Co chroni Warszawę? Znowu kłótnia o Patrioty. Wiedza oficera kontra hipokryzja polityków
W obronie narodowej nie ma już śladu po świątecznej atmosferze z weekendu. Wrażenie siły i nowoczesności przegrywa właśnie w „infosferze” z groźbą nalotu tajnych rosyjskich dronów, z ćwiczeniami – mimo że sojuszniczymi – wyglądającymi jak wstęp do wojny powietrznej z Obwodem Królewieckim i wreszcie z „dramatem” wokół obrony antyrakietowej, która miała zostać „wycofana” z chwalebnej misji obrony Warszawy.
Ignorancja miesza się w tej historii z hipokryzją, a potknięcie komunikacyjne z oficerską szczerością, która każe mówić, jak jest, zamiast nadymać propagandowy balon. Obronna rzeczywistość bywa skomplikowana, ale gdy publiczność domaga się uproszczeń, fakty coraz częściej nie mają szans. Ostatnie dni to kolejne studium takiego przypadku.
Redaktor śpi smacznie
W sobotni wieczór w telewizyjnym studiu Polsatu, w wyjściowym (stalowym) mundurze sił powietrznych, pojawił się gen. bryg. Michał Marciniak. To zastępca szefa Agencji Uzbrojenia i jeden z ojców systemu obrony powietrznej i antyrakietowej. Jest wojskowym inżynierem, z doktoratem w tematyce obrony powietrznej, który pisał, mając już na koncie najważniejsze profesjonalne doświadczenie – jedną z głównych ról w pozyskaniu i wprowadzeniu do sił zbrojnych systemu Patriot, zwanego u nas Wisłą.
Jako ministerialny pełnomocnik negocjował z rządem USA konfigurację systemu, uznawanego za najlepszą z istniejących wersji Patriota. A z dostawcami jego komponentów – ceny, terminy oraz offset dla polskich zakładów zbrojeniowych, który umożliwił im zostanie poddostawcami takich firm jak Raytheon czy Lockheed Martin. Z czasem Marciniak stał się architektem niższych, ale szerszych warstw obrony powietrznej, symbolizowanych przez systemy Narew i Pilica+.