: śląskiego (114), mazowieckiego (52), łódzkiego (44), małopolskiego (23), podlaskiego (15), dolnośląskiego (13), świętokrzyskiego (11), wielkopolskiego (8), podkarpackiego (7), kujawsko-pomorskiego (5), lubelskiego (5), opolskiego (4), lubuskiego (3), pomorskiego (2), warmińsko-mazurskiego (2) i zachodniopomorskiego (1). Zmarło kolejnych 12 osób.

Resort dokonał też korekty danych – odjął pięć zdublowanych przypadków z Olsztyna.

Polacy ruszyli na wakacje

Jak donosi dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”, Polacy tłumnie wybrali się na Mazury, nad Bałtyk i do Zakopanego. „Ledwo przeżyliśmy ostatni długi weekend. Turystów jest więcej niż zwykle o tej porze” – mówi dziennikowi właścicielka ośrodka w okolicy Mikołajek. Największą popularnością cieszą się domki letniskowe i pola kempingowe. Branża obawia się strat zwłaszcza w hotelach, mniej chętnie rezerwowanych ze względu na wyższe rygory sanitarne. Mniej też będzie turystów z zagranicy.

Z rezerwacji dokonanych do tej pory wynika, że co drugi polski wczasowicz wybierze się nad morze, co czwarty w Beskidy i Bieszczady, 14 proc. na Mazury i Pojezierze, a 9 proc. planuje zwiedzać miasta.

Wiele wskazuje, że tego lata lepiej poznamy własny kraj. Jak pisze w aktualnej „Polityce” Agnieszka Krzemińska: „Koronawirus namieszał w turystyce. Czy uwolni świat od masowego turyzmu? Niekoniecznie. Zmieni natomiast kierunki podróży. Polski turysta, na przykład, początkowo ruszy w Polskę”.

Chałupy, Mierzeja Helska. Czerwiec 2020 r.Łukasz Dejnarowicz/ForumChałupy, Mierzeja Helska. Czerwiec 2020 r.

W Sejmie tarcza 4.0 i dodatek solidarnościowy

W piątek wieczorem Sejm głosował nad poprawkami Senatu do rządowej tarczy antykryzysowej: przyjął 91 ze 126. Zmieniła się już sama nazwa: teraz to ustawa o „dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19”.

Projekt przewiduje m.in. dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych, uproszczenia w procesie realizacji zamówień publicznych, pakiet osłonowy dla samorządów, ochronę przed przejęciem spółek przez podmioty spoza Unii Europejskiej, ułatwienie dostępu do wakacji kredytowych i dostosowanie rynku pracy do sytuacji kryzysowej związanej z pandemią koronawirusa. Tarcza pozwala ponadto składać wniosek o świadczenie postojowe do ZUS przez samych zainteresowanych.

Specustawa budzi kontrowersje, bo reguluje przepisy ponad 50 innych ustaw nie zawsze związanych z walką z koronawirusem i skutkami pandemii – także do tych paragrafów zastrzeżenia zgłosił Senat. Chodzi m.in. o zmiany w Kodeksie karnym, Kodeksie wykroczeń i związane z ustrojem sądów. „Ten związek [z kryzysem epidemicznym] jest czasami bardzo luźny” – komentował senator Kazimierz Kleina z Koalicji Obywatelskiej. Senacka komicja finansów publicznych rekomendowała odrzucenie wszystkich tych przepisów – ale Sejm w piątek te poprawki odrzucił.

Posłowie głosowali także nad dziewięcioma senackimi poprawkami do prezydenckiej ustawy o dodatku solidarnościowym. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki postulował, żeby podnieść zarówno dodatek (z 1,4 do 1,5 tys. zł), jak i zasiłek dla bezrobotnych (z 1,2 do 1,5 tys. zł). Sejm i na to się nie zgodził.

Bon turystyczny dla wybranych

Sejm uchwalił za to prezydencki projekt ustawy o Polskim Bonie Turystycznym. Świadczeniem będą objęte osoby korzystające z programu 500 plus. Jednemu dziecku ma przysługiwać jedno świadczenie w formie bonu w wysokości 500 zł. Za uchwaleniem ustawy głosowało 424 posłów, przeciw 16, wstrzymało się 12. Teraz ustawa trafi do Senatu.

Minister rozwoju, wicepremier Jadwiga Emilewicz oświadczyła, że „jesteśmy gotowi, aby w trzecim tygodniu lipca pierwsze płatności były realizowane”. Odpowiadając na pytania klubów, prezydencki minister Paweł Mucha stwierdził, że Andrzej Duda „realizuje obietnice i podejmuje wyzwania”. Wprowadzenie bonu turystycznego w wysokości 1 tys. zł dla wszystkich osób, ale do pewnego progu dochodowego, kilka tygodni temu zapowiadali przedstawiciele resortu rozwoju, teraz to projekt prezydencki i zarazem, rzecz jasna, element kampanii wyborczej. Rozwiązanie ma wesprzeć lokalną branżę turystyczną.

Bon nie podlega wymianie na gotówkę czy inne prawne środki płatnicze. Zgodnie z projektem prawo do dokonywania płatności za pomocą bonu wygaśnie 31 marca 2022 r. Lista obiektów, w których będzie możliwe wykorzystanie bonu, zostanie opublikowana na stronie Polskiej Organizacji Turystycznej. Jak czytamy w uzasadnieniu, „koszt proponowanego rozwiązania wraz z kosztami obsługi nie przekroczy 4 mld zł”.

Komisja sejmowa negatywnie zaopiniowała poprawki zgłoszone przez opozycję. Przepadła poprawka Lewicy rozszerzająca grono osób uprawnionych do otrzymania bonu o emerytów i rencistów. Wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy tłumaczył, że „sytuacja by bardzo skomplikowała procedowanie całej ustawy, dlatego opinia resortu rozwoju jest negatywna”. Po konsultacjach z Ministerstwem Finansów uznano, „że 3,5 mld zł jest kwotą, którą budżet państwa jest w stanie znieść”.

O bonie turystycznym i innych rządowych projektach pisze dziś na Polityka.pl Joanna Solska: „Obdarowani bonami i dodatkami mają się ucieszyć i zdążyć oddać głos na Dudę. Wszelkie niedoróbki wyjdą na jaw już po wyborach, a wtedy na reklamacje będzie za późno”.

SejmAdam Guz/Kancelaria Prezesa RMSejm

PiS zmienia regulamin Sejmu

Posłowie w piątek zajęli się też przygotowanym przez PiS projektem zmiany w regulaminie Sejmu. Chodziło o wykreślenie przepisu stanowiącego, że posiedzenia tej izby, komisji i podkomisji sejmowych przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej mogą się odbywać tylko do 30 czerwca. PiS zdecydował, że opcja pracy zdalnej dla posłów w określonych sytuacjach zostanie wprowadzona na stałe będzie.

Kazimierz Smoliński (PiS) w piątek w Sejmie podkreślał, że projekt uchyla przepisy mówiące o czasowej możliwości zwoływania zdalnych posiedzeń przez marszałka. Zaznaczył, że wprowadzając możliwość zdalnej pracy izby w marcu, wnioskodawcy wychodzili z założenia, że po kilku miesiącach skończy się epidemia koronawirusa. „Niestety wbrew niektórym politykom rząd nie wie, kiedy ten stan pandemii się skończy. Projektowane rozwiązanie zmierza do tego, aby w sytuacji, w której występują przesłanki, czyli wystąpienie stanu nadzwyczajnego albo stanu epidemii, marszałek Sejmu miał prawo zastosować te przepisy i zwoływać posiedzenia w sposób zdalny. W pełni aprobujemy to rozwiązanie” – mówił Smoliński.

Stanowisko Koalicji Obywatelskiej zaprezentowała Iwona Śledzińska-Katarasińska. Zauważyła, że przedstawiciele innych zawodów, jak lekarze, fryzjerzy czy urzędnicy, mogą wrócić do normalnego trybu pracy, inaczej niż posłowie. „W Sejmie jest taka lepsza grupa, lepszy sort”, dodała. Od decyzji marszałek Sejmu zależy zwoływanie komisji, a na ich posiedzenia wciąż nie mogą przychodzić eksperci i przedstawiciele strony społecznej – mówiła Śledzińska-Katarasińska. „To się staje Sejm niemy i proszę mi nie mówić, że to bezterminowe przedłużenie, które wymyśliliście w trosce o zdrowie. Państwu Sejm nie jest do niczego potrzebny. (…) Opozycja nie zabiera głosu, nie piętnuje, opozycja nie składa wniosków, opozycji nie ma. Państwo potraktowaliście Sejm jak gospodarstwo pomocnicze rządu” – mówiła posłanka KO.

W dwóch gminach wybory tylko korespondencyjne

„W kilku gminach, nie tylko ze Śląska, przeprowadzane będą wybory wyłącznie korespondencyjne” – zapowiadał w piątek w Radiu WNET minister zdrowia Łukasz Szumowski. Po południu przekazał PKW rekomendacje, by taka forma wyborów obowiązywała w dwóch gminach, w których tzw. wskaźnik zapadalności na COVID-19 przekracza 100 na 10 tys. mieszkańców.

Chodzi o gminy: Baranowo (woj. wielkopolskie) oraz Marklowice (woj. śląskie). „Obie należą do powiatów, w których notujemy wysoki wskaźnik liczby aktywnych przypadków, tj. powiatu kępińskiego oraz powiatu wodzisławskiego” – czytamy w komunikacie Ministerstwa Zdrowia.

W sprawie rekomendacji jeszcze wczoraj zebrała się Państwowa Komisja Wyborcza. Po posiedzeniu, w którym brał udział minister Szumowski, przewodniczący PKW Sylwester Marciniak powiedział, że w Baranowie wyborców uprawnionych do głosowania jest ok. 6 tys., a Marklowicach – ok. 4 tys. W Baranowie z głosowania korespondencyjnego wyłączony będzie jeden obwód, utworzony na oddziale leczniczo-rehabilitacyjnym w Grębaninie.

Sztab PiS pozywa Trzaskowskiego

„Domagamy się sprostowania kłamstwa, które kandydat KO Rafał Trzaskowski wypowiedział na jednym z wieców wyborczych” – oświadczył pełnomocnik sztabu prezydenta Krzysztof Sobolewski, który złożył w tej sprawie pozew w trybie wyborczym. Nie chciał wskazywać, o jakie domniemane kłamstwo chodzi, by „nie ułatwiać pracy sztabowi” kandydata KO.

Sobolewski z czasem doprecyzował, że chodzi o wypowiedź z niedzieli 14 czerwca we Wrocławiu. Trzaskowski mówił na spotkaniu z wyborcami, że „dzisiaj milion osób straciło pracę”. Sztab Andrzeja Dudy czeka na wyznaczenie daty posiedzenia.

„Rządzący składają pozew i nawet nas nie informują, o czym ma być. Jeszcze o takiej sytuacji nie słyszałem. To pokazuje, że w szeregach rządzących jest po prostu absolutny, totalny chaos” – komentował Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski we WrocławiuTomasz Pietrzyk/Agencja GazetaRafał Trzaskowski we Wrocławiu

Zgodnie z prawem sąd okręgowy rozpoznaje wniosek złożony w trybie wyborczym w ciągu 24 godzin. Przez kolejne 24 godziny strony mogą złożyć zażalenia do sądu apelacyjnego (który także ma 24 godziny na procedowanie). Postanowienie sądu drugiej instancji podlega natychmiastowemu wykonaniu, stronom zaś nie przysługuje już skarga kasacyjna.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ile mamy płci?

Rozmowa z dr n. med. Aleksandrą Jodko-Modlińską, psychologiem i seksuologiem, o nieoczywistej tożsamości płciowej.

Paweł Walewski
08.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną