Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Morawiecki kontra Ziobro. Czy emocje wygrają z rozumem?

Między innymi Zbigniew Ziobro i Mateusz Morawiecki w Sejmie Między innymi Zbigniew Ziobro i Mateusz Morawiecki w Sejmie Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Ci sami rozmówcy, którzy jeszcze niedawno zapewniali, że koalicja przetrwa do końca kadencji i że ziobryści znajdą się na listach wyborczych PiS w 2023 r., dziś nie są już tego tacy pewni.

Sejm nie przegłosuje wniosku opozycji o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Nieważne, jak fatalne są relacje między ministrem sprawiedliwości a premierem – PiS nie może sobie pozwolić, by skład rządu meblował Donald Tusk z Włodzimierzem Czarzastym z pomocą PSL, Polski 2050 i Konfederacji. Nie zmieni tego nawet ewentualna nieobecność kilku posłów koalicji, czy to wymuszona chorobą, czy zatrzaśnięciem się w sejmowej toalecie. Konstytucja mówi jasno – Sejm wyraża wotum nieufności większością ustawowej liczby posłów, czyli do odwołania ministra potrzeba 231 głosów. A opozycja, nawet przy maksymalnej mobilizacji i z pomocą koła Pawła Kukiza, może liczyć na 227 głosów. Scenariusz, w którym grupa posłów PiS decyduje się dołączyć do opozycji i pomaga odwołać Ziobrę, jest tak mało prawdopodobny, że nie warto go roztrząsać.

Jak jednak wiadomo, w polityce od wrogów znacznie groźniejsi są przyjaciele. Przy okazji kolejnego zaognienia konfliktu Ziobry z Mateuszem Morawieckim warto więc zadać rytualne pytanie: czy koalicja przetrwa?

Czytaj też: Ile zer ma Ziobro? Najdroższy minister świata

Jałowy, kuriozalny konflikt

Za moment do tego wrócimy, choć powtarzalność tych rozważań staje się coraz bardziej irytująca. Wojna trwa od dawna, argumenty powtarzają się do znudzenia, metody takoż. Ziobryści mają swoją wyliczankę: Mateusz Morawiecki kapituluje przed Brukselą, zawsze mieliśmy rację, nie daliście nam zrobić reformy sądownictwa, trzeba było wetować mechanizm warunkowości, teraz trzeba wetować, co się da, zawieśmy składkę do budżetu Unii, fundusze z KPO to oszustwo, Unia chce nas zdominować, a ekipa miękiszonów na to pozwala i tak dalej.

Morawiecczycy odpowiadają wyliczanką własną: ziobryści nie mają pojęcia, o czym mówią, weta byłyby bezskuteczne lub bezsensowne, Ziobro na trupie PiS chce wykreować się na lidera prawicy i tak dalej.

Jałowość, a nawet kuriozalność tego konfliktu jest niesamowita. Brak powagi obu stron – też. Gdyby ziobryści serio traktowali to, co mówią (to Ziobro w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” ogłosił, że żaden rząd III RP – a więc łącznie z ekipą Donalda Tuska – nie oddał tyle władzy Brukseli), to musieliby zerwać koalicję. Przecież tu idzie o obronę suwerenności. Gdyby Morawiecki miał wyciągnąć konsekwencje z tego, co mówił, musiałby wysłać prezydentowi wniosek o odwołanie Ziobry. Tymczasem brak mu siły, by zdymisjonować wiceministra klimatu Jacka Ozdobę, który nazwał politykę rządu Morawieckiego „pasmem porażek”. Zamiast tego Ozdoba stracił wszelkie kompetencje w swoim resorcie, co oznacza tyle, że wszyscy składamy się na pensję wiceministra, który całkiem oficjalnie nie musi nic robić. Przypomina się historia Janusza Kowalskiego z Solidarnej Polski, który w 2021 r. stracił stanowisko wiceministra aktywów państwowych za krytykę Morawieckiego, a w 2022 r. odnalazł się jako wiceminister rolnictwa.

Czytaj też: Czarny dzień Ziobry. Sędzia Tuleya odwieszony

Ostrzej niż do tej pory

Rozmówcy „Polityki” z PiS przekonują wszakże, że charakter obecnej odsłony konfliktu w koalicji jest inny niż zwykle. – Atmosfera w klubie się pogorszyła. Szeregowi posłowie, poddawani presji ze strony samorządowców domagających się pieniędzy z KPO, mają coraz więcej pretensji do ludzi Ziobry. Słychać docinki na korytarzach i w ławach poselskich, ziobryści zaczynają opuszczać posiedzenia klubu. Narasta też irytacja osobista, no bo ile można słuchać, że PiS jest bezideowy, a jedyną prawdziwą prawicą jest Solidarna Polska? – mówi poseł PiS.

Politycy PiS przekonują też, że konflikt jest ostrzejszy niż kiedykolwiek, bo Kaczyński wyraźnie stanął po stronie Morawieckiego i ze starcia ministra sprawiedliwości z premierem zrobiła się wojna PiS z Solidarną Polską. Podobno – tak twierdzi polityk z otoczenia prezesa Kaczyńskiego – Nowogrodzka zdecydowała, że karą dla Ziobry będzie niewpuszczenie na listy wyborcze posłów uchodzących za najbardziej antypisowskich: Kowalskiego, Ozdoby i Sebastiana Kalety. To może być plotka wypuszczona po to, by zdyscyplinować koalicjanta i pogorszyć pozycję Ziobry w jego własnym ugrupowaniu, ale pokazuje temperaturę uczuć między sojusznikami.

Czytaj też: Władza boksuje się sama ze sobą. A pieniądze z KPO przepadają

Zaczynają się emocje

Ci sami rozmówcy, którzy jeszcze niedawno zapewniali, że koalicja przetrwa do końca kadencji i że ziobryści znajdą się na listach wyborczych PiS w 2023 r., dziś nie są już tego tacy pewni. A to dlatego, że zaczynają się emocje, a nad emocjami trudno zapanować, zwłaszcza gdy zbliżają się wybory, a sondaże nie są dla PiS wesołe.

Racjonalne argumenty wciąż jednak przemawiają za trwaniem tego dziwnego układu. PiS bez ziobrystów nie ma większości, powstaje wrażenie schyłkowości rządów prawicy, a konkurencyjna lista wyborcza Ziobry zawsze odbierze trochę głosów. Z kolei ziobryści poza PiS – bez pieniędzy z subwencji, bez rozbudowanych struktur i pod ostrzałem prorządowych mediów – nie dostaliby się do Sejmu. Jeśli nad emocjami zatriumfuje rozum, to koalicjanci będą się ze sobą męczyć jeszcze długo.

Czytaj też: Skąd PiS i Solidarna Polska biorą pieniądze?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną