Witkacy i pisarze z tajemnicą

Sztuczna szczęka i stary kufer
„Rękopisy nie płoną” – mówił Woland w „Mistrzu i Małgorzacie”. Naprawdę jednak nie tylko płoną, ale czasami nawet nie wiadomo, kto był ich autorem. Historia literatury jest pełna tajemnic i nierozwikłanych zagadek.
Witkacy - kto rozwikła tajemnicę jego sztucznej szczęki?
Reprodukcja: Marek Skorupski/Forum

Witkacy - kto rozwikła tajemnicę jego sztucznej szczęki?

Kadr z filmu 'Mistyfikacja' w reż. Jacka Koprowicza. Na zdjęciu Ewa Błaszczyk i Jerzy Stuhr
materiały prasowe

Kadr z filmu "Mistyfikacja" w reż. Jacka Koprowicza. Na zdjęciu Ewa Błaszczyk i Jerzy Stuhr

Na ekrany wszedł właśnie film Jacka Koprowicza „Mistyfikacja”, w którym Witkacy przeżył wojnę i ukrywa się u swojej kochanki, z którą planował popełnić samobójstwo. Takie spekulacje rzeczywiście pojawiały się, kiedy po wojnie tajemniczy ktoś odebrał od dentysty sztuczną szczękę, którą Witkacy zamówił tuż przed wojną. Nikomu innemu nie byłaby przecież potrzebna. W dodatku zaczęły przychodzić do jego znajomych tajemnicze pocztówki. Jedną z nich dostała w latach 60. Zuza, kochanka z Zakopanego: „Ratuj, błagam cię, jestem u kresu”. „Po paru latach pojawia się następna kartka, i kolejna. Wtedy jeszcze nikt nie wie, że Witkacy antydatował kartki. Przekazywał je przyjaciołom w formie rozkazu – rozerwać kopertę, w środku jest kartka, masz ją wrzucić do skrzynki w określonym roku. Podobno są kartki Witkacego do wysłania w 2000 którymś roku” – opowiadał w jednym z wywiadów reżyser.

W życiu pisarza najbardziej fascynująca bywa jego śmierć. Zagadki biograficzne świetnie nadają się na kanwę powieści albo na scenariusz. W ostatnich latach Edgar Allan Poe stał się bohaterem masowej wyobraźni i to właśnie dzięki biografii i niewyjaśnionym okolicznościom śmierci. Zmarł w wieku 40 lat – znaleziono go w stanie agonalnym na ulicy w Baltimore. Nikt go nie rozpoznał, bo był w nie swoim ubraniu. Nie wiadomo, co było przyczyną śmierci: alkohol, choroba? Ktoś mu pomógł? Ciemną legendę Poego jako potwora, alkoholika i narkomana tworzył jeszcze za jego życia pewien krytyk. Po śmierci przedstawiał go w jak najgorszym świetle i próbował wręcz wymazać z historii literatury. Jednak sława Poego na tym nic nie straciła, a wręcz przeciwnie – zyskała. Dzisiaj zaś powstają o nim kolejne powieściowe bestsellery, choćby Mathew Pearla „Cień Poego” czy Nikolaja Frobeniusa „Pokażę wam strach”, a nad scenariuszem opartym na biografii autora „Studni i wahadła” pracuje słynny Rocky, czyli Sylvester Stallone.

Autor poszukiwany

Czasem niemal nic nie wiadomo o życiu autora i ten fakt sprzyja rozmaitym teoriom spiskowym. Tak było z Szekspirem. Zachowało się co prawda kilka dokumentów: akt chrztu, małżeństwa czy umowa o pożyczkę, ale nie ma żadnego pamiętnika, autobiografii ani listów. Doszukiwano się więc śladów biograficznych w sztukach. Tropiono też jego bohaterów, choćby słynną Czarną Damę z „Sonetów”. Najbardziej jednak zaprzątało badaczy pytanie, czy przypadkiem dzieł Szekspira nie napisał ktoś inny: John Donne, Christopher Marlowe albo może żona Szekspira? Jedna z takich fantastycznych teorii opierała się na analizie pewnego słowa łacińskiego, które pojawia się w pierwszej scenie piątego aktu „Straconych zachodów miłości”, a brzmi ono: honorificabilitudinitatibus. W średniowieczu oznaczało mniej więcej „stan gotowości objęcia urzędu”. Szekspir potrzebował tego słowa przede wszystkim dlatego, że było długie. Jeden z bohaterów wypowiada w sztuce kwestię: „Dziwne nawet, że twój pan nie zjadł ciebie zamiast słowa, boś przecie o połowę krótszy od takiego na przykład honorificabilitudinitatibus” (przeł. Stanisław Barańczak).

