Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Być może czekają nas długie miesiące konfrontacji

Kryzys na granicy. Być może czekają nas długie miesiące konfrontacji

Tłumy niedaleko przejścia granicznego Bruzgi-Kuźnica Tłumy niedaleko przejścia granicznego Bruzgi-Kuźnica Facebook
Po białoruskiej stronie obozują już nie dziesiątki, a tysiące osób. Służby Łukaszenki przy ich pomocy eskalują atak, a polskie władze nadal chcą się bronić same. Powstaje wrażenie, że Warszawa zamiast jak najszybciej zażegnać kryzys, chce zmagać się z nim nie wiadomo jak długo, ale samodzielnie. Jeśli tak jest, to desperacja, nie strategia.

Szturm na granice, zorganizowana inwazja, atak przy pomocy migrantów – opinia publiczna od rana bombardowana jest tymi hasłami. Obrazy docierające z obu stron polsko-białoruskiej granicy są spełnieniem najgorszych przewidywań: Aleksander Łukaszenka postanowił wysyłać już nie dziesiątki czy setki, ale tysiące ludzi w zorganizowanych grupach, by zaognić sytuację, a być może sprowokować rozlew krwi. Oświadczenie pełniącego dziś funkcję głównego rzecznika kryzysowego Stanisława Żaryna mówi, że „rozpoczęła się właśnie skoordynowana próba masowego wkroczenia na teren RP migrantów wykorzystywanych przez Białoruś do ataku hybrydowego przeciwko Polsce”. Kryzys już poważny – z dnia na dzień przybrał na intensywności.

Czytaj też: „U polskich granic jest od 3 do 4 tysięcy osób”

Kryzys na granicy. Za tłumem stoją funkcjonariusze Łukaszenki

Po południu MON opublikował film z przelotu śmigłowca nad linią graniczną w okolicach Kuźnicy Białostockiej. Widać ogromne obozowisko, są rozpalane ogniska. Sytuacja z Usnarza Górnego powtarza się w zwielokrotnionej postaci. Z tym że w tłumie obok kobiet i dzieci jest jakby więcej młodych mężczyzn, a zachowania niektórych z nich jakby bardziej agresywne. Czasami w kierunku polskich oddziałów leci kamień. W rękach sprzęt do przecinania drutów. Widać gromadzenie gałęzi i pni służących do pokonywania zasieków, których sami migranci raczej nie ścięli. Używając wojskowej terminologii: trafili na teren przygotowany do prowadzenia działań, mieli wsparcie inżynieryjne.

Ale wygląda na to, że na poranny szturm przygotowane były też polskie służby.

Reklama