Kraj

Gdzieś w przyszłości Nowy Ład, ale dalej stary skład

Rząd PiS po rekonstrukcji, październik 2020 r. Rząd PiS po rekonstrukcji, październik 2020 r. Krystian Maj / Kancelaria Prezesa RM
Stary skład Zjednoczonej Prawicy trzyma się mocno i nie zasypia gruszek w popiele, aby pokazać, kto tu rządzi. I co im kto może zrobić?

„Ze względu na sytuację epidemiczną zdecydowaliśmy o przełożeniu prezentacji Polskiego Nowego Ładu, która miała odbyć się w najbliższą sobotę [20 marca]. (...) Rząd w tej chwili skupia się na walce z pandemią, gdyż życie i zdrowie Polaków jest najważniejsze” – poinformowała rzeczniczka partii p. Czerwińska.

Ta proklamacja dziwi, gdy porównać ją z wcześniejszą (z okolicznościowego spotu): „Polski Nowy Ład to nasz plan na czas po pandemii, w którym przedstawione zostaną przede wszystkim zamierzenia i propozycje dotyczące wielu dziedzin życia społecznego i gospodarczego. To nasza odpowiedź na rzeczywistość postcovidową. 20 marca bądźcie z nami!”.

Odroczony Nowy Ład

Sama zamiana Nowego Polskiego Ładu na Polski Nowy Ład nie ma większego znaczenia (będę posługiwał się skrótem NPŁ), ale trudno zrozumieć, dlaczego przedstawienie „naszego planu na czas po pandemii” zostało przesunięte z powodu sytuacji epidemicznej. Łatwo sobie wyobrazić prezentację online, dokonaną wspólnie przez Jego Ekscelencję i p. Morawieckiego, z konferansjerką p. Czerwińskiej i rzecznika rządu p. Müllera. Byłby to występ ku pokrzepieniu serc, gdyż naród dowiedziałby się, że ma świetlaną przyszłość (ponoć takie były założenia strategiczne).

Słyszymy również (nieoficjalna informacja z obozu tzw. dobrej zmiany): „Teraz i tak nie osiągnęlibyśmy efektu, który chcieliśmy osiągnąć, bo ludzie żyją zupełnie innymi rzeczami. Prezentując to na siłę, zrobilibyśmy sobie krzywdę i wytracilibyśmy potencjał, który ten program ma. (...) Szkoda, że nie wyszło, bo chcieliśmy w tym trudnym czasie wyjść z pozytywnym przekazem, dać ludziom nadzieję. Ważne było, żeby pokazać Nowy Ład przed świętami, bo tradycyjnie byłby to temat politycznych dyskusji w gronie najbliższych przy świątecznym stole. No ale nic z tego nie wyszło. Nie mogliśmy tego teraz zrobić, bo wszyscy wytknęliby nam, że ludzie umierają w szpitalach, a my prezentujemy swój nowy program. Nie wybronilibyśmy tego”.

Przełożenie prezentacji na czas po Wielkanocy jest racjonalne m.in. dlatego, że słówko „po” daje praktycznie nieograniczone możliwości. Zresztą może się okazać, że NPŁ już się odbył, aczkolwiek nie został zauważony, chociaż zakończył się wielkim, ba, nawet fenomenalnym sukcesem. Na razie jednak: pro futuro Nowy Ład, ale dobrozmieńców stary skład. I zachowuje się standardowo, o czym niżej.

Matematyka nie ustąpiła polityce

Pandemia weszła w trzecią falę. Matematycy przewidywali to od dawna, opracowując stosowne modele. Eksperci ostrzegali np. przed ponownym otwarciem szkół, nawet tylko trzech pierwszych klas, ale p. Czarnek bajdurzył, że w kwietniu starsi uczniowie wrócą do nauki stacjonarnej, a nawet o pojawieniu się studentów w murach uczelni.

Z kolei p. Niedzielski chyba zdawał sobie sprawę, że podawane przez niego dane o mniej niż 10 tys. zakażeń dziennie są działaniem życzeniowym. Matematyka winna ustąpić polityce, kombinował następca p. Szumowskiego, dzielnie wspomagany przez p. Kraskę, specjalistę od spłaszczania stożków i znamienitego prognostę, który jeszcze wczesną jesienią bajerował, że możemy się spodziewać tysiąca zachorowań dziennie.

Pan Czarnek milczy, a szefostwo resortu zdrowia udaje, że zawsze było świadome tego, co się wydarzy, a teraz przygląda się rozwojowi wypadków i podejmuje jedynie słuszne decyzje. Talentem matematycznym błysnął też p. Dworczyk, główny macher od szczepień, zapodając, że o ile będą wolne miejsca, to powiększy się grupę wiekową 65+. Ciekawe, jak. Szkoda, że p. Pinkas (były inspektor sanitarny) już nie jest na pierwszej linii, bo nikt jak on nie umie pocieszać zaleceniami, aby włożyć lód w majtki, a twarz zasłonić stanikiem.

Na szczęście zastąpił go p. Sellin, chociaż mniej frywolnie. Oto jego dedukcja. Niektórzy twierdzą, że masowe (kilkadziesiąt tysięcy osób) bożonarodzeniowe odwiedziny rodaków z Wielkiej Brytanii, niebadanych po przylocie, znacząco przyczyniły się do zakażeń brytyjską mutacją koronawirusa – teraz to 55 proc. wszystkich przypadków. Pan Sellin na to, że na początku stycznia było tylko 5 proc., a więc wzrost jest wynikiem czegoś innego (to replika na zarzut, że rząd zlekceważył sytuację). Ten wniosek jest świadectwem kompletnej ignorancji o rozprzestrzenianiu się epidemii. Pan Sellin, wierny tzw. przekazowi dnia z kwatery przy Nowogrodzkiej, utrzymuje, że świetnie radziliśmy sobie z pandemią i nadal tak jest. Oczywista oczywistość, ale władze kilku państw uznały Polskę za kraj podwyższonego ryzyka i obwarowują wizyty mieszkańców ziem nad Odrą i Wisłą posiadaniem zaświadczeń o szczepieniu lub negatywnego wyniku testu, a w rankingu zakażeń „awansowaliśmy” z 40. na 16. miejsce. „Postęp” jest niewątpliwy.

Czytaj też: Szpitale tymczasowe już nie stoją puste

Eucharystia mimo pandemii

Jakie są perspektywy? Czy w miarę lekki lockdown zostanie zastąpiony znacznie ostrzejszymi restrykcjami? Zbliża się moment krytyczny, tj. Wielkanoc. Zapewne nadchodzące święta nie spowodują takiego ruchu turystycznego jak w Boże Narodzenie. Jedną z możliwości rozpowszechniania wirusa jest udział wiernych w nabożeństwach i innych wydarzeniach liturgicznych.

Pan Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, wystosował następujący apel (cytuję fragmenty): „Pomimo trudnej sytuacji pandemicznej i obowiązujących rygorów sanitarnych nikt nie może zostać pozbawiony dostępu do Eucharystii i innych sakramentów, czyli największego skarbu Kościoła. (...) Dla nikogo nie powinno zabraknąć odpowiedniej opieki duchowej. Zachęcam duszpasterzy do gorliwej posługi w konfesjonale; do dostosowania rytmu spowiedzi do aktualnych możliwości i potrzeb wiernych oraz przepisów sanitarnych; do tworzenia wiernym możliwości uczestniczenia w rekolekcjach parafialnych i wspólnotowych, czy to w formie zdalnej, czy stacjonarnej. Wszystkich wiernych proszę o jak najobfitsze czerpanie z wielkopostnych praktyk, tj. postu, modlitwy i jałmużny oraz innych form pobożności, w tym nabożeństw Drogi Krzyżowej, Gorzkich Żali i innych”.

Czytaj też: Kościoły pozostaną otwarte. Jak się zrewanżują?

Po tym nastąpił komunikat (już po ogłoszeniu lockdownu): „Biskupi zachęcają wiernych, by z zachowaniem koniecznej troski o zdrowie i bezpieczeństwo w czasie pandemii uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii i korzystać z sakramentu pokuty. Polecając wszystkich Rodaków szczególnemu wstawiennictwu i opiece św. Józefa, udzielają Polakom w kraju i za granicą pasterskiego błogosławieństwa”.

Niektórzy polscy biskupi udzielili dyspensy w zeszłym roku dla uczestniczenia w nabożeństwach, ale nie wiadomo, jak jest obecnie. W ogólności Kościół katolicki (nie tylko w Polsce) nie jest zachwycony ograniczeniami, a nawet namawia, aby nie stosować się do nakazów władz. To można wyczytać między wierszami zacytowanego oświadczenia p. Gądeckiego i późniejszego komunikatu biskupów. Niby oba są wyważone, podkreślają wagę duchowości, metropolita poznański dopuszcza zdalne wyrażanie pobożności (stanowisko biskupów już o tym nie wspomina), ale hierarchowie namawiają do uczestnictwa w nabożeństwach i innych ceremoniałach religijnych.

Czytaj też: Pandemia wybacza satrapom

Lockdown lockdownem, a kościoły otwarte

Ktoś może powiedzieć, że przecież kościelne wytyczne uwzględniają rygory sanitarne. Nie jest tajemnicą, że wyznaczone limity osób równocześnie przebywających w kościele nie są przestrzegane za aprobatą duchownych, a co więcej, elementarna wiedza społeczna podpowiada, że nie może być inaczej w wypadku uczestnictwa w wydarzeniach angażujących silne emocje, a tak jest w związku z religią.

Zdarzyło się (gmina Czudec w województwie podkarpackim), że osoba, która doniosła policji o nieprzestrzeganiu rygorów w czasie nabożeństw, została uznana za zdrajcę i lokalnie napiętnowana, a także wezwana do kurii do złożenia wyjaśnień. Mężczyzna ten nie stawił się, bo trwało postępowanie w sprawie gróźb pod jego adresem. Kanclerz kurii stwierdził: „Kościół w Polsce ma prawo zarządzać swoimi prawami w sposób autonomiczny na podstawie prawa kanonicznego, niezależnie od działań władzy państwowej”, dodając, że odmowa stawienia się na wezwanie jest wyraźnym „aktem nieposłuszeństwa wobec władzy kościelnej”. I ostrzegł, że może to wywołać skutki kanoniczne.

Czytaj też: Sąd kościelny wzywa! Historia naszej czytelniczki

Na razie nie ma reakcji władz państwowych na to bezprecedensowe naruszenie praw obywatelskich i należy przypuścić, że nawet jeśli nastąpi, to będzie pełna zrozumienia dla autonomii biskupiego urzędu. Trudno się dziwić, że uległe, by nie powiedzieć służalcze władze państwowe wobec Kościoła katolickiego nie zamierzają zamykać świątyń i mgliście zapowiadają, że surowsze restrykcje mogą zostać wprowadzone, o ile sytuacja rozwinie się w niekorzystnym kierunku, ale dają do zrozumienia, że zamknięcie kościołów nie jest na razie rozważane.

Pan Dera, zapytany o prezydenckie stanowisko w tej materii, uchylił się od odpowiedzi. O ile aspołeczna postawa „czynowników” kultu religijnego jest zrozumiała, bo wypływa z interesu instytucji, dla której pracują, o tyle tolerancja państwa dla naruszania (jest nim także oficjalne lub dorozumiane wzywanie do tego) przez Kościół katolicki reżimu prawnego w naprawdę dramatycznej sytuacji pandemicznej jest dowodem niezwykłego skorumpowania moralnego po stronie Zjednoczonej Prawicy.

Czytaj też: Test na covid z supermarketu. Co nam powie?

Kobiety niech się przebiorą za kiboli

Zdarzyło się też nieco pociesznych wypowiedzi ze strony obozu tzw. dobrej zmiany. Pan Duda z właściwą sobie wnikliwością rzekł: „Wobec protestu, wobec groźby, że dojdzie do strajku okupacyjnego w sali, w której odbywa się posiedzenie, wzywają... i uderzają na ludzi. Uderzają na ludzi protestujących w pokojowy sposób. Jak zwykle władza ludowa przemawia za pomocą pałki, przemawia za pomocą siły, przemawia za pomocą aresztowań”. Słowa te mogłyby być wypowiedziane dla ukazania analogii między wydarzeniami z 1981 r. a reakcją władz na niedawny protest kobiet.

Pan Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji, przekonywał, że policjanci nie używali pałek przeciw kobietom, a w każdym razie on nie widział zdjęć czy filmów wskazujących, że było inaczej. Gdy dziennikarz pokazał mu fotkę sugerującą, że jednak było inaczej, p. Ciarka odpowiedział, że na zdjęciu policjant ma podniesioną pałkę, z czego nie wynika, że nią uderzał. Jakby nie było, ktoś zaproponował, aby uczestniczki kolejnego strajku niewiast przebrały się za kiboli Legii, a wtedy zostaną potraktowane stosunkowo łagodnie (aluzja do demonstracji domagającej się obecności publiki na meczach piłkarskich).

Czytaj też: Jak się demaskuje patopaństwo

Pan Duda miał też wizję historyczno-futurologiczną: „Śmiało możemy mówić, że od ponad 30 lat mieszkamy w rzeczywiście wolnym, suwerennym i niepodległym kraju. (...) Ponad 30 lat! Tego nie było od końca XVIII w. Tak długo nie było wolnej Polski, jak jest w tej chwili. To absolutnie unikalna i jedyna w swoim rodzaju na przestrzeni stuleci szansa na to, by Polska stała się rzeczywiście jednym z bardziej – czy najbardziej – znaczących państw nie tylko europejskich, ale również światowych”. Uff, jaka szkoda, że p. Trump przegrał wybory, bo na pewno pomógłby swemu polskiemu koledze uczynić Polskę mocarstwem. Chyba trzeba wykorzystać p. Orbána w tym celu. W końcu to on mianował p. Kaczyńskiego Jego Ekscelencją.

Pan Morawiecki z kolei wyjaśnił: „Są dwa podstawowe nakazy naszej europejskiej, chrześcijańskiej cywilizacji: szukaj prawdy i czyń dobro. My, Polacy, dodaliśmy do tego: kochaj swoją ojczyznę”. Autor tych słów przedstawia siebie na Facebooku tak: „Patriota, ekonomista i historyk. Polska, solidarność i rodzina to dla mnie najświętsze wartości”. Mam niejakie kłopoty z interpretacją słów Handlarza Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym z historycznego punktu widzenia, związanego z jedną z jego ujawnionych profesji. Pomijając szukanie prawdy i czynienie dobra (ktoś mógłby wyprowadzić z zacytowanych słów p. Morawieckiego wniosek, że przed europejską cywilizacją chrześcijańską nie szukano prawdy i nie czyniono dobra), prawdziwy szkopuł pojawia się w związku z miłością ojczyzny. Skoro stosowne hasło zostało dodane przez Polaków, wychodzi na to, że np. żołnierze greccy polegli pod Termopilami, bo nie kochali swojego kraju. Nie wiadomo, o czym traktują słowa Horacego „dulce et decorum est pro patria mori” (słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę) i sławna pieśń „Va, pensiero” (z opery Verdiego „Nabucco”) Żydów tęskniących za „ojczyzną tak piękną, straconą”.

Czytaj też: Dokąd i po co lata Duda? Publikujemy listę

I co im zrobicie?

Komizm werbalny i sytuacyjny stał się udziałem pomniejszych dobrozmieńców. Parlament Europejski dyskutował na temat zagrożeń praworządności w Polsce. Na debatę zaproszono p. Zbyszka (pardon za poufałość). Nie przybył, a p. Kaleta wyjaśnił, że minister nie ma obowiązku stawiać się na wezwania PE. Konfuzja wzywania z zapraszaniem jest zabawna sama w sobie, ale może bierze się stąd, że jeśli Jego Ekscelencja zaprasza, to znaczy, że wzywa, co jest znaną praktyką w ładzie demokratycznym funkcjonującym inaczej, tj. tak jak w tzw. dobrej zmianie. Na szczęście dla autorytetu obecnej polskiej władzy p. Becia Kempa trwała na posterunku, wyjaśniła, że Polacy chcą reformy wymiaru sprawiedliwości, po czym wyszła, aczkolwiek nikt jej tego nie sugerował.

Don Orleone (chyba wiadomo, o kogo chodzi) stwierdził, że nie stawi się w Sejmie, „choćby święty zszedł”. I co mu kto zrobi, skoro jest protegowanym Jego Ekscelencji? Mgr Przyłębska miała poinformować sejmową komisję sprawiedliwości o pracy Trybunału Konstytucyjnego. Odmówiła, tłumacząc, że TK „stawał się obiektem ataków i nagonki, a sama dyskusja była niemerytoryczna” podczas jej poprzednich wizyt w parlamencie. I co jej, Towarzyskiemu Odkryciu Jego Ekscelencji, kto zrobi?

A teraz sprawa poważniejsza. Proponuje się, aby sankcja karna objęła również znieważenie lub naruszenie nietykalności cielesnej osób z uwagi na płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność i orientację seksualną. Krajowa Rada Sądownictwa wydała następującą opinię w tej materii: „Możliwe i jednakowo pożyteczne byłoby wyodrębnienie takich zbiorów będących odmiennościami naturalnymi jak: łysi, krótkowidzący, niscy itp., jak i będących odmiennościami z upodobania czy nawyknienia, jak: alkoholicy, osoby rozwiązłe, hazardziści, właściciele kotów itd. Oczywiste jest, że również grupy tych osób narażone są na działanie lub zaniechanie stanowiące przemoc lub groźbę bezprawną”.

Rzeczy zarówno śmieszne, jak i poważne (oświadczenie KRS jest niezwykłe w swej bezdennej głupocie i cynizmie, ale politycznie poprawne), wszystkie wyżej odnotowane, nieźle wskazują na istotę tzw. dobrej zmiany. Jej stary skład trzyma się dobrze i nie zasypia gruszek w popiele, aby pokazać, kto tu rządzi.

Czytaj też: Prokuratura idzie na całość i oskarża Grodzkiego. Przypadek?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Szamani i inni szatani. Polska religijność zabobonna

Magiczna, zabobonna religijność staje się coraz bardziej powszechna w polskim Kościele. A pandemia jeszcze nasiliła te tendencje.

Joanna Podgórska
21.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną