„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Być może czekają nas długie miesiące konfrontacji

Kryzys na granicy. Być może czekają nas długie miesiące konfrontacji

Tłumy niedaleko przejścia granicznego Bruzgi-Kuźnica Tłumy niedaleko przejścia granicznego Bruzgi-Kuźnica Facebook
Po białoruskiej stronie obozują już nie dziesiątki, a tysiące osób. Służby Łukaszenki przy ich pomocy eskalują atak, a polskie władze nadal chcą się bronić same. Powstaje wrażenie, że Warszawa zamiast jak najszybciej zażegnać kryzys, chce zmagać się z nim nie wiadomo jak długo, ale samodzielnie. Jeśli tak jest, to desperacja, nie strategia.

Szturm na granice, zorganizowana inwazja, atak przy pomocy migrantów – opinia publiczna od rana bombardowana jest tymi hasłami. Obrazy docierające z obu stron polsko-białoruskiej granicy są spełnieniem najgorszych przewidywań: Aleksander Łukaszenka postanowił wysyłać już nie dziesiątki czy setki, ale tysiące ludzi w zorganizowanych grupach, by zaognić sytuację, a być może sprowokować rozlew krwi. Oświadczenie pełniącego dziś funkcję głównego rzecznika kryzysowego Stanisława Żaryna mówi, że „rozpoczęła się właśnie skoordynowana próba masowego wkroczenia na teren RP migrantów wykorzystywanych przez Białoruś do ataku hybrydowego przeciwko Polsce”.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020