Kraj

Aborcja według PiS. Kulminacja absurdów i przekłamań

Strajk kobiet w Rzeszowie, 2 listopada 2020 r. Strajk kobiet w Rzeszowie, 2 listopada 2020 r. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Orzeczenie TK, nowela p. Dudy i werbalne poczynania polityków dobrej zmiany broniące tych przedsięwzięć są wyjątkowym przejawem głupoty prakseologicznej.

Art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1993 r. (dalej art. 4a.1.2) stanowi, że aborcja jest możliwa, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Konstytucja z 1997 r. mówi (art. 38): „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.

Z tego tekstu nie da się wydedukować, że art. 4a.1.2 jest niezgodny z art. 38. Ten drugi jest schematem, który trzeba dopiero uzupełnić konkretną treścią. TK przyjął, że płód jest człowiekiem od momentu poczęcia, tj. uznał, że kanon 2274 Kodeksu prawa kanonicznego („Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia, powinno się bronić jego integralności, troszczyć się o niego i leczyć go w miarę możliwości jak każdą inną istotę ludzką”) obowiązuje w prawie polskim, co jest niebywałym skandalem ustrojowym.

Nic nie zmieni się przez dodanie (TK tak uczynił) art. 30 i art. 31.3 konstytucji: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”; „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie […] dla ochrony […] zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”.

Trybunał Przyłębskiej zadziałał jak torpeda

Nie jest tak, jak mówi p. Kaczyński, że wyrok TK „jest całkowicie zgodny z konstytucją, co więcej, w świetle konstytucji innego wyroku w tej sprawie być nie mogło”. Pierwsze zdanie jest o tyle trafne, że orzeczenie TK jest logicznie niezależne od art. 38, ale ani ono, ani jego negacja nie wynika z konstytucji, a jeśli tak, to mogło być inne. Pan Morawiecki opowiada, że TK musiał zająć stanowisko wobec wniosku grupy posłów. Tak, ale nie takie, jakie zajął, nie mówiąc już o tym, że mgr Przyłębska mogła zarządzić zmianę terminu rozprawy, odroczenie wejścia w życie orzeczenia, a wnioskodawcy – wycofać sprawę. Nic takiego się nie stało, nawet w obliczu oczywistego pojawienia się masowych protestów. Natomiast mgr Przyłębska zadziałała jak torpeda w sprawie wniosku o uznanie niekonstytucyjności przepisu o Rzeczniku Praw Obywatelskich umożliwiającego pełnienie funkcji po upływie kadencji – wniosek wpłynął 15 września, rozprawę wyznaczono na 20 października, ale przełożono na 19 listopada.

Dobrozmieńcy okrutnie troskają się o to, że nie będą w stanie wybrać nowego RPO, a więc chcą znowelizować przepisy, aby można było powołać p.o. rzecznika. Jak zaznaczyłem w poprzednim felietonie, władza jest odpowiedzialna za skutki demonstracji, nawet biorąc pod uwagę, że zgromadzenia zapewne spowodują przyspieszenie pandemii. Twierdzę nawet więcej: cała afera aborcyjna została wymyślona po to, aby winą za ewentualny przyrost zakażeń obciążyć opozycję i protestujących.

Świadczą o tym dobrozmienne filipiki, przekazy dnia i propagandowa aktywność TVP Info w stylu „Kur wie lepiej”, a także wypowiedź p. Porowskiej, posłanki PiS: „Zamknięcie cmentarzy to dobra decyzja premiera Morawieckiego. Za przyrost zakażeń nie będą odpowiadały osoby odwiedzające groby bliskich, a tylko protestujący i politycy PO i Lewicy, którzy ich do tych protestów podrzegają [sic]”. Prostolinijność p. Porowskiej jest równie urzekająca (pardon – użekająca) jak podrzeganie (pardon – podżeganie).

Notabene tłumaczenie p. Morawieckiego, dlaczego zamknął cmentarze na dwa dni przed 1 listopada, jest żenujące. Wyjaśnił to oczekiwaniem do ostatniej chwili na znaczący spadek zakażeń. Niby „sielny” bankster, a opowiada takie dyrdymały, pomijając już niebywałe świństwo zrobione producentom i handlarzom akcesoriami przygotowanymi na święta.

Czytaj też: Rewolucja i pandemia. Strajk Kobiet może się tu wykazać

Duda, jaki jest, każdy widzi

Okazało się, że trzeba coś zrobić z rozlanym mlekiem. Na ratunek wezwano p. Dudę, rutynowanego matacza prawniczego (por. ułaskawienie p. Kamińskiego i p. Wąsika, mianowanie mgr Przyłębskiej i innych osób do TK, sztuczne weto w sprawie tzw. ustaw sądowych). Szczególnie pikantna jest sprawa odesłania do kontroli przez TK ustawy o ujawnianiu majątku osób publicznych. Pan Duda podjął decyzję 21 października 2019 r. Sprawa do dzisiaj nie jest rozstrzygnięta, a nawet nie jest dla niej wyznaczona wokanda.

Wniosek grupy posłów w sprawie aborcji został skierowany do mgr Przyłębskiej 19 listopada 2019 r. (czyli miesiąc później) i po zwłoce spowodowanej wyborami został rozpatrzony 22 października 2020 r. Jest tajemnicą poliszynela, że odesłanie projektu ustawy „majątkowej” do zamrażarki „konstytucyjnej” było podyktowane zapewnieniem harmonii w rodzinie Handlującej Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym i być może jegomościa organizującego zakup niesprawnych respiratorów od handlarza bronią.

To matactwo bezpośrednio obciąża p. Dudę. A teraz tenże czasowy rezydent Pałacu Namiestnikowskiego, prezentujący raczej wątpliwą kondycję moralną i polityczną, zabrał się do zażegnania konfliktu wokół zaostrzenia prawa aborcyjnego. Pan Duda podjął inicjatywę ustawodawczą (otrzymał polecenie?). Oto jego pomysł: „Uwzględniając wskazania Trybunału, projekt ten przewiduje wprowadzenie nowej przesłanki, która przywraca możliwość przerwania ciąży, w sposób zgodny z zasadami Konstytucji RP, jedynie w przypadku wystąpienia tzw. wad letalnych, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się martwe albo obarczone nieuleczalną chorobą lub wadą, prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka, bez względu na zastosowane działania terapeutyczne”.

Stosowny wniosek został złożony w piątek 30 października, a więc bardzo szybko po jego zapowiedzi. Pan Duda zadziałał z prędkością tajfunu, ponoć prowadząc konsultacje z lekarzami (przypuszczalnie p. Pinkas odegrał ważką rolę, na pewno radząc z lodem w majtkach) i prawnikami (porada nowej doradczyni społecznej w Kancelarii Prezydenta? Jurystów p. Dery i p. Muchy?) – oświadczenie p. Dudy zostało też poprzedzone zwyczajnym łgarstwem, że pomysł ma poparcie społeczne.

Nieprawda, większość Polaków (70 proc.) jest za utrzymaniem dotychczasowego kompromisu aborcyjnego, a ok. 40 proc. za liberalizacją warunków dopuszczalności aborcji. Jeśli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości w sprawie sylwetki p. Dudy w kontekście jego walorów etycznych, powinien przejrzeć na oczy, bo koń, jaki jest, każdy widzi.

Czytaj też: Czemu służą badania prenatalne?

Małe piwo przed śniadaniem

Z prawniczego punktu widzenia oświadczenie p. Dudy jest kuriozalne. Tenże doktor nauk prawnych, żeby było śmieszniej, robiący w prawie administracyjnym, nie dostrzegł, że TK orzekł, co następuje: „Art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (...) jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji (...)”.

Tak więc TK nie skorzystał z art. 35 ustawy z 2016 r. o postępowaniu przed TK stanowiącym: „Trybunał sygnalizuje Sejmowi i Senatowi oraz innym organom stanowiącym prawo istnienie uchybień i luk w prawie, których usunięcie jest niezbędne do zapewnienia spójności systemu prawnego Rzeczypospolitej Polskiej”.

Możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada, że orzeczenie TK zostanie opublikowane, a wtedy art. 4a.1.2 przestanie obowiązywać. Wtedy pomysł p. Dudy nie może być użyty, bo byłby sprzeczny z decyzją TK. Można by ewentualnie jeszcze raz sprawę przekazać do TK, ale wtedy sąd konstytucyjny powinien ją odrzucić jako rzecz wcześniej rozstrzygniętą lub zmienić swoje wcześniejsze orzeczenie, popadając w oczywistą sprzeczność.

Po drugie, orzeczenie nie zostanie opublikowane, ale wtedy Kancelaria Prezesa Rady Ministrów złamie prawo. Wprawdzie dla p. Dworczyka to furda (małe piwo przed śniadaniem, jak prawił dozorca z serialu „Dom”), ale byłby to obciach, zważywszy na zapasy teamu Szydło–Kempa z publikacją orzeczeń poprzedniego TK, ale orły(lice) intelektu typu p. Dudy i mgr Przyłębskiej nie takie trudności pokonywali na zlecenie Srebrnego Dewelopera, więc bez szemrania jeszcze raz złamią prawo, tłumacząc, że kierowali się własnym sumieniem, czystym, ale rozciągliwym, by użyć aforyzmu Leca. Tak czy inaczej, rację miał p. Kieres w zdaniu odrębnym, że art. 4a.1.2 może być odrzucony tylko drogą legislacji.

Czytaj też: Dlaczego Kaczyński stosuje kretynizm prawniczy?

Polska w zacnym gronie przeciwników aborcji

Nowela p. Dudy jest wadliwa logicznie. Już oryginalna wersja art. 4a.1.2 zawiera wątpliwy termin „wysokie prawdopodobieństwo”. Użycie tego terminu wobec jednostkowego przypadku jest pewną metaforą matematyczną, ale da się jej bronić jako znaczącej, że wedle uzasadnionego przekonania specjalistów będzie tak a tak. Pan Duda rzecz zagmatwał przez użycie zwrotu „prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka”, a więc sformułowania wyjątkowo nieostrego i niejasnego.

Projekt nowelizacji wskazuje też na wyraźną niekonsekwencję jej autora. Pan Duda epatował tym, że nigdy nie zgodzi się na aborcję eugeniczną. Wprawdzie użycie tego pojęcia jest niezgodne z tym, co rozumie się przez eugenikę (perorowanie o aborcji eugenicznej jest niskim zabiegiem retorycznym mającym na celu zdyskredytowanie zwolenników liberalniejszego prawa aborcyjnego), ale sam właśnie proponuje dopuszczenie przerywania ciąży z powodów, które odrzuca. Wprawdzie nie poczuwam się do bycia w prawie do oceny katolickiej prawowierności p. Dudy, ale dla porządku zauważę, że jego propozycja jest niezgodna z cytowanym kanonem 2274.

Warto zauważyć, że RP podpisała (przeogromny sukces p. Rau) tzw. konsensus genewski, zawierający zdecydowane postulaty antyaborcyjne. Oto niektórzy dalsi sygnatariusze – Bahrajn, Białoruś, Brazylia, Kamerun, Demokratyczna Republika Konga, Gambia, Haiti, Węgry, Indonezja, Irak, Kenia, Niger, Pakistan, Arabia Saudyjska, Uganda i Stany Zjednoczone. Obecność tego ostatniego kraju jest rezultatem kampanii przedwyborczej p. Trumpa – Polska znalazła się w zaiste doborowej i reprezentatywnej drużynie współczesnych państw „demokratycznych”. Szkoda, że p. Waszczykowski nie podpisał konsensusu w imieniu San Escobar.

Pisia chytrość i świadomość prawna

Pan Morawiecki bardzo ciepło powitał inicjatywę p. Dudy: „Prezydent zaproponował ustawę, która w praktyczny sposób rozwiązuje dylematy i wątpliwości podnoszone ostatnio w przestrzeni publicznej; jesteśmy gotowi bardzo szybko tę ustawę wdrożyć”. Deklaracja, że propozycja p. Dudy „w praktyczny sposób rozwiązuje dylematy i wątpliwości”, jest wręcz urocza z uwagi na postulaty protestujących.

Ważniejsze, że p. Morawiecki nie ma pojęcia o prawnych aspektach tego, co „jesteśmy gotowi bardzo szybko (...) wdrożyć”. Podobnie utrzymuje p. Gowin, z zawodu minister (a ostatnio także wicepremier), niegdyś sprawiedliwości, a obecnie (niedo)rozwoju, wieszczący, że „jedynym wyjściem z tej patowej sytuacji, biorącym pod uwagę różne wrażliwości, jest projekt przedstawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę – zmierzający w tym samym kierunku, który przed tygodniem wskazało Porozumienie”.

Może jestem zbyt wymagający, ale takowe (bez)myśli nie świadczą o nadmiernie rozwiniętej świadomości prawnej. Głos zabrała również jego wychowanka polityczna, tj. p. Emilewicz: „Widzę, że moja wypowiedź o ograniczeniu wolności kobiety wolnością dziecka wzbudza ogromne emocje. Kobiety w ciąży zmieniają nawyki żywieniowe, nie piją alkoholu – właśnie ze względu na dobro dziecka”. Wypowiedź jest zachwycająca z mojego zawodowego punktu widzenia, gdyż wreszcie poznałem „właściwe” rozstrzygnięcie problemu, jak działa dialektyka wolności od czegoś i do czegoś. Wprawdzie to rozwiązuje tylko jeden konkretny przypadek, ale, jak dowodzą długie dzieje filozofii, to także wielki sukces.

Pani Emilewicz ma coś także do powiedzenia w sprawie publikacji orzeczenia TK: „Mamy zgłoszony do Sejmu projekt legislacji, który wprost odnosi się do orzeczenia TK, wydaje się, że szef RCL [Rządowego Centrum Legislacji] może podjąć decyzję o odsunięciu publikacji, [bo] procedowana jest ustawa, która konsumuje jakoś wyrok TK. To moja prywatna opinia”. Wyjątkowo durna teza, nawet jako prywatna, bo szef RCL nie ma kompetencji do ogłaszania orzeczeń TK. Pan Dworczyk sekunduje p. Emilewicz i coś tam opowiada o roli RCL (szef tego zacnego koncylium ma się wypowiedzieć), ale to też mataczenie. Tymczasem minął już termin publikacji orzeczenia TK – szef RCL i jego zwierzchność milczą (nie)wymownie. A więc jeśli tzw. dobra zmiana kradnie, to OK, ale jeśli jej kradną, to bardzo źle. Ale może tak ma być w systemie pisiej chytrości?

Czytaj też: Pokolenie, które stanęło do walki z władzą i Kościołem

Covid i ciąża

Cała dyskusja wokół orzeczenia TK dotyczy ok. 1200 legalnych aborcji w Polsce. Badania wykazują, że każdego roku co najmniej 100 tys. Polek przerywa ciążę nielegalnie. Nikt nie pyta, dlaczego to czynią. A może niektóre są zmuszane? A może boją się ostracyzmu ze strony otoczenia wychowanego po katolicku? A może nie mają wiedzy, jak uniknąć ciąży? Wiadomo, że najmniej przypadków aborcji jest w krajach o liberalnym prawie aborcyjnym i wysoko rozwiniętej oświacie seksualnej. Cóż, Polska ma się stać wzorem dla świata np. z 800 przypadkami aborcji legalnych i, powiedzmy, 120 tys. nielegalnych. Paradne!

Nie wiadomo, jakie skutki na przebieg ciąży będzie miała epidemia covid-19. Chociażby z tego powodu wypadałoby poczekać z zaostrzaniem prawa aborcyjnego. W tej sytuacji orzeczenie TK, nowela p. Dudy i werbalne poczynania broniące tych przedsięwzięć są wyjątkowym przejawem głupoty prakseologicznej, niezależnie od pozycji społecznej i politycznej jej promotorów.

PS Podana liczba wykrytych zakażeń spadła o 30 proc. od 31 października do 2 listopada przy 65 tys. testów w tym ostatnim dniu, ale 3 listopada znowu sięgnęła blisko 20 tys. (także 65 tys. testów). Takie fluktuacje są trudne do wyjaśnienia, chyba że mamy do czynienia z partactwem w testowaniu. Zakładając, że 3 listopada jest pierwszym dniem, gdy wyraźny wzrost zakażeń mógł być wynikiem protestów, można spodziewać się informacji o takiej treści: „Rząd zareagował jak należy i sprawił, że sytuacja została opanowana (wyraźny spadek w ciągu kilku dni), ale nieodpowiedzialna opozycja i lewackie protesty znacznie podniosły zagrożenie epidemiologiczne. I kto winien?”.

O ile większa liczba zakażeń jest prawdopodobna z powodu „spacerów”, o tyle gwałtowne zmniejszenie liczby wykrytych przypadków na przełomie października i listopada – nie. Jeśli mam rację, to gotowana jest propagandowa zagrywka dla „udokumentowania” wspaniałości rządu i niecności jego przeciwników. Jasne jak słońce i proste jak parasol.

Czytaj też: 13 postulatów Strajku Kobiet. O co walczą?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak kwarantanna odbije się na naszym zdrowiu

Siedzimy na huśtawce społecznej i politycznej. Z jednej strony dyscyplina sanitarna, z drugiej masowe manifestacje oraz bandyckie rozróby na ulicach. Chaos, bezładne poczynania władzy, jak zapowiedź tzw. narodowej kwarantanny, wzmacniają nasz niepokój.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną