Notatnik polityczny. Opary Tuska, opary Kaczyńskiego. Obu świeci się już lampka rezerwy
Kłopoty Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego są odmiennej natury; nie jest oczywista odpowiedź na pytanie, kto z nich jest w trudniejszej sytuacji. Wypada to uczcić małym dwugłosem, mając w tyle głowy, że żadnej z tych postaci nie można przedwcześnie skreślać, bo o ich pozycji i tak marzą wszyscy pozostali aktorzy naszej sceny.
Czytaj też: Co tam w obozie władzy? Na dłuższą metę tak się nie da funkcjonować
Teza pierwsza: gorzej ma Kaczyński
Kupa gruzu została z tworzonej pracowicie i przez lata budowli prezesa. Na prawo od PiS nie ma już ściany. Dwie konkurencyjne prawicowe partie nie tylko wyrosły ponad próg wyborczy – a Konfederacja ma nawet solidny dwucyfrowy wynik – lecz także prowadzą otwarty spór z dawnym hegemonem. A Sławomir Mentzen pozwolił sobie nazwać Kaczyńskiego „politycznym gangsterem”. Potencjalni koalicjanci? Pewnie tak, ale problematyczni.
Zwłaszcza Korona, z którą kłopot jest wieloraki – jak spadnie tuż pod próg wyborczy, to zmarnuje się część głosów prawicowego elektoratu. Jak zdobędzie 8–10 proc., to trudno będzie uniknąć ryzykownego politycznie porozumienia z ugrupowaniem nieakceptowanym przez jedynego ważnego zagranicznego sprzymierzeńca PiS, czyli USA. Wizja rządów z Koroną i Konfederacją będzie zresztą wspaniale pobudzała do głosowania wyborców strony przeciwnej.
Sprawy wewnętrzne w PiS nie przedstawiają się lepiej. Pół partii marzy o tym, żeby Kaczyński wyrzucił wreszcie Mateusza Morawieckiego, a ten jest pół kroku od deklaracji, że sam chciałby zostać prezesem. To jest otwarta wojna, nieudolnie ukrywana hasłami o fortepianach, płucach i skrzydłach.