Trójbój z debatami: jak wypadli kandydaci, kto komu bruździ. Poniedziałek nie przykryje piątku
Do historii przejdzie długi weekend pod znakiem piątkowo-poniedziałkowych debat. Nie tylko za sprawą rekordowych zasięgów w internecie, które jeszcze w sobotę przekroczyły miliard, ale też natłoku interakcji, memów, kandydatów i ich zagrywek, a przede wszystkim ogólnego zamieszania. To także złote zgłoski zapisane w historii mediów: spadkobierca telewizji Jacka Kurskiego uzyskał niejako legitymizację, a większość kandydatów podpisała cyrograf z władcą dezinformacji i kłamstwa.
Debata kończąca kwietniowy trójbój w oczywisty sposób różniła się od poprzednich. Zabrakło lidera sondaży Rafała Trzaskowskiego, a także kandydatki jednej z partii rządzących Magdaleny Biejat. Tym samym będący na fali piątkowego występu Szymon Hołownia stanął w roli rzecznika rządu. O wiele ciaśniej zrobiło się również po prawej stronie, gdzie ramię w ramię stanęli Grzegorz Braun, Sławomir Mentzen i Karol Nawrocki. Nie zmieniło się jedno i do tego należy się w najbliższym czasie przyzwyczaić: spotkanie znów pochłonęło ponad trzy godziny z życia Polek i Polaków.
Czytaj też: Szturm na pałac. Marzyciele i ekscentrycy z dolnych miejsc sondaży. Po co im to?
TV Republika: nie ma jak w domu
Wśród fundamentalnych trzech pytań, które pojawiały się przed poniedziałkową konfrontacją, pierwsze brzmiało: jak poradzi sobie Karol Nawrocki? Kandydat wspierany przez PiS zaliczył w piątek dwa średnie występy. Nie oznacza to, że oba należy ocenić źle. W pierwszym, mocno improwizowanym, zorganizowanym przez Republikę, stanął przed żywą publicznością, a następnie wkroczył na nieprzyjazny teren wybrany przez przeciwnika.