Kraj

Sezon ogórkowy na kawały, media i „sprawiedliwość”

Protest w obronie polskich mediów w Poznaniu, 13 lutego 2021 r. Protest w obronie polskich mediów w Poznaniu, 13 lutego 2021 r. Tomasz Kluczyński / Forum
Zapowiadana praktyka wdrażania „wolności”, „pluralizmu” i „niezależności” mediów przez PiS ma wyraźny związek z próbami przejęcia sądów przez ten obóz.

Zdarzyło się, że pewna babcia oglądała 10 lutego 2021 r. w TVP Info, w towarzystwie wnuczka będącego w klasie maturalnej, program prowadzony przez p. Ogórek, niegdysiejszą kandydatkę na urząd prezydenta RP. Niedoszła głowa państwa błysnęła wyszukanym humorem: „W internecie krąży dowcip, że dzisiaj spełnił się najczarniejszy sen Rafała Trzaskowskiego: włączył rano telewizor, a tam tylko kanał TVP Info”.

Babcia rzekła do wnuczka: „Jak wprowadzą podatek od mediów, to będziesz oglądał tylko takie panie na wizji”. „Takie ładne, jasnowłose?” – zapytał chłopak. „Nie, takie mądre” – wyjaśniła starsza pani. „A, to lecę protestować” – zawołał maturzysta.

Pani Ogórek, kwalifikowana noxolożka (od łacińskiego nox, oznaczającego sen, a także chaos, np. myślowy), z typową rzetelnością mediów bezgranicznie oddanych władzy zredukowała historyjkę o babci i wnuczku do zacytowanej sentencji o somniologicznym (od słowa somnium – też sen) doznaniu p. Trzaskowskiego. To pokazuje, że wbrew tytułowej metaforze wcale nie mamy do czynienia z sezonem ogórkowym na kawały polityczne.

Czytaj też: Protest mediów okazał się skuteczny

TVP demonstruje niezależność

Kilka innych swoiście dowcipnych wypowiedzi dobrozmieńców też jest godnych uwagi. Oto trzy. Pan Ozdoba, przyboczny p. Zbyszka (pardon za poufałość), wyznał: „My te propozycje [podatków od mediów] akceptujemy, ale wcześniej chcemy się z nimi zapoznać”. Czy nie szkoda czasu na poznawanie, skoro i tak przyjmuje się je do akceptującej wiadomości?

Przypomniano też zapytanie p. Holeckiej, szefowej „Wiadomości” TVP1, skierowane do p. Dudy przed II turą wyborów prezydenckich: „Co zrobić, żeby pan wygrał?”. Ta ujmująca demonstracja niezależności i bezstronności, aczkolwiek, jak wszystko na to wskazuje, wypływająca z poczucia obowiązku odpracowania 2 mld zł zapomogi danej jej pracodawcy przez Lokatora Pałacu Namiestnikowskiego, jest kontynuowana w postaci selekcji zaproszeń do udziału w programach TVP czy „wygumkowywania” symboli WOŚP i Strajku Kobiet w programach tegoż medium.

Pan „Obatel” Czarnecki zapytany o ocenę doniesienia, że Trzaskowski zamierza oddać pieniądze Żydom i w ten sposób pozbawić polskie rodziny 500 plus, wytłumaczył, że takie są realia kampanii wyborczej. Analogia z praktykami PRL jest niemal kompletna, ale p. Czabański, szef Rady Mediów Narodowych, organu odpowiedzialnego za rzetelność mediów publicznych, nie przejmuje się tym. Czyżby wrócił do korzeni, tj. pracy w „Sztandarze Młodych” w latach 1967–68, gdy pismo demaskowało syjonistów i rewizjonistów?

Media trzeba dyscyplinować!

Jednym z obecnie wiodących tematów jest podatek od mediów. Wprawdzie nie wiadomo, czy zostanie wprowadzony, ponieważ Porozumienie Jarosława Gowina deklaruje sprzeciw, ale warto przyjrzeć się dobrozmiennej propagandzie w całej sprawie, bo jest modelowa dla praktyk uosabianych przez p. Kurskiego (Jacka). TVP miała wyjątkową uciechę z powodu protestu pod hasłem „Media bez wyboru”. Oto próbki produkcji jej harcowników.

Tandem w składzie p. Liziniewicz (także „Gazeta Polska”) i p. Rachoń wyjawił: „Koncerny medialne trzeba dyscyplinować, bo chcą pełnić rolę polityczną, cenzurując informacje. Pamiętamy skandal z zamknięciem konta @ipngovpl. Podatek medialny uderzy w największych, ale narracja wskaże na zamordyzm rządu”. Autorzy „zapomnieli” dodać, że Facebook przeprosił za zamknięcie wspomnianego konta i wyjaśnił, że stało się to omyłkowo.

Pan Manasterski: „Powiem z sarkazmem – to, że pewne media są dziś wyłączone, to tylko lepiej dla Polski i Polaków, którzy mają dostęp do wyłącznie rzetelnej informacji. Protestują głównie media z kapitałem zagranicznym, nastawione wyłącznie na zysk”. Też urocze.

Na paskach (dez)informacyjnych można było przeczytać: „Koncerny medialne traktują Polskę jak kolonię”, „Niemieckie media dla Polaków nie chcą płacić składki na polską służbę zdrowia, kulturę i zabytki”, „Szefowie medialnych koncernów zarabiają miliony, ale zyskami nie chcą dzielić się z Polakami”.

Czytaj też: „Media bez wyboru”, protest bez precedensu

Polskie media z obcym kapitałem

Temat „germański” powstał od razu jak Feniks z popiołów (aż dziw, że nie odgrzano żydowskiego). Pan „Caryca” Suski, znany ekspert od problematyki zaborów, zapodał: „Niemcy są wzorcem dbałości o praworządność w Polsce i mają długą tego tradycję. Kiedyś egzekucje, dziś ONET!”, ale przypuszczalnie spietrany perspektywą sprawy sądowej usunął tę perełkę z Twittera. W szranki wstąpił także p. (Michał) Karnowski, robiący za eksperta w TVP: „Mamy do czynienia, w mojej ocenie, z obroną interesów ekonomicznych potężnych koncernów nie tylko medialnych, do czego one mają prawo – chcę to jasno powiedzieć, ale z użyciem środków, które sugerują Polakom rzekome zagrożenie dla demokracji, dla wolności słowa, co już w mojej opinii jest nadużyciem”. Ot, taki Michałek o związku prawa z nadużyciem.

Ktoś zamieścił w internecie ogólną formułę stanowiska, którego próbki zostały wyżej przedstawione. Jest ona taka: „Dlaczego ta »demokratyczna« prasa, uzależniona od ośrodków zagranicznych, nie dostrzega tego, jak wspaniale zmieniamy ten kraj? Dlaczego nie potrafi dostrzec, jak wiele pomocy dają nasze programy socjalne, jak przywracamy moralność po bałaganie poprzedników?”. Wypowiedział je 87 lat temu minister propagandy ościennego kraju, gdy uzasadniał postulat nacjonalizacji środków masowego przekazu.

Czytaj też: Intrygi na dworze prezesa

Francja i Włochy wchodzą do Polski

Zaciekłość tej propagandy sugeruje, że chodzi o sprawę poważną – akcja „Media bez wyboru” miała w tle obawę, że chodzi o orbanizację mediów (niektórzy mówią o madziaryzacji lub, za Jego Ekscelencją, o Budapeszcie w Warszawie), czyli doprowadzenie niektórych z nich do bankructwa, a potem przejęcie przez podstawionych biznesmenów w rodzaju p. Obajtka, byłego burmistrza Pcimia, absolwenta Prywatnej Wyższej Szkoły Ochrony Środowiska, wypromowanego przez PiS na szefa Orlenu. Celem ma być wyeliminowanie źródeł informacji publicznej niezależnych od władzy, a konsekwencją – ograniczenie wolności słowa.

Dobrozmieńcy utrzymują, że nie ma jeszcze nawet projektu ustawy wprowadzającej podatek medialny, więc protesty są nie na miejscu. Wygląda jednak na to, że akcja „Media bez wyboru”, a jeszcze bardziej obstrukcja Porozumienia, zrobiły swoje, tj. skłoniły do przedstawiania pomysłu opodatkowania mediów jako będącego w fazie dopiero koncepcyjnej.

Wszystko wskazuje na to, że to ściema, gdyż szczegóły zostały już ustalone, aczkolwiek są kamuflowane z typową pisią chytrością. Pan Morawiecki na jednej z konferencji prasowych zapewniał, że chodzi o tzw. daninę solidarnościową, czyli przekazanie części dochodów bogatych podmiotów medialnych na godziwe cele społeczne (50 proc. ma trafić do NFZ, 35 proc. do Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, a 15 proc. do Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków). Zapytany o to, kto ma płacić, podał Amazon jako przykład, ale w ogóle nie wspomniał, że daninę mają płacić również stacje radiowe, telewizyjne i tygodniki. W bardziej szczerych enuncjacjach dobrozmieńców nie mówi się o daninie, tylko o podatku, z dodaniem moralizującej uwagi, że podatki muszą płacić wszyscy.

Czytaj też: Duszenie mediów metoda „na Unię”

Tymczasem media płacą podatki, i to całkiem spore. Przeto ma być tak, że obecny wymiar podatku zostanie powiększony o odrębny punkt, mianowicie wpływy z reklam, aczkolwiek obecnie są one również wliczane do podstawy należności fiskalnych. Pomysłodawcy podatku twierdzą, że to żadna madziaryzacja, a tylko europeizacja, ponieważ, jak to ujął p. Soboń (wicemacher od aktywów państwowych, a więc przyboczny p. Sasina, a to już źle wróży), nowe zasady wprowadzają Austrię, Francję czy Włochy do Polski.

To jednak kolejna ściema – faktycznie w wielu krajach Amazon czy Google są specjalnie opodatkowane, ale nie dotyczy to telewizji, radia czy prasy.

Czytaj też: PiS, czyli „przyrodzone pany”

PiS daje przykład swobody wypowiedzi

Cała operacja jest otulona typowym lukrem moralnym, co już zresztą wyraźnie widać w przytoczonych wyżej wypowiedziach. Pan Morawiecki zapewnia, że rządowi nie chodzi o pieniądze (jakieś 700–800 mln zł to przecież niemal nic w skali budżetu państwa), ale o sprawiedliwość (bogaci muszą płacić więcej). Nie bardzo się to trzyma kupy, bo jeśli tak, to projekt podatku nie ma większego sensu, chyba że p. Morawiecki, podobnie jak jego bezpośredni protoplasta, kolejny raz chce powiedzieć, że nie chodzi mu o prawo, ale o Sprawiedliwość Prawdziwą, tj. utwierdzającą dalszą implementację tzw. dobrej zmiany.

Oto wypowiedzi szefa Gremium (przypominam, że ta nazwa oznacza rząd nieistniejący nawet teoretycznie, tj. niedziałający na rzecz państwa jako całości): „Projekt w żaden sposób nie ograniczy swobody wypowiedzi i nie uderzy w medialny pluralizm. Wręcz przeciwnie. Może złamać oligopol międzynarodowych molochów, które dominują na polskim rynku mediów, co powoduje histeryczną reakcję środowisk czerpiących korzyści z tego zoligopolizowania przekazu medialnego pod jedno dyktando”.

Basuje mu p. Duda, utrzymujący, że protestującym nie chodzi o wolność, jeno o pieniądze. Pan Morawiecki dodaje: „Rząd Zjednoczonej Prawicy wielokrotnie dawał przykład przywiązania do wartości swobodnej i nieskrępowanej debaty w mediach, szczególnie internetowych. Na forum UE protestowaliśmy, w opozycji do wielkich koncernów medialnych, które dzisiaj rzekomo bronią wolności, przeciwko wprowadzeniu obowiązkowych filtrów treści w internecie na mocy dyrektywy prawnoautorskiej, tzw. ACTA2”.

Powoływanie się na ACTA2 jest w tym kontekście bez sensu, bo dotyczy mediów społecznościowych, a nie komercyjnych, nie mówiąc już o tym, że próby opanowania nadużyć w tych pierwszych są odpowiedzią na dość rozpowszechnione postulaty płynące z wielu środowisk. To, że PiS jest przeciwny ACTA2, bierze się stąd, że prawdopodobnie inspiruje lub nawet organizuje grupy hejterów wspierające propagandowe poczynania tej partii. Parlament Europejski przegłosował stosowne rozwiązania i na tym sprawa kończy się w skali UE. Mieszanie ochrony praw autorskich w internecie z wolnością wypowiedzi jest świadectwem tego, że p. Morawiecki nie rozumie (lub udaje), o co chodzi.

Czytaj też: Jak obejść PiS z dwóch stron i wygrać

Kierunek: Węgry

Dalszym przejawem krętactwa dobrozmieńców jest żonglowanie terminem „media publiczne”, który jest odnoszony zarówno do TVP (też ma płacić, ale przemilcza się, że jest sowicie dotowana przez państwo), jak i stacji komercyjnych, które utrzymują się z własnych dochodów.

Analitycy nie mają wątpliwości, że władza chce wyeliminować niezależne źródła z życia publicznego. Tak jak stało się na Węgrzech, gdzie Klubrádió, ostatnia duża niezależna rozgłośnia, niedawno straciło koncesję. Kraina Orbána okupuje 89. miejsce w rankingu wolności prasy prowadzonym przez World Press Freedom Index za 2020 r., a Polska zajmuje w nim pozycję 62. – m.in. za Urugwajem, Ghaną, Trynidadem i Tobago, Burkina Faso, Senegalem, Chile, Madagaskarem, Tunezją, Kirgistanem i Haiti. Spadła o 44 miejsca od 2015 r. Wygląda na to, że ambicją tzw. dobrej zmiany jest dogonienie, a może nawet wyprzedzenie bratanków z Budapesztu. A p. Duda prawi (w TVP Info, bo gdzieżby indziej): „Akurat jeżeli chodzi o wolność słowa, to wydaje mi się, że problemów z tym nie ma. Jest na pewno większa niż przed 2015 r., kiedy ABW wchodziła do redakcji tygodnika »Wprost«, żeby zabrać taśmy, na których nagrano polityków PO. (...) Wolności słowa w Polsce nie brakuje, można krytykować wszystkich: prezydenta, rządzących, wszyscy są krytykowani”.

Wszelako Przebrany za Strażnika Konstytucji zapomniał dodać, że ABW działała z powodu nielegalnych nagrań, które mogły zawierać tajne informacje (to nie umniejsza głupoty tych, co bajczyli w knajpie o ewentualnych tajemnicach państwowych i dali się nagrać), a nie po to, aby deprecjonować wolność mediów. Nawet jeśli można krytykować wszystkich, to na pewno nie wszędzie, np. nie w TVP. Pan Héjj z Instytutu Europy Środkowej, redaktor naczelny portalu kropka.hu, zauważył: „Jeśli w Polsce minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił, że w zasadzie wszystko jest pod kontrolą, a dziennikarze by wątpili, to wedle węgierskiego prawa mogliby już podpadać pod paragraf, ponieważ szerzą niepokój społeczny. Dziennikarze na Węgrzech de facto sami przestają pisać i interesować się niektórymi rzeczami. Chyba że mają całkowitą niezależność, bo mają finansowanie z crowdfundingu”.

I to dobitnie wskazuje kierunek ewolucji poczynań dobrozmieńców w sprawie wolności mediów. Pan Macierewicz wyjawił, że wzorem mediów niezależnych są TVP Info, Telewizja Trwam i Radio Maryja, gorąco popierające pomysł daniny „solidarnościowej”, bez wątpienia w nadziei na środki z Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów.

Czytaj też: Duda i szef GPW publikują w rosyjskich serwisach

Milczenie dziennikarzy, powolność sądów

Niewykluczone, że dobrozmieńcy pod przewodem Jego Ekscelencji skorzystają z odebrania koncesji, metody wypróbowanej przez Orbána. TVN, nazywana w TVP Info główną partią opozycyjną, czeka już ponad rok na odnowienie prawa nadawania audycji. Zapowiadana praktyka wdrażania „wolności”, „pluralizmu” i „niezależności” środków masowego przekazu przez tzw. dobrą zmianę ma wyraźny związek z próbami przejęcia sądów przez ten obóz.

Nie ma lepszych gwarancji dla ustawowego i indywidualnego bezprawia niż milczenie dziennikarzy i, gdy to nie wystarcza, powolność wymiaru sprawiedliwości. Tak jest w każdym systemie autorytarnym. W samej rzeczy analogie pomiędzy nowym polskim ładem (by użyć tego żargonu) w sferze humanistycznej (p. Kaczyński bardzo mocno podkreśla jej wagę) a PRL są uderzające. Tzw. dobra zmiana ma powody do dumy.

Czytaj też: Jak rodziła się współczesna polska prasa

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną