Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Niespodziewany zwrot akcji. PiS pędzi z ustawą o Sądzie Najwyższym

Siedziba Sądu Najwyższego w Warszawie Siedziba Sądu Najwyższego w Warszawie Stanisław Ciok / Polityka
Ziobryści zrezygnowali ze swoich poprawek do prezydenckiego projektu w sprawie Izby Dyscyplinarnej. Być może w zamian za przejęcie władzy w neo-KRS bis i za to, że partia Kaczyńskiego nie dopuści do przegłosowania wotum nieufności dla Ziobry.

Władzę w neo-KRS bis ziobryści przejęli na pierwszym jej posiedzeniu we wtorek: przewodniczącą została „koleżanka Ziobry”, prezeska Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmara Pawełczyk-Woicka, a wiceprezesem Rafał Puchalski, o którym pisano, że należał do hejterskiej grupy „Kasta”. Do prezydium weszli: Maciej Nawacki – „dobrozmianowy” prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie, też wymieniany w kontekście „Kasty”, oraz była wiceminister w resorcie Ziobry Ewa Dalkowska, obecnie sędzia NSA.

Głosowanie nad wotum nieufności dla ministra Ziobry – w czwartek.

Czytaj też: Karykatura prokuratury. Mrozić, szykanować, robić miejsce dla swoich

Ustawa Dudy wraca do źródeł

W środę w Sejmie podczas drugiego czytania prezydenckiej ustawy o Sądzie Najwyższym Marek Ast zapowiedział złożenie przez PiS poprawek przywracających ustawie pierwotny kształt, jaki przysłał do parlamentu Andrzej Duda. Głównie chodzi o wyrzucenie preambuły dodanej przez Solidarną Polskę i przywrócenie przepisu, który daje każdemu prawo do weryfikacji, czy prawomocny wyrok został wydany przez bezstronnego sędziego. Jeśli nie – może otrzymać odszkodowanie od 2 do 10 tys. zł. Ten prezydencki przepis wypadł z projektu również z inicjatywy Solidarnej Polski, która uznała, że jeśli ludzie będą z tego przepisu korzystać, to może to zakorkować sądy.

Na zwołanej wieczorem komisji sprawiedliwości poprawki PiS szły jak burza, a głosowała za nimi także... Solidarna Polska. Zbuntowała się tylko, gdy przyszło do wyrzucenia preambuły, ale tu PiS wspomogła opozycja.

Dlaczego partia Kaczyńskiego postanowiła zawalczyć o przywrócenie ustawie pierwotnego kształtu, chociaż zmiany wprowadzone z inicjatywy ziobrystów zaakceptowała Kancelaria Prezydenta (z wyjątkiem właśnie preambuły)? Można się domyślać, że miały na to wpływ sugestie z Brukseli. Politycy PiS, w tym premier Morawiecki, zapewniali wielokrotnie, że projekt prezydencki został wcześniej zaakceptowany w Unii Europejskiej jako wystarczający do odblokowania wartego miliardy euro Krajowego Planu Odbudowy. Albo więc dostali sygnał, że po poprawkach ziobrystów akceptacji nie będzie, albo sami, z ostrożności, uznali, że lepiej zostawić projekt w zaakceptowanym już kształcie.

Czytaj też: Pieniądze i sprawiedliwość. Jak się ziobryści targują z PiS

Kto gra w tę grę?

Oczywiście projekt nie spełnia warunków postawionych jesienią przez szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen. Nie przywraca bowiem do orzekania odsuniętych sędziów, niewystarczająco reformuje postępowanie dyscyplinarne, bo nie usuwa przepisów z tzw. ustawy kagańcowej, a w dodatku dodaje kolejny delikt, czyli odmowę sprawowania wymiaru sprawiedliwości – to jest wymierzone w tych, którzy odmawiają orzekania z neosędziami.

Wreszcie likwiduje Izbę Dyscyplinarną tylko pro forma – powstaje w jej miejsce inna, a sędziów do niej wyznaczy prezydent, więc można się spodziewać, że będą to neosędziowie.

Całe zamieszanie z prezydenckim projektem to moim zdaniem gra pozorów, która ma dać Unii pretekst do odblokowania KPO. W tę grę gra i Unia, i polski rząd. Teraz włączyli się do niej ziobryści.

Ustawę Sejm uchwali zapewne również w czwartek.

Czytaj też: Miliardy euro na sinusoidzie. PiS ogłasza przełom

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną