Karol Nawrocki podpisał ustawę ws. cen paliw. Robi krok wstecz czy nabiera rozpędu?
Rząd odtrąbił sukces, bo Karol Nawrocki podpisał ustawę o przekazaniu nadmiarowych zysków koncernów paliwowych do budżetu państwa, z czego ma być finansowany kolejny program „Ceny Paliw Niżej”. Decyzja zaskakuje, bo prezydent wykonuje krok wstecz w wojnie z Donaldem Tuskiem. Postawił na ostrożność, próbuje wyjść z twarzą z sytuacji, a z orędzia przebija zalążek pomysłu na odbudowę wizerunku.
W piątek Onet podał, że ceny na stacjach spadną już w sobotę, a informację tę potwierdził minister energii Miłosz Motyka.
Nawrocki przeciw, a nawet za
„Czy damy radę?” – spytał retorycznie Nawrocki, snując opowieść o polskich gospodarstwach domowych u progu zimy. Choć w żadnym momencie nie odnosi się do czynników zewnętrznych, to zwraca uwagę na rekordowe ceny energii, nie zapominając o budzących grozę rachunkach za prąd, gaz, węgiel i pellet. „Zadaje je [pytanie o ceny] mama odwożąca dzieci do szkoły i rolnik, który jest w trakcie jesiennych prac polowych”.
Orędzie prezydenta można podzielić na dwie części. Pierwsza to obrazowe, niczym z politycznego spotu, przedstawienie dramatycznej sytuacji polskich rodzin. Obok dotkniętych kryzysem cen paliw „pracownika jadącego do pracy i właściciela firmy transportowej” cierpieć będą emeryci, rolnicy, a nawet dziecko, „które urodziło się dzisiaj w polskiej rodzinie i jeszcze nie zdążyło powiedzieć słowa »mama«, a obecny rząd już dopisał mu dług na 26 tys. zł”.
To obraz fatalistyczny: głodnego i biednego społeczeństwa, kraju, w którym próżno szukać sukcesów gospodarczych i społecznych z czasów Zjednoczonej Prawicy. W czasach Tuskach czycha ino kostucha.
Druga część orędzia to litania zarzutów i oskarżeń pod adresem rządu. Nawrocki przytacza nieodpowiedzialne obietnice z kampanii wyborczej, gdy Donald Tusk zapowiadał paliwo po 5,19 zł. „Dzisiaj ceny paliw są najwyższe, odkąd pamiętamy. (..) Obecny premier przekonywał, że wie, jak to zrobić, i że to jest jedna, prosta decyzja, że wystarczy obniżyć podatek VAT. Dziś jednak tych prostych decyzji jakoś nie może podjąć, a zamiast tego zasłania się ustawą” – przekonuje prezydent.
Z drugiej strony stawia tezę dość absurdalną, jakoby nieudolny rząd, który doprowadził do katastrofy finansowej i dziury budżetowej, niejako szukał dodatkowych środków właśnie w astronomicznych cenach paliw. Wyższe ceny to wyższe wpływy z podatków – VAT i akcyzy – co zdaniem głowy państwa jest koalicji rządzącej na rękę. I pewnie w innym kontekście można by bronić tego argumentu, jakkolwiek w obecnej sytuacji komentatorzy są dość zgodni, że paliwo po 10 zł za litr wysadziłoby każdy rząd.
Prezydent dał przy okazji upust emocjom i wytknął rządzącym, że jego pomysły i projekty nie są procedowane z odpowiednim zaangażowaniem, a w przypadku ślubowania sędziów TK („nielegalne zaprzysiężenie wobec marszałka do kolumny”), pożyczki SAFE („miliardowe zobowiązanie na pokolenia”) czy uznania małżeństw jednopłciowych przez urzędy i ministra finansów („wprowadzanie przywilejów podatkowych”) czuł się zbędny. „Nie byłem rządzącym do niczego potrzebny” – żali się Nawrocki.
Koniec końców ojciec narodu zdecydował się podpisać ustawę, choć podtrzymał zarzuty i skierował ją w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego, co może być elementem układanki w nadchodzącej próbie odbicia tej instytucji.
Cofka czy rozbieg?
Jakie są intencje Nawrockiego? Jaskółkę nowego pomysłu widać w jednym z pierwszych zdań orędzia. „Państwo nie może odpowiadać na te pytania kolejną polityczną awanturą, bo od tego paliwo nigdy nie stanie się tańsze, a żaden rachunek nie zrobi się niższy” – zaczął Nawrocki. W orędziu stworzył kilka konstrukcji, które mogą sugerować, że decyzja o podpisie wcale nie jest krokiem wstecz, a do przodu.
Po pierwsze, Nawrocki dosadnie podkreśla, że choć się nie zgadza, to niejako wyciąga rękę do rządu, bo nie pozwoli, aby obywatele stali się zakładnikami kryzysu. „Drodzy rodacy, nie chcę nieustannej wojny politycznej. Nie chcę kraju, w którym każda trudność staje się pretekstem do następnej awantury. Nie interesuje mnie polityczny szach. (…) Interesuje mnie człowiek, który o szóstej rano wsiada do samochodu i jedzie do swojej pracy” – wyjaśnia. Nawrocki wrócił pamięcią do ustawy o Funduszu Medycznym jako dowodzie, że mimo złej woli rządu bez wahania robi wszystko, byle tylko pomóc rodakom.
Po drugie, udziela rządowi kuriozalnej reprymendy. „Odpowiedzialność za Polskę nie może wiązać się z dystrybucją strachu, z której cieszą się nasi wrogowie, ale musi się wiązać z konsekwentnym i codziennym budowaniem odporności naszej ojczyzny. Polityka wzbudzania obaw nie może być narzędziem tłumaczenia i usprawiedliwiania braku działania w sprawach dla Polaków ważnych” – przekonuje, choć kilka zdań wcześniej sam straszy, że zabraknie pieniędzy na emerytury, ochronę zdrowia i zbrojenia. „Zbliżamy się do momentu, kiedy zaczyna brakować na wszystko”, dodaje. Nawrocki nie omieszkał też nie wspomnieć o obniżeniu Polsce ratingu przez agencję Moody’s.
Po trzecie, prezydent zdaje się działać jak najostrożniej. Stawia na rytualne obarczanie winą rządu, próby dyscyplinowania („stawiam konkretne oczekiwania: obniżki mają nastąpić od razu”) i hasła miłe dla uszu elektoratu, jednocześnie podejmując słuszną i odpowiedzialną decyzję o podpisaniu rządowego projektu. Inna decyzja mogłaby okazać się fatalna w skutkach przy nienajlepszej prasie, jaką się ostatnio cieszy. Oczywiście weto byłoby olbrzymim problemem dla rządu, łącznie z wyborczą katastrofą, ale równie dobrze mogłoby wysadzić z prawicowego tronu samego Nawrockiego, jeśli społeczeństwo zaczęłoby szukać wszystkich współwinnych drożyzny.
Krok wstecz może być faktycznie rozbiegiem do szarży, w której prezydent będzie mógł z pełną stanowczością krytykować rząd, jeśli budżet nie będzie się spinał (przecież dostaliście miliardy z nadmiarowych zysków), ceny paliwa będą dalej rosnąć ze względu na sytuację na świecie (przecież podpisałem waszą ustawę) czy wreszcie szukać wyjścia z zatęchłego i przewidywalnego klinczu i zwarcia dwóch Pałaców, na który obywatele nie mają już siły. Jak w grze z dobrym i złym policjantem. Był zły prezydent, teraz będzie dobry.