Dziwny wyraz bardzo zainteresował pewne ekscentryczne towarzystwo. Byli to antystratfordczycy, którzy uważali, że autorem dzieł Szekspira był filozof Francis Bacon. „Jeden z nich, człowiek niebywałej przemyślności i spostrzegawczości, stwierdził, że słowo wydaje się nienaturalnie doczepione do komedii, nijak nie wpływa na jej treść i dlatego musi nieść ze sobą jakieś osobne znaczenie” – pisze Jan Kwapisz w miesięczniku „Mówią Wieki”. „Ów sprytny uczony dokonał odkrycia, które raz na zawsze miało dowieść, że twórcą poematów Szekspira był Bacon: honorificabilitudinitatibus jest anagramem. Dość było poprzestawiać w nim litery, by oczom czytelnika ukazała się prawda, zaszyfrowana sygnatura autora: hi ludi, F. Baconis nati, tuiti orbi. Co tłumaczy się z łaciny: „dzieła, które masz przed sobą, zostały stworzone przez F. Bacona i zabezpieczone dla świata”. Na dodatek wiadomo, że Bacon lubował się w słownych igraszkach, a w pozostawionych przez niego zapiskach znaleziono wynotowany wyraz honorificabilitudinitatibus. Tyle tylko, że wedle tej teorii Bacon musiał napisać również „Boską Komedię” Dantego, bo i tam pada feralne słowo.

Zdarza się, że życie pisarza mistyfikują nie potomni, ale sami autorzy. Choćby po to, by uciec przed światem. Skutecznie ukryli się przed światem Thomas Pynchon i J.D. Salinger. Podejrzewano nawet kiedyś, że są jedną i tą samą osobą. Pynchon zyskał miano najbardziej enigmatycznego pisarza XX w., jego twarz bowiem była znana tylko ze zdjęć z głębokiej młodości (teraz krąży w Internecie jedno zdjęcie starszego pana, nie ma jednak pewności, czy to on, czy może to kolejna mistyfikacja autora „Tęczy grawitacji”). Od 1962 r., od czasu wydania debiutanckiej powieści „V”, Pynchon już nigdzie publicznie się nie pokazywał. Użyczył tylko swojego głosu w animowanym serialu „Simsonowie”. Podobnie Salinger był oddzielony od świata w swojej wiosce. Krążyły legendy, że wszystkich intruzów sąsiedzi Salingera wprowadzali świadomie w błąd, by nie mogli odnaleźć jego domu. „Myślę, że tajemnica trochę pomaga” – powiedział Pynchon w jednym z nielicznych wywiadów dawno temu. Ukrywanie się nie zapewniło jednak tym autorom upragnionego spokoju, tylko wywoływało jeszcze większe zainteresowanie czytelników i mediów. Obaj byli tropieni przez rozmaitych ciekawskich.

Zaginione czy zniszczone utwory do dziś działają na wyobraźnię. Wieniczka Jerofiejew nie dbał o swoją twórczość, na rozłożonych rękopisach jego teściowa stawiała podobno gary z zupą. Sporą część z nich pogubił w czasie swoich pijackich podróży kolejką elektryczną. Tak utracił choćby zeszyty z tekstem zatytułowanym „Szostakowicz”. „Kiedy odkryłem stratę, dałem nura w trawę i wyśmienicie w niej spałem” – mawiał pisarz. Co zawierał kuferek Tadeusza Peipera, który mu skradziono na dworcu, gdy w 1921 r. wracał z Hiszpanii do Polski? Nie dowiemy się nigdy. Nie poznamy też powieści Gombrowicza, którą spalił za radą brata. Z ostatniego dramatu Witkacego – „Tak zwanej ludzkości w obłędzie” – zachowała się tylko strona tytułowa. Nie wiadomo też, co się stało z rękopisami Tadeusza Micińskiego, zamordowanego w 1918 r. na Wschodzie, i jak wyglądałaby powieść Stanisława Brzozowskiego, gdyby zdążył ją napisać przed śmiercią.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną